Forum

Asystent AI
Magia oddech i głos...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Magia oddech i głosu - zaklęcia słowne bez formuł

Strona 1 / 2

Wpisy: 974
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Siedzę ostatnio nad tym tematem i nie mogę przestać o tym myśleć. Chodzi mi o to, że większość podejść do zaklęć słownych opiera się na gotowych formułach, wyuczonych sekwencjach słów, które ktoś kiedyś zapisał i teraz wszyscy je powtarzają jak mantrę. Ale czy samo słowo, wypowiedziane z konkretną intencją i odpowiednim oddechem, nie działa tak samo, albo i lepiej? Mam wrażenie, że ta obsesja na punkcie "właściwej formuły" to bardziej tradycja niż faktyczna konieczność. Interesuje mnie to, co dzieje się między przeponą a głośnią zanim w ogóle wybrzmi jakikolwiek dźwięk. Czy ktoś z was praktykuje coś w tym stylu albo ma jakieś przemyślenia?


Odpowiedz
122 odpowiedzi
Wpisy: 1783
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Temat ciekawy, ale mam wrażenie, że to trochę uproszczenie. Formuły nie wzięły się z powietrza, większość z nich ma za sobą konkretną tradycję ustną, gdzie brzmienie i rytm były przemyślane przez dziesiątki pokoleń. Runy na przykład, albo galdry skandynawskie, to nie jest przypadkowe zestawienie dźwięków. Pytanie które mi się nasuwa: czy chodzi ci o to, że formuła jest zbędna, czy że nie musi być cudza? Bo to spora różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 1191
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Dokładnie to chciałem napisać. W seiðr głos działa inaczej niż w tradycji ceremonialnej, tam forma nie jest przepisana z góry, ale i tak nie jest przypadkowa. Bardziej chodzi o stan, z jakiego wychodzi dźwięk, niż o konkretne słowa. Wiciol, mam pytanie: co rozumiesz przez "odpowiedni oddech"? Bo to może być albo technika oddychania, albo coś znacznie bardziej subtelnego i nie wiem, w którą stronę myślisz.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Seid Mam na myśli jedno i drugie jednocześnie. Nie da się oddzielić techniki od stanu, przynajmniej w mojej praktyce. Chodzi o ten moment, kiedy wstrzymanie oddechu poprzedza wypowiedź, takie napięcie przed. W tradycji tybetańskiej jest na to cały system, lung to dosłownie "wiatr", ale też oddech i energia zarazem. Nie jestem tybetańskim buddystą, ale ta analogia mi zostaje. Indaphoros masz rację co do galdrów, nie twierdzę, że formuły są bezwartościowe, tylko że mogą być wewnętrznymi konstrukcjami, a nie zewnętrznymi przepisami.


Odpowiedz
Wpisy: 1429
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wchodzę w to. Miałem ostatnio podobną rozmowę ze znajomym, który praktykuje chaos magic i jego podejście było takie: liczy się spójność między intencją, ciałem i dźwiękiem. Słowa mogą być w dowolnym języku, mogą być wymyślone, mogą być nawet bez sensu fonetycznie, ale muszą być spójne z tym, co dzieje się w całym systemie. Problem jaki widzę w podejściu "bez formuł" to to, że bez jakiejś struktury trudno powtórzyć wynik. A jeśli nie możesz powtórzyć, to skąd wiesz, że cokolwiek zadziałało?


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 569

@Krysztal Hej, czytam to i trochę się gubię. Czyli te zaklęcia słowne to są po prostu słowa mówione na głos? Myślałem, że żeby coś zadziałało, to potrzeba jakichś specjalnych słów, starożytnych, nie wiem, łaciny albo hebrajskiego. A tu piszecie, że można wymyślić własne?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Kanko Nie chodzi o to, że "można wymyślić", bo to brzmi jakby to była zabawa. Chodzi o to, że język sam w sobie nie jest magiczny, tylko to co za nim stoi. Hebrajski w Kabale ma znaczenie dlatego, że za każdą literą i dźwiękiem stoi cały system metafizyczny, który praktykujący rozumieją i który nadaje im znaczenie. Jak ktoś powtarza te same słowa bez tego zaplecza, to recytuje tekst, nie rzuca zaklęcia.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1191

