a jak rozpoznać tę 'inną jakość skupienia'? Bo to brzmi jak coś co albo czujesz albo nie, i nie wiem jak to odróżnić od zwykłego silnego chcenia czegoś.
Zgadzam się z tym opisem Vladiego. Notowałem kiedyś właśnie ten element i co ciekawe, ten stan łatwiej mi osiągnąć przy improwizacji niż przy formule którą znam na pamięć. Przy formule mój umysł jednocześnie 'sprawdza' czy mówię poprawnie, i to rozbija skupienie.
To co Zenek opisuje ma trochę związku z tym co psychologowie nazywają efektem podzielonej uwagi. Przy tekście który znasz perfekcyjnie, część uwagi zawsze monitoruje poprawność. To jest ten sam problem co z techniką w muzyce - kiedy za dużo myślisz o palcach, tracisz muzykę. Ale to nie znaczy że ćwiczenie techniki było bez sensu.
Ale skoro tak, to ta cała dyskusja improwizacja vs formuła jest może trochę nie o tym. Bo na tym poziomie zaawansowania formuła przestaje być formułą, prawda? Więc co właściwie porównujemy - kogoś kto dopiero uczy się tekstu versus kogoś kto mówi spontanicznie, czy coś innego?
Mara stawia pytanie które mnie samego od jakiegoś czasu kręci. Właściwie co porównujemy? Jeśli ktoś zna tekst na poziomie gdzie przestaje go monitorować, to jest już bliżej improwizacji niż odtwarzania - bo oba stany wymagają tej samej jakości obecności. Może cała ta dyskusja powinna się skupić nie na tym skąd pochodzi słowo, ale na tym co jest po stronie mówiącego w momencie kiedy je wypowiada. A wtedy pytanie 'formuła czy improwizacja' robi się drugorzędne.
ale czy to nie jest trochę zbyt wygodna odpowiedź? Bo jeśli powiemy że liczy się tylko stan mówiącego, to właściwie tekst jest dowolny, i cała praca tradycji nad konkretnymi formułami była bez sensu. A jednak te tradycje istniały przez setki lat i ludzie w nich wyraźnie czuli że nie jest obojętne co się mówi. Myślę że jest coś pomiędzy - stan mówiącego ma znaczenie, ale to nie jest jedyne co ma znaczenie.
