To co mówi Rumianek79 o tej różnicy w samopoczuciu rano - to jest chyba klucz do całego tematu. Bo może nie chodzi o to, żeby medytacja w nocy zadziałała jak tabletka nasenna, tylko żeby zmienić relację z tym przebudzeniem. I to może działać inaczej sezonowo, bo w październiku ta relacja jest pewnie bardziej napięta niż w lipcu.
To co Lonia mówi o zmianie relacji z przebudzeniem - mnie to bardzo uderzyło, bo właśnie o to chodzi w pracy z ciałem energetycznym w nocy. Nie o to żeby zasnąć, ale żeby przestać traktować to przebudzenie jak awarię. Rumianek79, czy masz poczucie, że to napięcie o którym mówiłaś - to wibrujące - pojawia się już przed zaśnięciem, czy dopiero jak się budzisz?
To co opisujesz - ciało zmęczone, głowa nie - jest klasycznym wzorcem w pracy ze snami. Ale mnie interesuje co innego: czy to napięcie ma jakiś temat? Czy to jest myślenie o konkretnych sprawach, czy bardziej takie kręcenie się bez treści?
To bezprzedmiotowe napięcie to może być właśnie ten moment przejścia sezonowego, który system nerwowy przeżywa jako stan czujności bez przyczyny. Zima ewolucyjnie wymagała gotowości - i być może ciało jeszcze o tym nie zapomniało. Ale tu mam pytanie do całej grupy: czy to napięcie pojawia się tylko przy zmianie jesień-zima, czy też na wiosnę?
U mnie na wiosnę jest inaczej - jest taka pobudliwość, ale bardziej ekscytująca niż irytująca. Jakby coś wchodziło, a nie coś się kręciło w kółko. Może to dwie różne odmiany tego samego zjawiska?
To co Krwawnik opisuje z tą różnicą między porami roku - ja to mam zapisane w tych notatkach ze skrajności. Wiosna to zazwyczaj wpisy o tym, że medytacja była chaotyczna, ale przyjemna. Jesień - że spokojna, ale zupełnie pusta. To naprawdę inne jakości.
Słuchajcie, to może głupie pytanie, ale czy ktoś sprawdzał, czy to koreluje z fazami księżyca nałożonymi na sezonowość? Bo może to nie jest tylko pora roku, tylko pora roku PLUS faza - i to dopiero razem robi ten efekt?
To nie jest błąd - to jest właśnie efekt skanowania, czyli wyciąganie tego co jest, nie dodawanie nowego napięcia. Problem jest wtedy, kiedy przy tym skanie oceniasz - 'o nie, znowu to' - a nie tylko obserwujesz. Ale to jest naprawdę trudne do utrzymania, szczególnie jak się jest zmęczoną i zirytowaną o drugiej w nocy.
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie może naiwne - czy skan ciała to jest zawsze leżąc? Bo ja próbowałem raz i zasnąłem w środku, i nie wiedziałem, czy to sukces czy nie.
Ja chcę wrócić do tego, co Lonia napisała o relacji z przebudzeniem, bo to mnie dotknęło. Też mam tak, że bardziej niż samo przebudzenie niszczy mnie myśl o tym, że 'to znowu'. I zastanawiam się - czy to jest coś, nad czym medytacja może pracować stopniowo, czy trzeba zacząć w ogóle inaczej myśleć o śnie? Bo nie wiem, od czego zacząć.
Tak, chyba to. I jeszcze jedna rzecz, której nie powiedziałam wcześniej - te noce, kiedy nie walczyłam, były akurat nie w październiku. Październik jest dla mnie najtrudniejszy i wtedy odpuszczenie jest właściwie niemożliwe. Może sezonowość wpływa też na to, jak bardzo jesteśmy w stanie nie walczyć - czyli nie tylko na głębokość medytacji, ale na całą gotowość do odpuszczenia.
To co Rumianek79 powiedziała o październiku i o tym, że odpuszczenie jest wtedy prawie niemożliwe - to mnie zastanawia. Bo to by sugerowało, że nie chodzi tylko o technikę czy intencję, ale że jest jakiś moment w roku, kiedy układ nerwowy po prostu nie daje się przekonać. Czy to jest u ciebie każdy rok taki sam?
To jest interesujące metodologicznie - czwarty czy piąty rok to już nie jest przypadek. Ale chciałbym zapytać: czy to jest dokładnie październik jako miesiąc, czy raczej ten moment po zmianie czasu? Bo zmiana czasu to koniec października, i to jest realny czynnik fizjologiczny, niezależnie od ezoteryki. Rytm dobowy się przesuwa i ciało przez kilka tygodni nie wie, która jest godzina.