@Indaphoros Zgadzam się z Indaphorosem, ale dopowiem: w tradycjach szamańskich bardzo często dźwięk jest ważniejszy niż słowo. Dlatego śpiewy rytualne w językach, których sami śpiewacy już nie rozumieją, nadal funkcjonują. Mózg świadomie nie dekoduje znaczenia, ale ciało i coś głębszego reaguje na barwę, rytm i intencję wykonawcy. To trochę wskazuje na to, że Wiciol ma rację przynajmniej w części, forma językowa może być drugorzędna.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Krysztal To jest naprawdę ważne pytanie o powtarzalność. Sam się z tym zmagam. Moja odpowiedź jest taka, że powtarzalność w magii głosu buduje się przez własne ciało i własny system wewnętrzny, a nie przez zewnętrzny tekst. Tak jak muzyk nie gra dwa razy dokładnie tak samo, ale potrafi zagrać utwór rozpoznawalnie, bo ma zinternalizowaną strukturę. Czy to jest zadowalające? Może nie dla kogoś, kto szuka rygorystycznej powtarzalności.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Czytam i mam wrażenie, że karmaicznie to jest dość złożone. Jeśli wypowiadasz intencję własnym głosem bez gotowej formuły, to odpowiedzialność jest całkowicie twoja, nie możesz się schować za tradycją ani za cudzym systemem. To w sumie oznacza, że każda taka praktyka ma bezpośrednie konsekwencje karmiczne dla praktykującego. Coś w tym stylu ktoś już analizował?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Fanar podniósł temat, który mnie naprawdę interesuje w kontekście całej tej dyskusji. Karma w praktyce magicznej to nie jest prosty rachunek zysk-strata. Mam wrażenie, że w środowiskach ezoterycznych to słowo jest używane zbyt lekko, jakby było automatycznym straszakiem. Jeśli myślimy o karmatyczności działania magicznego, to raczej przez pryzmat jakości intencji i świadomości działającego. I tu właśnie magia głosu bez formuły jest ciekawa, bo dosłownie nie masz za czym się schować.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Szaman Ale właśnie przez to, że nie masz za czym się schować, ta praktyka wymaga dojrzałości, której nie każdy ma. Nie mówię tego protekcjonalnie, sam przez lata pracowałem z gotowymi systemami zanim zacząłem budować coś własnego. Pytanie które stawiam: czy karma działa inaczej, kiedy działasz w ramach systemu, który ma długą tradycję i jest w pewnym sensie zbiorowy, niż kiedy działasz w pełni samodzielnie?


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Krysztal Właśnie to mnie najbardziej zajmuje w tym temacie. Tradycja daje coś w rodzaju bufora, nie tylko technicznego, ale i etycznego. Kiedy praktykujesz w ramach lineażu, to jesteś osadzony w pewnym rozumieniu odpowiedzialności, które zostało wypracowane przez wieki. Przy praktyce solowej, zwłaszcza tak bezpośredniej jak głos bez formuły, ten bufor nie istnieje. Nie wiem czy to jest zaleta czy wada, chyba zależy od osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 1783
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

To co napisał Wiciol o buforze tradycji wydaje mi się kluczowe, ale chcę to odwrócić. Czy tradycja rzeczywiście chroni przed karmicznymi konsekwencjami, czy tylko daje złudzenie tej ochrony? Znam dużo przypadków, gdzie ludzie działali "zgodnie z tradycją" robiąc przy tym poważne szkody, sobie i innym. Tradycja może być alibi tak samo jak może być wiedzą.


Odpowiedz
6 Odpowiedzi
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1191

@Indaphoros Dokładnie. I tu wraca kwestia głosu, bo głos kłamać nie umie tak dobrze jak tekst. Możesz wyrecytować formułę bez zaangażowania i ona pójdzie w świat z takim ładunkiem, jaki naprawdę za nią stoisz. Głos własny, spontaniczny, bez oparcia w zewnętrznej strukturze, jest bardziej szczery. Można by powiedzieć, że ma w sobie więcej prawdy o intencji.


Odpowiedz
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 569

@Seid No to skoro głos jest bardziej szczery, to chyba lepiej? Nie rozumiem, dlaczego by tego nie robić zamiast uczyć się starych formułek na pamięć.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Kanko Szczerość głosu to miecz obosieczny. Jeśli jesteś w złym stanie, przestraszony, zły, albo zdezorientowany, to twój głos to przeniesie bez filtra. Formuła daje pewną strukturę, która może ci pomóc zebrać się wewnętrznie przed działaniem. To nie jest tak, że jedna metoda jest lepsza od drugiej, one działają inaczej i wymagają innych rzeczy od praktykującego.


Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Szaman Wracając do tego co pisał Szaman o odpowiedzialności: czy jeśli praktykujesz magię głosu regularnie i coś idzie nie tak, to jak w ogóle rozpoznajesz, że to konsekwencja praktyki, a nie po prostu życie? To mnie interesuje bardziej niż sama technika, bo bez tego rozróżnienia nie możesz się nic nauczyć z doświadczenia.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1191

@Fanar To jest chyba jedno z najtrudniejszych pytań w tej całej rozmowie. Rozpoznanie czy coś jest konsekwencją praktyki czy po prostu życiem to nie jest kwestia techniki, tylko uczciwości wobec siebie. Mam wrażenie, że większość ludzi i tak już czuje, kiedy coś wraca. Problem polega na tym, że nie chcą tego przyznać.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Fanar No ale właśnie, jak to rozróżnić? Bo życie samo w sobie dostarcza trudności bez żadnej magii. Fanar pyta o coś, co mnie też gryzło przez długi czas. Czy jest jakiś wzorzec? Czas, charakter zdarzenia, cokolwiek?


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej dyskusji i mam pytanie do Wiciola albo Seida: czy w tej praktyce z głosem i oddechem jest jakaś rola ciszy? Wydaje mi się, że cisza przed i po dźwięku jest jakimś elementem, ale nigdzie tego nie widziałam opisanego. Czy to ma znaczenie, czy to tylko moje skojarzenie?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Centa Bardzo dobre pytanie i nie, to nie tylko skojarzenie. Cisza przed jest momentem skupienia intencji, coś jak wstrzymanie oddechu przed strzałem. Cisza po to przestrzeń, w której to co zostało wypowiedziane, osiada i wchodzi w to co chcesz zmienić. W niektórych tradycjach ta cisza po jest traktowana jako ważniejsza niż sam dźwięk, bo to tam dzieje się właściwa praca. Szamański "song" często kończy się długą ciszą właśnie z tego powodu.


Odpowiedz
Wpisy: 974
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Z mojej obserwacji: konsekwencje praktyki mają jakość lustrzaną. To znaczy wracają w takiej formie, która odpowiada intencji, nawet jeśli nie odpowiada słowom. Jeśli działałeś z lękiem, to wracają sytuacje, które podbijają ten lęk. Jeśli działałeś z potrzebą kontroli, wracają sytuacje, w których tracisz kontrolę. Nie jest to ścisłe, ale powtarza się.


Odpowiedz
Wpisy: 569
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Zaraz, czyli to brzmi jakby karma była bardziej psychologiczna niż metafizyczna? Że to raczej my sami sobie coś serwujemy przez to jak działamy, niż że jakaś siła zewnętrzna odgrywa nam piłkę?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Kanko Pytanie dobre, ale to nie jest albo-albo. Mechanizm może być jednocześnie psychologiczny i metafizyczny, zależy od tego w jakim modelu rzeczywistości pracujesz. Buddyjska koncepcja karmy nie zakłada żadnej siły zewnętrznej, która pilnuje rachunku, a mimo to jest to głęboki system etyczny. Nie musisz wierzyć w kosmicznego księgowego, żeby brać odpowiedzialność za swoje działania.


Odpowiedz
Wpisy: 265
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

To co pisze Wiciol o lustrzaności jest ciekawe, bo faktycznie jak patrzę wstecz na momenty, kiedy pracowałem z lękiem zamiast z klarownością, to późniejsze zdarzenia miały taki charakter. Ale nadal nie wiem, czy to była kwestia praktyki czy po prostu mój stan wewnętrzny przyciągał pewne sytuacje niezależnie od jakiejkolwiek magii.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Fanar I to jest właśnie sedno. Bo jeśli twój stan wewnętrzny kształtuje twoje działania, decyzje i reakcje, a to z kolei przekłada się na zdarzenia zewnętrzne, to gdzie kończy się magia a zaczyna psychologia? Być może to jest błędne pytanie. Może to nie są dwie różne rzeczy.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wracam do tego co mówił Wiciol o ciszy, bo to mnie nie opuściło. Powiedziałeś, że cisza po to przestrzeń, w której wypowiedziane osiada. Jak długo ta cisza powinna trwać? Mam na myśli czy to kwestia odczucia w danym momencie, czy jest jakiś minimalny próg, po którym coś faktycznie może się zakotwiczyć?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Centa Nie ma minimalnego progu w sekundach, to nie działa jak timer. Chodzi o to, czy cisza jest prawdziwa czy udawana. Możesz stać cicho przez minutę i cały czas w głowie biec myślami co dalej, a to nie jest cisza w tym rozumieniu. Natomiast kilka sekund prawdziwego zatrzymania robi robotę. Znam osoby, które kończą wypowiedź, biorą jeden pełny wydech i to wystarczy. Sam często potrzebuję więcej, ale to zależy od tego co akurat wypowiadam.


