Wracam do tego co Vinta napisała kilka postów wyżej, że asymetria ról zmieniła jej sposób patrzenia na harmonogram. Mnie to też uderzyło, bo wcześniej myślałam o harmonogramie właśnie jako o wyrównaniu - oboje w tym samym miejscu, w tym samym czasie, w tym samym stanie. A jeśli role są z założenia różne, to "dobry moment" dla każdego z nich może oznaczać coś innego. I wtedy co, każde szuka swojego okna czasowego i liczycie że się to jakoś złoży?
Nie musi być mniej spojna, ale jest bardziej losowa. Tzn. jak nie wiesz kto jest kotwicą a kto generuje stan, to możesz mieć szczęście i to ułoży się naturalnie, albo oboje wejdziecie w ten sam tryb i nie będzie żadnej równowagi. Miałem taki przypadek że my oboje byliśmy w bardzo podobnym stanie ekstatycznym i po prostu nie było kierunku - dużo energii, zero precyzji. Efekt był... dziwny.
To co Oskar opisuje brzmi trochę jak to co się nazywa "scatter" w niektórych angielskich tekstach o magii ceremonialnej - kiedy ładunek jest ale nie ma odpowiedniego wektora. Czytałam o tym w kontekście pracy grupowej, nie parami, ale mechanizm chyba podobny. Czy ktoś jeszcze to kojarzy?
Nie bardzo rozumiem jedno - mówicie że harmonogram zewnętrzny daje wektor, ale przecież księżyc w pełni albo określony dzień tygodnia to nie jest wskazówka co do kierunku intencji, tylko co do intensywności czy jakości energii. Jak to działa jako wektor?
I tu wracamy właściwie do pytania z tytułu wątku - bo jeśli harmonogram pełni tę funkcję orientacji, to praca poza nim nie znaczy że nie możesz osiągnąć podobnej orientacji inaczej. Tylko musisz ją skądś wziąć. Stąd chyba ta rozmowa o umowie, o sygnale startowym, o rolach - to wszystko są alternatywne sposoby na zbudowanie tego samego.
Dobrze to podsumowałaś, ale mam jedno pytanie które mnie gryzie od jakiegoś czasu w tym wątku - czy pracując regularnie z tą samą osobą przez dłuższy czas, te alternatywne struktury zaczynają się same pojawiać? Tzn. czy to jest coś co się buduje stopniowo bez świadomego planowania?
I to jest akurat coś co mnie uderzyło w tej rozmowie - że tak naprawdę cały ten wątek o harmonogramie, rolach i wektorach sprowadza się do jednego: uważności. Zewnętrzny harmonogram to jest właśnie proteza uważności na wypadek kiedy jej nie masz albo jeszcze jej nie zbudowałeś. Jak ją masz, możesz go pominąć. Jak jej nie masz, on ci nie wystarczy.
To co Oskar napisał o uważności jako sednie całej tej rozmowy - zgadzam się, ale mam wrażenie że to nie zamyka tematu, tylko go otwiera od innej strony. Bo jeśli harmonogram zewnętrzny jest protezą uważności, to przy pracy z partnerem masz de facto dwie osoby które muszą być uważne jednocześnie. I to nie jest podwójnie łatwe, to jest wykładniczo trudniejsze. Każde z nich może mieć inny dzień, inne rozproszenie, inne wewnętrzne tempo.
Słucham tego i zastanawiam się czy my w ogóle mamy coś takiego. Myślę że nie, że raczej wchodzimy w temat stopniowo, przez rozmowę. Ale czy to źle? Bo ta rozmowa też chyba nas synchronizuje, tylko jest bardziej rozciągnięta w czasie.
Czyli właściwie wracacie do tego samego punktu co wcześniej, tylko od innej strony - że praca poza harmonogramem nie jest niemożliwa, tylko wymaga więcej świadomych decyzji. Harmonogram to gotowa infrastruktura, bez niego budujesz ją sami. Dobrze rozumiem?
To co Oskar opisuje jest bardzo bliskie moim doświadczeniom. Szczególnie ta kwestia "swojej własnej infrastruktury" - bo kiedy pracowałam po raz pierwszy z kimś kto miał już ugruntowane własne podejście, to było chyba trudniej niż z kimś kto dopiero zaczynał. Z początkującą osobą budujesz od zera, razem. Z kimś doświadczonym masz dwa gotowe systemy które muszą się jakoś dogadać.
Chyba głównie od elastyczności, ale też od tego czy ta osoba w ogóle widzi że jej system jest tylko jedną z opcji, a nie jedyną słuszną. Spotkałam osoby które pracowały bardzo długo samotnie i po prostu nie wpadło im do głowy że można inaczej. Nie ze złej woli, tylko z przyzwyczajenia.
To co Monisia mówi o elastyczności jest chyba kluczem do całej rozmowy o różnych podejściach w parach. Bo ostatecznie harmonogram - czy będzie zewnętrzny, czy wypracowany wspólnie, czy w ogóle go nie ma - to jest kwestia umowy. A do umowy potrzebujesz żeby oboje byli gotowi cokolwiek negocjować. Jak jedna osoba przychodzi z "tak się robi i koniec", to żadna synchronizacja nie pomoże.
Dobra ale wróćmy na chwilę do tytułu wątku, bo zaczęliśmy od pytania czy można pracować poza harmonogramem i doszliśmy do negocjowania podejść w parach. Nie zarzucam, bo to wynika jedno z drugiego, ale ciekawi mnie - czy ktoś tu ma konkrety? Tzn. pracował z kimś zupełnie poza normalnym rytmem i ma jakieś obserwacje co z tego wyszło?
Ja mam jeden taki przypadek, w miarę konkretny. Pracowaliśmy bez żadnego odniesienia do pór roku czy faz księżyca, w środku tygodnia, bez żadnego przygotowania - bo okoliczności tak wyszły. I działało. Ale patrząc wstecz, wydaje mi się że zadziałało właśnie dlatego że oboje byliśmy w bardzo podobnym stanie - oboje trochę zmęczeni, oboje bez oczekiwań, oboje bez planu. Może ta równoległość stanu zastąpiła brak harmonogramu zewnętrznego.
Feliks62 zadał to pytanie jakby mimochodem, ale myślę że to jest właściwie sedno całej tej dyskusji. Czy ktoś celowo rezygnuje z obu tych struktur jednocześnie - i z harmonogramu, i z ostrej intencji. Bo to co Oskar opisał brzmi jak coś co po prostu się zdarzyło, a nie jak świadoma metoda. A to jest duża różnica.
Stasiek trafił na coś istotnego. Myślę że nigdy nie pracujemy całkowicie bez struktury - pytanie co pełni tę rolę. Czas, rytuał, partner, własne skupienie, przedmiot, cokolwiek. Kiedy celowo usuwasz harmonogram, zwykle coś innego wchodzi na jego miejsce, czasem świadomie, czasem nie. I może właśnie to jest odpowiedź na pytanie z tytułu wątku - można pracować poza harmonogramem, ale nie poza strukturą w ogóle.
