Ostatnio trafiłam na warsztaty z czegoś co prowadząca nazywała "energetycznym tańcem" i twierdziła że to forma medytacji w ruchu. No i byłam trochę sceptyczna bo znałam głównie statyczną medytację, siedzenie, oddech, ta cała klasyka. Ale potem pomyślałam - czemu nie, ruch też może wyciszać. I faktycznie cos tam poczułam, jakiś przepływ, niewiem jak to inaczej nazwać. Ale im więcej słucham tej prowadzącej, tym bardziej wydaje mi się że miesza tańce z manipulacją energią bez żadnego pytania uczestników czy się zgadzają. Pyta ktoś co tak naprawde jest granicą między medytacją w ruchu a tym że ktoś po prostu robi z tobą co chce pod szyldem "uzdrawiania"?
Hm, no właśnie to jest ciekawe pytanie ale od razu zaznaczę że jestem sceptyczna w kwestii "przepływu energii" ktory nie wiadomo skąd i dokąd płynie. Medytacja w ruchu ok, to ma sens, jest na to sporo badań nawet w nurcie uważność. Ale jak ktoś zaczyna mówić że manipuluje twoją energią bez twojej wiedzy, to już wchodzi w etycznie niepokojący obszar. Byłaś pytana o zgodę na cokolwiek konkretnego?
Stary temat, nowe opakowanie. energetyczne tańce, biodanza, 5rhythms, podobnych form jest multum i każda z nich ma trochę inne założenia etyczne - albo raczej ich brak. Problem który opisujesz Goplana jest klasyczny: zgoda ogólna (kupuję bilet na warsztaty) traktowana jako zgoda na wszystko co prowadzący uzna za stosowne. Tak nie powinno być. Dobra praktyka wymaga żeby uczestnicy wiedzieli z góry co dokładnie będzie się działo, a nie dowiadywali się w trakcie ze ktoś właśnie "oczyszcza ich pole energetyczne".
Wtrącę się jeśli można bo dopiero zaczynam się interesować medytacją i nie bardzo rozumiem - te tańce energetyczne to jest wogole uznane jako medytacja? myślałam że medytacja to siedzenie i oddychanie, a tu nagle taniec. Jak to działa że ruch ma wyciszać, chyba jest odwrotnie?
Mam zapisane w notatnikach kilka różnych warsztatów tego typu i powiem wam - jakość i etyka to naprawde ruletka. Byłem raz na biodanzie i to było prowadzone super uczciwie, prowadzący na początku tłumaczył co się będzie działo, pytał o granice fizyczne, mówił żebyśmy nie robili nic co jest dla nas niekomfortowe. Innym razem trafiłem na coś podobnego ale prowadząca zachowywała się jak guru i nikt nie mógł podważyć metody. No i tam wlasnie ta dynamika grupy zaczęła wyglądać podejrzanie. skąd wiadomo że ta wasza z Goplany jest bliżej tej drugiej opcji?
Nie przesadzasz. Brak możliwości wyrażenia wątpliwości to sygnał ostrzegawczy sam w sobie, niezależnie od tego co się konkretnie dzieje na warsztacie. Zdrowa praktyka, czy to medytacyjna, rytualna czy ruchowa, zawsze daje uczestnikowi prawo do "nie" i nie karze za nie oceną ani wykluczeniem z grupy.
No dobra ale ja tam byłam na jednych takich zajęciach i nie widzę problemu szczerze. Tańczyłyśmy, coś się działo, czułam się lepiej po. To nie jest jakaś trauma. Trochę to jak gdybyście szukali dziury w całym w czymś co po prostu działa.