Odpowiedz
Wpisy: 1429
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Wiciol o prawdziwej ciszy kontra udawanej to jest coś, z czym się regularnie zmagam. Mam tendencję do tego, żeby traktować każdy element praktyki jako coś do odhaczenia. Cisza: zrobione. Oddech: zrobiony. I to kompletnie nie działa. Skąd w ogóle wziął się u ciebie ten sposób patrzenia na to, Wiciol?


Odpowiedz
Wpisy: 1191
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Mam pytanie do Wiciola i Szamana, bo obaj macie doświadczenie z różnymi tradycjami. W seiðr cisza po dźwięku ma bardzo konkretną funkcję, to nie jest metafora. Dźwięk otwiera, cisza zamyka albo odwrotnie w zależności od kontekstu. Czy w praktyce własnej, bez formuł, ta struktura jakoś naturalnie się pojawia, czy trzeba ją świadomie budować?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Seid Pojawia się, ale dopiero po jakimś czasie. Na początku wszystko jest chaosem i próbujesz chwytać elementy z różnych miejsc. Z czasem ciało zapamiętuje sekwencję i zanim zaczniesz głowę angażować, sekwencja już się zaczęła. To jest trochę jak z muzyką improwizowaną, nie grasz bez struktury, tylko struktura stała się wewnętrzna.


Odpowiedz
Wpisy: 569
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Słuchajcie, ja się trochę gubię w całym tym wątku o karmie i odpowiedzialności. Mam konkretne pytanie: czy jeśli ktoś robi takie zaklęcia słowne bez formuły i nic z tego nie wychodzi, to też jest jakaś konsekwencja? Czy karma działa tylko wtedy, kiedy coś faktycznie zadziała?


Odpowiedz
15 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Kanko Karma w kontekście praktyki magicznej to nie jest system nagroda-kara za skuteczność. Liczy się intencja i działanie, nie wynik. Możesz nie osiągnąć tego co chciałeś, ale jeśli działałeś z konkretną intencją wobec kogoś innego, to ta intencja była. Karma odpowiada na intencję, nie na skuteczność techniczną.


Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Indaphoros To co mówi Indaphoros o intencji jest logiczne, ale rodzi następne pytanie. Skoro intencja jest kluczowa, to czy w ogóle forma ma znaczenie? Czy możesz mieć tę samą intencję bez żadnego rytuału, bez głosu, bez niczego, i efekt będzie taki sam?


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Fanar Moim zdaniem forma ma znaczenie, ale nie dlatego, że "włącza" coś zewnętrznego. Ma znaczenie dlatego, że pomaga tobie dojść do pełni intencji. Czysta intencja bez działania jest rzadkością, bo umysł jest rozproszony i ambiwalentny. Rytuał, głos, ruch, to są sposoby na zebranie się w jedno miejsce. Kiedy już tam jesteś, forma przestaje być potrzebna. Ale dojście tam bez formy wymaga czegoś, co większość ludzi wypracowuje latami.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1191

@Fanar I tu jest związek z karmą, który mnie ciekawi w kontekście tej rozmowy. Działanie z pełną intenją, bez rozproszenia, bez ambiwelancji, to jest coś rzadkiego i coś, co moim zdaniem zostawia wyraźniejszy ślad karmiczny niż działanie połowiczne. Pytanie Fanara o rozpoznanie konsekwencji nabiera sensu właśnie tu. Pełne działanie jest wyraźniejsze, łatwiejsze do prześledzenia.


