hej wszystkim 🙂
nie wiem od czego zacząć, bo sytuacja jest naprawdę przytłaczająca i skomplikowana...
zacznę od mieszkania. kilka lat temu zrobiliśmy remont i od tamtej pory nie możemy się pozbyć robactwa. pluskwy, mole, muchy, larwy, pchły... jedno zniknie to zaraz pojawia się coś nowego. masakra serio.
z relacjami jest podobnie. odkąd zamieszkałam z mężem nie mogę znaleźć tu prawdziwej przyjaciółki, kogoś od serca. są różni znajomi, ale nikt bliski. czuję się tu obco i samotna, a z rodziną męża mimo starań też jakoś nie klikamy.
ale najbardziej mnie zastanawia jedna konkretna sytuacja. moja córka zaczęła się drapać po głowie, myśleliśmy że to łupież. i wtedy właśnie TA osoba z rodziny męża powiedziała jakby mimochodem że „może to wszy". i dosłownie kilka dni później okazało się że wszy :O ledwo się z tym uporałyśmy a tu bam, owsiki. co ciekawe gdy rozmawiałam z tą osobą potem to wcale nie była zaskoczona, ale za to jakby z góry się tłumaczyła że nie rzucila żadnego uroku. nikt jej o to nie pytał...
jest też historia z fryzjerką, do której chodziła właśnie ta osoba. zadzwoniłam zapytać o adres salonu, a potem poszłam i ta fryzjerka, z wieloletnim doświadczeniem, totalnie zniszczyła mi włosy. ciemny kolor zamiast rozjaśnienia, schody na głowie. musiałam to wszystko ścinać. i zgadnijcie kto przyszedł zaraz po tej katastrofie i znowu zaczął się tłumaczyć że to nie jej wina? 🙂
dlaczego w ogóle podejrzewam właśnie ją? bo mam z nią długą historię. kiedy zaczęłam chodzić z moim obecnym mężem, namówiła mnie żebym zamiast wyjazdu nad morze do pracy dołączyła do jej firmy. totalny rollercoaster. raz byłam świetna, raz beznadziejna, wyżywała się na mnie bez powodu, niczego nie tłumaczyła. w końcu mnie zwolniła, a następnego dnia mówiła że wcale nie chciała mnie zwalniać tylko „zmotywować". manipulacja i gra na emocjach, od razu wiedziałam że nie chcę mieć z nią do czynienia. kiedy znalazłam inną pracę przyszła z propozycją współpracy, odmówiłam. i od tego momentu sprawnie komplikuje mi życie.
próbowała jeszcze przed ślubem wmówić mężowi różne nieprawdziwe rzeczy o mnie. na szczęście mąż się zorientował i też trzyma ją z dystansu. ale teściowie którzy z nami mieszkają, po każdej wizycie u niej wracają wyraźnie negatywnie do nas nastawieni. wyjeżdżają gdzieś potajemnie, szukają wymówek jak chcemy się spotkać... to boli.
i jeszcze polecony przez nią kierownik który najpierw próbował nas oszukać, a potem zostawił nas na lodzie. moje życie zawodowe to same zmiany i blokady, choroby dzieci, ciągle coś stoi na przeszkodzie.
a teraz najważniejsze, bo to chyba tłumaczy skąd moje podejrzenia. wiem że ta osoba od zawsze kreowała się na taką „czarownicę", czyta różne książki, a od jakiegoś roku działa w kółku szeptuch które regularnie się spotykają i odprawiają rytuały.
stąd pytanie do was... czy to może być urok? czy po prostu takie jest życie i za dużo składam w całość? trochę się boję że przesadzam z tym myśleniem ale z drugiej strony tych „przypadków" jest po prostu za dużo 🙁
Znam to z własnego doświadczenia, więc dużo tu przeczytałam ze zrozumieniem.
„Złe oko„ to coś, z czym sama się zmagałam przez lata, choć przez długi czas nie umiałam tego tak nazwać. W mojej rodzinie też nie brakowało napięć, które wymykały się racjonalnemu wytłumaczeniu, włącznie z rzeczami zupełnie sprzecznymi z logiką, myślami, których wolałabym nie miewać, i atmosferą, która ciążyła nad wszystkim aż do pewnej śmierci. A babcia ze strony tej konkretnej linii... cóż, ma już chyba z tysiąc lat i 22 w numerologii. Ja mam 11, mama miała 33. Oj, wiele to mówi. Życie z taką osobą było w slowie „zawsze” tragiczne.