Raczej od początku, może nawet końcówka września. Zmiana czasu to wtedy jakby dolewanie oliwy do ognia, ale sama pochodnia jest wcześniej.
Jeśli to zaczyna się już końcówka września, to nie mogę nie zapytać o czakrę splotu słonecznego. Jesień to energetycznie czas kurczenia się, wchodzenia do środka, i jeśli jest jakaś blokada w rejonie solarnym, to dokładnie wtedy może dawać o sobie znać jako to nieuziemione wibrowanie przed snem. Czy czujesz to wibrowanie głównie gdzieś konkretnie w ciele, czy to jest ogólne?
To co Rumianek79 opisuje - 'gotowość bez sygnału' - to brzmi dla mnie bardzo znajomo i właśnie tak bym to nazwała u siebie. Zastanawiam się, czy to jest coś, co można rozładować medytacją uziemiającą, czy raczej trzeba czekać, aż ciało samo to przeprocesuje? Bo ja jak próbowałam cokolwiek robić z tym stanem, to robiłam się tylko bardziej napięta.
Ale jak to przełączyć, Joasia71? Serio pytam, bo to brzmi prosto, ale kiedy nie sypiam trzecią noc z rzędu, to 'chcę to zobaczyć' nie jest pierwszą myślą, która przychodzi.
To co Joasia71 mówi o tym 'bez planu' - ja to przetestowałam nieświadomie, bo raz zasnęłam przy dźwiękach i nawet nie planowałam medytować. Po prostu włączyłam coś w tle i odpłynęłam. Czy to znaczy, że efekt przyszedł właśnie dlatego, że nie było intencji zaśnięcia?
To jest klasyczny paradoks relaksacji - im mocniej starasz się zrelaksować, tym trudniej to osiągnąć. Jest dobrze opisany w badaniach nad stresem i snem. Ale to nie znaczy, że praktyka jest bezużyteczna - ona zmienia tło, na którym sen może przyjść. Tylko nie działa jako bezpośredni przycisk.
Wracając do tego sezonowego wzorca, który tu omawiamy - czy ktoś z was próbował robić inną medytację jesienią niż wiosną? Tzn. dostosowywać praktykę do pory roku celowo, nie tylko reagować na to, co nie działa?
Słuchajcie, ja mam takie pytanie może trochę z innej strony - czy wy w ogóle wierzycie, że sezonowość bezpośrednio wpływa na medytację, czy raczej sezonowość wpływa na samopoczucie, a samopoczucie na medytację? Bo to by była duża różnica w tym, gdzie szukać rozwiązania.
Oba, ale zaczynają się inaczej. Najpierw jest to fizyczne - taka wzmożona czujność, jakby coś miało się stać. Dopiero potem głowa zaczyna pracować, bo skoro i tak nie śpię, to zaczynam myśleć. Nie wiem, czy jedno powoduje drugie, czy to dwa oddzielne wątki.
To co opisujesz - czujność jako pierwsza, a myśli jako wtórne - jest dla mnie ważną wskazówką. W pracy ze snami często widzę, że ciało sygnalizuje coś wcześniej niż umysł to nazwie. Czy ta czujność jest nieprzyjemna, czy bardziej neutralna? Bo to robi dużą różnicę w tym, jak na to reagować.
Mnie też to rozróżnienie między 'najpierw ciało' a 'najpierw głowa' nigdy wcześniej do głowy nie przyszło, a teraz myślę, że mój problem jest właśnie z tym, że próbuję oddechem uspokajać ciało, kiedy tak naprawdę to głowa zaczyna. Może dlatego to nie działa tak jak bym chciała. Joasia71, masz jakiś pomysł, co inaczej robić w tym drugim przypadku?
Słuchajcie, wracając do wątku sezonowego - mamy tu kilka osób, które mają problem głównie jesienią, i mam wrażenie, że poza samą techniką medytacji jest jeszcze coś, o czym nie mówimy. Czy ktoś z was zwraca uwagę na to, co je i pije wieczorami jesienią? Pytam, bo energetycznie i fizycznie jesień to czas, kiedy trawienie zwalnia, i jeśli wieczorem jest ciężko, to napięcie w ciele idzie w górę, a medytacja walczy z tym zamiast w tym pomagać.