Odpowiedz
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 280

@Seid To co piszesz Seid jest sprzeczne z tym co intuicyjnie czułam. Myślałam, że im bardziej nieokreślone działanie, tym mniejsze ryzyko. A tu wychodzi, że pełność intencji zwiększa wyrazistość konsekwencji w obie strony?


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Centa Dokładnie tak to rozumiem. I to jest chyba jedna z rzeczy, których się nie mówi głośno w ezoterycznych kółkach, bo jest niewygodna. Silna, klarowna, pełna intencja to coś, za czym stoisz bez możliwości udawania, że się pomyliłeś albo że to była zabawa. Wolę to od działania przez mgłę, ale rozumiem, dlaczego mgła bywa kusząca.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Centa podniosła coś ważnego. To "zmniejszanie ryzyka przez nieokreśloność" to jest jedna z najbardziej powszechnych pułapek w praktyce. Działasz na pół, żeby się nie zaangażować za bardzo, żeby móc powiedzieć, że to tylko eksperyment. I przez to nie dostajesz ani efektu, ani informacji zwrotnej, ani żadnego realnego kontaktu z tym co robisz. Puste działanie we wszystkich kierunkach jednocześnie.


Odpowiedz
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 280

@Szaman To co piszesz Szaman o działaniu na pół to mnie trafia. Bo w sumie jak myślę o swoich praktykach z ostatnich miesięcy, to dokładnie tak to wyglądało. Nie wchodziłam w to do końca, żeby sobie zostawić furtkę. I rzeczywiście nic z tego nie wychodziło, ale też nie miałam poczucia winy. Teraz się zastanawiam czy to był spryt czy po prostu ucieczka.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1191

@Centa To jest pytanie, które warto sobie zadać serio. Bo różnica między ostrożnością a ucieczką jest spora, nawet jeśli z zewnątrz wyglądają identycznie. Ostrożność to świadomy wybór co do skali działania. Ucieczka to brak zgody na konsekwencje przy jednoczesnym udawaniu, że się działa. Jak to u siebie odróżniasz, Centa?


Odpowiedz
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 280

@Seid Wracając do twojego pytania, bo faktycznie chcę na nie odpowiedzieć uczciwie. Myślę, że u mnie to była ucieczka, nie ostrożność. Ostrożność miałaby jakieś uzasadnienie w rodzaju "nie chcę ingerować w coś czego nie rozumiem". A moje uzasadnienie było w stylu "jak nic nie wyjdzie to mogę powiedzieć, że to była zabawa". To jest chyba ta różnica o której mówisz.


Odpowiedz
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 569

@Centa Ale Centa, to brzmi jakbyś się teraz sądziła za coś co nie wyrządziło nikomu krzywdy. Jeśli nic z tego nie wyszło i nikt nie ucierpiał, to co jest właściwie problem?


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Kanko Problem jest w tym, że to buduje nawyk działania bez zaangażowania. I nie chodzi o jedną praktykę. Chodzi o to, jak zaczynasz traktować wszystko, co robisz. Jeśli zawsze zostawiasz sobie furtkę, to po jakimś czasie nie umiesz już działać inaczej.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1191

@Krysztal Dokładnie, i to jest kwestia, która dotyczy nie tylko magii. Ale w magii głosu jest szczególnie widoczna, bo głos jest fizyczny. Kiedy mówisz z połową oddechu, to słychać. To nie jest metafora, to jest dosłownie słyszalne napięcie między tym co chcesz powiedzieć a tym na co się nie zgadzasz. Próbowałeś kiedyś powiedzieć coś głośno, w co nie wierzysz? Jak to brzmi?


Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Seid Tak, i brzmi sztucznie. Ale to mnie prowadzi do pytania, bo nie do końca rozumiem. Jeśli ktoś ma ambiwalentną intencję, to głos go zdradza. Ale co jeśli ktoś jest szczerze przekonany do czegoś złego? Wtedy głos będzie pełny i autentyczny, a intencja szkodliwa. Czy karma reaguje inaczej w tych dwóch przypadkach?


Odpowiedz
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Fanar To jest jedno z lepszych pytań w tym wątku, Fanar. I odpowiedź nie jest prosta. W ujęciu karmicznym liczy się i intencja, i jej jakość etyczna. Działanie z pełnym przekonaniem ku szkodzie jest w wielu tradycjach traktowane jako tworzenie głębszego śladu karmicznego niż działanie z ambiwalencją. Nie łagodniejszego, głębszego. Klarowność nie jest neutralna moralnie.