Ale wlasnie mam pytanie - jeśli ktoś idzie na warsztaty i wie mniej więcej co to jest, to czy prowadzący musi dosłownie pytać o zgodę na każdy ruch? Bo to brzmi trochę jakby chirurg miał pytać o zgodę na każde cięcie w trakcie operacji. Podpisałaś ogólną zgodę i już. Nie mówię że wszystko wolno ale chyba jest jakaś różnica między brakiem szczegółowej zgody a manipulacją
hmm ja się zastanawiam czy ta medytacja w ruchu to faktycznie coś innego niż zwykły taniec terapeutyczny. Bo słyszałam o tańcu terapeutycznym i to chyba ma jakieś podstawy naukowe? A to co opisuje Goplana to bardziej... nie wiem jak to nazwać, duchowe? Czy to wogole się da połączyć?
Taniec terapeutyczny i energetyczne tańce to różne rzeczy chociaż mogą wyglądać podobnie z zewnątrz. Taniec terapeutyczny (Dance Movement Therapy) ma konkretne wykształcenie, superwizję i standardy etyczne. Energetyczne tańce to często autorska metoda prowadzącego bez żadnej certyfikacji i nikt nie weryfikuje co tam naprawdę robi. I właśnie ta przestrzeń bez nadzoru to miejsce gdzie najłatwiej o nadużycia, nawet nieświadome.
Ojej, czytam to wszystko i trochę mi ulżyło bo ja też miałam podobne odczucie po wasrztatach tego rodzaju - ze coś jest nie tak ale nie umiałam tego nazwać. Moje pytanie jest takie - co konkretnie powinnam sprawdzić zanim pójdę na coś takiego żeby nie trafić na kogoś kto robi co chce pod przykrywką duchowości? Bo serio niewiem na co patrzeć, certyfikaty nie certyfikaty jak to ocenić?
O matko to brzmi jakbyście mówili o jakimś kulcie a nie o zajęciach tanecznych 😀 Ale serio, ta lista od Krodo69 jest pomocna. Mnie tam bardziej ciekawi czy samo doświadczenie ruchowej medytacji jest warte spróbowania jeśli sie trafi na dobrego prowadzącego bo ze wszystkich tych ostrzeżeń można by wyciągnąć wniosek że lepiej w ogóle nie próbować.
Właśnie, nie chcę żeby wyszło ze odradzam w ogule bo doświadczenie samo w sobie było ciekawe. Ruch połączony z intencją skupienia na chwili obecnej, bez myślenia o tym co zrobić na obiad - to naprawdę cos daje. Problem jest konkretny i dotyczy konkretnej prowadzącej i konkretnych zachowań. Może zbyt ogólnie to przedstawiłam na początku i stąd ta dyskusja poszła troche w stronę "czy w ogóle warto".
No i właśnie mnie ciekawi ta część o skupieniu na chwili - czy jak tańczysz to nie jest tak że właśnie myślisz co robić za chwilę, jaki ruch jak nie wyglądać głupio? Jak to się wgl wycisza jak tyle się dzieje? To chyba wymaga dużo ćwiczenia żeby to działało jak medytacja a nie jak aerobik.
aha, czyli to trochę jak... przeciążenie procesora? że głowa niema już mocy na martwienie sie bo jest zajęta czymś innym? 🙂 ciekawe. nigdy bym tak nie pomyślała o medytacji
no tak to mniej więcej działa, tyle że potem jak wchodzisz w rytm to już nawet to "przeciążenie" odpada i zostaje tylko ten ruch. przynajmniej tak mi to ktos tłumaczył na biodanzie. sama nie byłam długo na niczym takim więc nie wiem czy to prawda z własnego doświadczenia 😛
no cóż, wlaśnie tak, dokładnie jak Michalinka pisze. z tym ze u mnie na tych konkretnych warsztatach ten spokój przychodził a potem nagle prowadząca robiła to swoje "pracowanie z energią" przy mnie i ja wylatywałam z tego stanu momentalnie bo czułam dyskomfort. i to chyba jest sedno - że ona niszczyła to co sama pomagała zbudować, i jeszce pytania były niemile widziane
a powiedz mi - czy ona robiła te "pracowanie z energią" przy wszystkich uczestnikach po kolei, czy wybierała konkretne osoby? bo to moze miec znaczenie dla zrozumienia co sie tam tak naprawdę dzialo 🙂