Zdarzył mi się też inny epizod, gdy chciałam odzyskać pieniądze albo wymienić torebkę, a naprzeciwko mnie stanęła osoba wyraźnie przytłoczona jakąś energią psychiczną, nie kłamstwo, nie zwykła nieuczciwość, to było coś głębszego. Zaczęło się od cyrku, krzyki, groźby sądowe za samo wyjęcie telefonu... Wygadała sie przyjaciółka tej pani i zrobiło się z tego totalne szaleństwo, chowanie sie, poodwracane ceny, paranoja w pełnym wymiarze. Tę osobę w końcu odsunięto, bo widocznie nawet inni zauważyli ze psychologicznie sobie nie radzi. A wpływ babki? Mam na to tylko jeden dowód pośredni, że mnie nie wyrzuci z domu, bo na szczeście mam własne mieszkanie.
Babcia jest teraz pod opieką przyjaciółki lekarki. Stwierdzono histerię nawracającą i syndrom Münchhausena. Zgadza się też z kwadratami Merkurego i symboliką, którą oglądam w horoskopie.
Rozłożyłam wróżbę:
R Kielich odwrócony (przeszłość), powtórzony w teraźniejszości jako G Buław odwrócony. Czy robi to świadomie? 9 Kielichów mówi, że niekoniecznie. Zablokowana energia radości kieruje się w stronę seksualności i ma swój odpowiednik podświadomy. Otoczenie, ludzie, ewentualne nieszczęście? 3 Kielichów przeczy temu, kontakty koleżeńskie ma dobre, ale sugeruje się jakieś kółko zainteresowań. U ciebie w tle tej sytuacji stoi 20, czyli zablokowana energia transformacji przez siły, które niektórzy nazywają nadnaturalnymi. Osoba jest zamknięta, teraz i w poprzednich wcieleniach, ma nieuporządkowaną energię mimo wszystko, mimo pozytywnych iskier. Giermki są tu odpowiedzią na tę nieuporządkowaną moc w jej życiu, kiedyś niespokojna woda, mieszanie kijkiem w rzece, teraz przekształcona w coś na wzór błędnego ognika. Psychologia podobna jak u wielu osób, u których rozwój poszedł trochę w złym kierunku, eksperymenty mentalne, w znacznej czesci pewnie podświadome, i ta psyche z gwiezdnego tła w tle... z tym się nie zawalczy łatwo.
A propos mojej babci i jej żelaznego zdrowia, muszę dodać jeden drobiazg. Jechaliśmy z nią kiedys do szpitala, miała złamaną rękę, i nagle na parkingu wysiadł samochód. Znajomy musiał z nią zostać, poczekać. Właściciel, konstruktor z uczelni, nie zdołał naprawić. Pomógł mechanik, mąż przyjaciółki, która przyjechała nas odholować.
Podobnie bywało z pewną sąsiadką, przy której stale ginęły rzeczy albo się psuły, zdarzały sie też dziwne „aporty„. Wypracowałam nawet specjalny system postępowania, bo tego nie dało się zaszufladkować. Pożyczyłam jej maszynę do szycia i, jak to się mówi, „zaczarowałam” ją najpierw. Odwdzięczyła się. Razem z nią umarły pewne eventy i energia po prostu ulotniła się. Miejmy nadzieję, że na dobre. Amen.
Może, takie objawy to dość typowy zestaw sygnałów w tego typu sprawach.
Takie rzeczy to dość typowe objawy po tym, jak ktoś zostanie urzeczony.
Sny, koszmary, uczucie przygniecenia w nocy, nieustający pech... Wiele osób od razu kojarzy takie rzeczy z rzuconym urokiem czy złym spojrzeniem, ale moim zdaniem warto najpierw spojrzeć na to trochę bardziej na chłodno. Stres, przemęczenie, zły tryb życia mogą dawać dokładnie takie same objawy. Zanim ktoś pójdzie do kogoś od „odczyniania", dobrze byłoby wykluczyć prozaiczne przyczyny.