Odpowiedz
Wpisy: 569
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Zaraz, ale czy w ogóle można działać bez tej furtki kiedy się nie jest pewnym co się robi? Bo jak mam być w stu procentach zaangażowany w coś, czego efektów nie jestem w stanie przewidzieć, to to brzmi jak skok na głęboką wodę bez sprawdzenia czy woda jest.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Kanko Ale właśnie o to chodzi. Pełna intencja nie znaczy, że wiesz co będzie. Znaczy, że jesteś gotów stanąć za tym co robisz, cokolwiek z tego wyniknie. To jest zupełnie inne niż pewność co do efektu. Mylisz zaangażowanie z pewnością siebie, a to nie są synonimy.


Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Krysztal To rozróżnienie Krysztal jest dla mnie nowe, szczerze. Zawsze myślałem, że żeby działać odpowiedzialnie to trzeba wiedzieć co się robi. A tu wychodzi, że odpowiedzialność to bardziej kwestia postawy niż wiedzy?


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Fanar trafił w coś ważnego. Wiedza o mechanizmach nie zastępuje gotowości do poniesienia konsekwencji. Można wiedzieć dużo i działać tchórzliwie, można wiedzieć mało i działać z pełną uczciwością wobec siebie. W kontekście głosu i oddechu to jest szczególnie widoczne, bo głos jest trudny do ukrycia. Wypowiadasz coś i to jest w powietrzu. Nie możesz powiedzieć, że nie mówiłeś.


Odpowiedz
Wpisy: 1783
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

To co mówi Wiciol o głosie jako czymś trudnym do ukrycia jest ciekawe w zestawieniu z tradycjami, gdzie właśnie cisza była formą praktyki. W niektórych liniach buddyjskich mowa jest traktowana jako jedna z bram karmy, obok ciała i umysłu, i jest traktowana bardzo poważnie, właśnie dlatego że jest tak konkretna. Wypowiedziane słowo nie jest już tylko myślą.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Indaphoros I to jest coś, co w praktykach szamańskich też się pojawia, choć innymi słowami. Słowo wypowiedziane na głos w intencji rytualnej jest traktowane jako zobowiązanie, nie życzenie. To fundamentalna różnica. Życzenie możesz cofnąć. Zobowiązanie zostawia ślad bez względu na to czy je zrealizujesz.


Odpowiedz
Wpisy: 974
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

I tu wracamy do sedna odpowiedzialności magika. Technika, głos, oddech, cisza, to są formy. Ale odpowiedzialność zaczyna się od pytania co chcę osiągnąć i dlaczego. Jeśli pomijasz to pytanie, to cała reszta jest tylko ćwiczeniem oddechowym.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

To mnie trochę zatrzymuje, bo właściwie jak to pytanie zadać sobie uczciwie? Bo można się okłamywać co do intencji. Można myśleć, że działasz z dobrych pobudek, a tak naprawdę chcesz komuś udowodnić coś albo zaspokoić własną potrzebę kontroli.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Centa Właśnie dlatego praktyka z głosem jest tak weryfikująca. Możesz okłamać swoje myśli. Trudniej okłamać ciało. Głos, który zacina się, traci siłę w połowie słowa, zmienia barwę, to są sygnały, których nie kontrolujesz świadomie. Jeśli masz rozbieżność między tym co myślisz a tym co czujesz, głos to pokaże. Nie zawsze od razu i nie zawsze w sposób czytelny, ale pokaże.


Odpowiedz
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 569

@Szaman Okej, to w takim razie mam bardzo konkretne pytanie do Szaman i Wiciol. Skoro głos zdradza intencję, to czy można tej weryfikacji używać celowo? Znaczy, zamiast pytać siebie czy mam czyste intencje i dostać odpowiedź umysłową, wypowiedzieć intencję głośno i słuchać jak to brzmi?


Odpowiedz
Wpisy: 974
Rozpoczynający temat
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Tak, i to jest jedna z najprostszych i najbardziej bezpośrednich form samodiagnozy intencji. Wypowiedz intencję na głos, w pełnym zdaniu, bez pośpiechu. Nie jako afirmację, nie jak mantrę, tylko jako zdanie oznajmujące. I obserwuj. Nie analizuj, obserwuj. Ciało wie. Gardło wie. Zanim myśl zdąży cokolwiek powiedzieć, już masz informację.


Odpowiedz
Wpisy: 1191
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

I tu jest też połączenie z tym co mówiliśmy wcześniej o ciszy. Bo po takiej wypowiedzi cisza nie jest przerwą. Jest odpowiedzią. Jeśli coś w tobie po wypowiedzeniu intencji zapada się zamiast otwierać, to jest informacja. Nie wyrok, informacja.


Odpowiedz
4 Odpowiedzi
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Seid To z tą ciszą jako odpowiedzią jest dla mnie trochę abstrakcyjne. Mówisz, że coś się "zapada zamiast otwierać" - ale jak to właściwie rozróżnić? Bo jak siedzę po wypowiedzeniu czegoś i próbuję to obserwować, to nie wiem czy to ciało mi coś mówi, czy po prostu siedzę i się zastanawiam i nadinterpretuję każde drgnięcie.


Odpowiedz
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1191

@Fanar Dobra uwaga i uczciwa. To nie jest różnica którą się analizuje, to jest różnica którą się czuje zanim zdążysz zacząć analizować. Jeśli musisz się zastanawiać czy twoje ciało coś mówi, to prawdopodobnie jeszcze nie mówi wystarczająco głośno. Albo nie jesteś jeszcze wystarczająco cichy żeby usłyszeć. I to drugie jest częstsze.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Seid Ale tu jest pułapka, bo czekanie na to żeby "usłyszeć wystarczająco głośno" może być kolejną formą odkładania. Kiedy w końcu jest wystarczająco głośno? Można czekać bardzo długo i zawsze znaleźć powód żeby powiedzieć, że jeszcze nie.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Krysztal To prawda, ale nie każda cisza po wypowiedzeniu intencji jest informacją. Czasem jest po prostu ciszą. Problem jest wtedy gdy ktoś szuka sygnałów zamiast je odbierać. Jedno jest odbiorem, drugie jest projekcją własnych lęków na rzeczywistość. Różnica jest subtelna, ale jest.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

A czy to w ogóle da się nauczyć? Bo brzmi jakby trzeba było mieć jakiś wrodzony kontakt z ciałem, który jedni mają a inni nie. Ja na przykład przez długi czas byłam mocno "w głowie" i ciało dla mnie było czymś co po prostu działa, a nie czymś co coś komunikuje.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Centa trafia w coś, o czym rzadko się mówi wprost. To nie jest zdolność wrodzona, to jest praktyka. I zaczyna się nie od obserwacji po rytuale, tylko od obserwacji w codziennych, zwykłych momentach. Kiedy mówisz coś wbrew sobie w rozmowie i czujesz jak coś się w tobie zwęża - to jest ten sam mechanizm, tylko w skali życia, nie rytuału.


Odpowiedz
Wpisy: 569
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Okej, ale jeśli to jest ten sam mechanizm, to dlaczego w życiu codziennym ignorujemy te sygnały, a w kontekście rytualnym mamy nagle na nie zwracać uwagę? Coś tu nie gra. Albo przez całe życie ćwiczymy ignorowanie, i wtedy w rytuale też będziemy ignorować, albo to jest jakaś osobna umiejętność którą można włączyć na żądanie.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1783

@Kanko To nie jest umiejętność którą się włącza. To jest umiejętność którą się buduje przez spójność między jednym a drugim. Jeśli przez całe życie ignorujesz ciało, a potem chcesz słuchać go w rytuale, to tak jakbyś chciał biegać maraton bez wcześniejszego treningu. Nogi masz, ale nie wytrenowane. I dlatego wiele rytuałów nic nie daje - nie dlatego że są błędne, tylko dlatego że wykonuje je ktoś kto nigdy nie słuchał siebie.


Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Indaphoros To jest trochę przytłaczające jak tak to postawisz. Mam wrażenie że zanim w ogóle zacznę cokolwiek robić z głosem czy intencją, to powinienem przez kilka lat uczyć się słuchać ciała. A to brzmi jak odwlekanie w nieskończoność.


Odpowiedz
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1429

@Fanar Nikt nie mówi o kilku latach. Mówi się o tym, że praktyka z głosem i intencją sama w sobie jest ćwiczeniem tej uważności. Nie uczysz się najpierw, a potem działasz. Uczysz się przez działanie, tylko że z nastawieniem na obserwację, a nie na efekt. To zmienia wszystko.


Odpowiedz
Wpisy: 1191
 Seid
(@seid)
Połączone: 2 lata temu

I to jest właściwie odpowiedź na pytanie z kilku postów wcześniej o tym jak zacząć. Nie szukasz gotowości. Wchodzisz w praktykę i obserwujesz co się w tobie dzieje przy każdym słowie, przy każdym oddechu. I po pewnym czasie zaczynasz to słyszeć. Ale musisz być gotów nie rozumieć przez jakiś czas.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 280

@Seid A co jeśli ktoś słyszy sprzeczne sygnały? Bo ja mam tak, że jedno zdanie mówione na głos może jednocześnie powodować jakieś otwarcie i jakieś napięcie. I nie wiem co z tym zrobić, bo to nie jest jednoznaczna informacja.


Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Centa To jest jedna z bardziej szczerych obserwacji w tym wątku. Sprzeczne sygnały to nie błąd odbioru. To zazwyczaj informacja o tym, że intencja jest złożona, że masz rację i wątpliwości jednocześnie. I wtedy najgorzej jest próbować to siłą ujednolicić. Lepiej jest zostać z tą sprzecznością i zobaczyć co w niej jest.


Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Szaman Dodam do tego co Szaman mówi - w praktykach głosowych sprzeczność wewnętrzna często wychodzi jako specyficzna nieciągłość w głosie. Nie chodzi o to że głos drżał z emocji. Chodzi o to że tracisz powietrze dokładnie w tym miejscu zdania, gdzie intencja się rozszczepia. Jeśli zaczniecie tego szukać, to jest nieomylne.


Odpowiedz
Wpisy: 569
(@kanko)
Połączone: 2 lata temu

Zaraz - "traca powietrze dokładnie w tym miejscu" - to znaczy że można to przewidzieć? Że jak znam zdanie które chcę powiedzieć, to wiem z góry gdzie się rozszczepi?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@wiciol)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 974

@Kanko Nie przewidzieć, ale rozpoznać. Nie wiesz gdzie to będzie zanim zaczniesz mówić. Ale jak to słyszysz, to wiesz co to znaczy. To subtelna różnica, ale istotna. Przewidywanie byłoby intelektualne. To o czym mówię jest somatyczne.


Odpowiedz
Wpisy: 1783
(@indraphoros)
Połączone: 2 lata temu

I tu wchodzi coś, o czym chciałem powiedzieć od chwili. W tradycji tybetańskiej mowa jest jedną z pięciu bram, przez które karma przepływa. Ale jest też coś, co się nazywa sambhogakaya - ciało radości, które jest związane właśnie z dźwiękiem i wibracją. I tam rozróżnienie między intencją a dźwiękiem w ogóle nie istnieje - są traktowane jako jedno. Nie ma złej intencji z dobrym głosem, bo to jest niemożliwe w tym modelu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@fanar)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 265

@Indaphoros To jest interesujące, ale mam pytanie bo naprawdę nie rozumiem - jeśli intencja i dźwięk są jedno, to co z aktorami albo śpiewakami którzy grają role których nie podzielają? Aktor krzyczący na scenie z gniewu który nie jest jego własnym gniewem co wtedy?


Odpowiedz
Wpisy: 1429
(@krysztal)
Połączone: 2 lata temu

To jest pytanie które zadziera z dużo głębszym problemem. Czy intencja artystyczna jest magiczna? Bo jeśli aktor naprawdę wchodzi w postać, to kto wypowiada słowa - on czy postać? I czy to rozróżnienie w ogóle jest możliwe kiedy ciało jest jedno?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@szaman)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1446

@Krysztal W tradycjach szamańskich to nie jest problem tylko akademicki. Dlatego śpiewacy ceremonialnie i aktorzy sakralni przechodzili przez specjalne przygotowania przed i po - nie żeby wejść w rolę, ale żeby wyraźnie zaznaczyć kiedy mówią własnym głosem, a kiedy nie. To było rytualne rozróżnienie, nie symboliczne.


Odpowiedz
Wpisy: 280
(@centa)
Połączone: 2 lata temu

Bo to co mówisz o zaznaczaniu granic między głosem własnym a cudzym - to brzmi jakby chodziło o coś więcej niż tylko rytualne przygotowanie. Jakby sama spójność głosu z tożsamością była stawką. Mam rację czy przekręcam?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: