Forum

Asystent AI
Imiona magiczne - z...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Imiona magiczne - zmiana imienia a zmiana tożsamości

Strona 1 / 2

Wpisy: 1238
Rozpoczynający temat
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Temat, który mnie od jakiegoś czasu chodzi po głowie, bo widzę w różnych miejscach coraz więcej osób mówiących o "imionach magicznych" jakby to była rzecz oczywista i każdy wiedział, co z tym zrobić. A mam wrażenie, że to jeden z tych obszarów, gdzie mnóstwo ludzi bierze gotowy przepis z internetu, wybiera sobie coś co brzmi tajemniczo albo jest elfickie, i uznaje że teraz "ma imię magiczne". Chciałem otworzyć temat, bo ciekawi mnie, czy ktoś faktycznie pracował z tym świadomie i widzi w tym coś więcej niż estetykę. Bo mnie interesuje konkretnie to, jak zmiana imienia, nawet tylko w kontekście praktyki, wpływa na to, jak sam siebie postrzegasz. Czy to przesuwa coś w środku, czy tylko zmienia etykietkę.


Odpowiedz
75 odpowiedzi
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

To jest właśnie pytanie, które dobrze postawione robi całą różnicę. Bo jest ogromna przepaść między "wybrałam sobie imię bo ładnie brzmi" a faktyczną pracą z tożsamością przez imię. W tradycjach inicjacyjnych nowe imię nie jest wybierane samodzielnie i nie służy autoprezentacji. Jest nadawane albo objawiane, i oznacza że coś w tobie umarło a coś nowego przyszło. To nie jest rebrand, to jest coś znacznie poważniejszego. Widziałam przypadki, gdzie ludzie zmieniali imię zbyt lekko, i zamiast wejść w nową jakość, po prostu kręcili się w kółko, bo wewnętrznie nic się nie zmieniło.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Joasia71 ale skąd wiadomo, że coś się wewnętrznie zmieniło? Bo właśnie to mi umyka. Masz jakiś punkt odniesienia, jakiś moment kiedy mówisz "ok, to nie jest tylko nowe słowo, to coś realnego"? Bo można by powiedzieć, że każde imię jest w pewnym sensie arbitralne, nadane przez rodziców, którzy wybrali je z różnych powodów, i jakoś przez lata nabiera dla nas znaczenia. Czy z magicznym imieniem nie działa ten sam mechanizm, tylko że tym razem ty jesteś autorem?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Faddi dokładnie taki sam mechanizm, i to jest właśnie sedno. Różnica jest w tym, że przy imieniu nadanym przez rodziców wchodzisz w nie nieświadomie, przez lata, przez to jak reagują inni kiedy cię wołają, przez własną samoidentyfikację. Przy magicznym imieniu możesz ten proces zrobić świadomie i zdecydowanie szybciej, ale tylko jeśli naprawdę w to wchodzisz. Sama przez jakiś czas pracowałam z innym imieniem tylko w kontekście praktyki i czułam wyraźną różnicę w tym jak podchodziłam do rytuału. Jakby to inne imię pozwalało mi wyjść z codziennych nawyków myślenia o sobie. Ale to nie zadziałało samo z siebie, to był efekt świadomej pracy.


Odpowiedz
Wpisy: 1238
Rozpoczynający temat
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

To co opisujesz, to coś, co w pewnych tradycjach nazywa się tworzeniem tożsamości rytualnej. Nie chodzi o to, że stajesz się kimś innym, ale że wchodzisz w inny aspekt siebie. W ceremonii haitańskiego voodoo, kiedy loa montuje na człowieku, ta osoba często odpowiada na inne imię, przybiera inne ruchy, inny głos. To skrajny przykład, ale pokazuje, że imię i tożsamość są ze sobą mocno związane na poziomie, który wykracza poza symbolikę. Nawet badania psychologiczne nad zmianą nazwiska po ślubie albo adopcji pokazują, że to nie jest neutralna operacja na dokumentach.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Ciekawi mnie ten wątek z tożsamością rytualną, bo ja przez pewien czas myślałam o tym zupełnie odwrotnie. Że imię magiczne to coś, w co wchodzisz jak w kostium, i właśnie ta teatralność jest funkcjonalna, bo sygnalizuje psychice że teraz jesteśmy w innym trybie. Ale teraz już nie jestem tego taka pewna. Bo jeśli to tylko kostium, to po zdjęciu nie zostawia śladów. A w praktyce, przynajmniej u siebie, zauważam że pewne rzeczy które zaczęłam robić pod konkretnym imieniem, zaczęły przenikać do reszty życia. Nie wiem, czy to efekt imienia, czy po prostu efekt regularnej pracy.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Pelagiusza86 ale właśnie to przenikanie jest interesujące. Czy chciałaś żeby przenikało, czy po prostu tak się stało? Bo to brzmi jakby granica między tożsamością rytualną a codzienną zaczęła się rozmywać, i ciekawi mnie, czy to postrzegasz jako coś pozytywnego czy raczej jako coś, czego nie planowałaś.


Odpowiedz
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 745

@Faddi szczerze? Nie planowałam. I przez jakiś czas nie wiedziałam, co z tym zrobić. Ale myślę, że to niekoniecznie złe. Może to po prostu oznacza, że linia między "ja praktykująca" a "ja na co dzień" nie jest tak szczelna jak myślałam. Chociaż rozumiem, że dla niektórych ta szczelność jest właśnie potrzebna, żeby praktyka nie rozlewała się wszędzie w niekontrolowany sposób.


Odpowiedz
Wpisy: 466
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Słuchajcie, wchodzę tu po cichu, bo ten wątek mnie zatrzymał. Chcę zapytać o coś bardziej konkretnego. Mówicie o zmianie imienia w kontekście praktyki, ale nie padło jak długo takie imię jest używane, żeby cokolwiek zaczęło działać. Czy to jest kwestia jednego rytuału, jednej sesji, czy to raczej długotrwała praca? Bo z numerologii wiem, że samo imię niesie pewien wzorzec wibracyjny, i zmiana go to nie jest neutralna decyzja. Ale też nie rozumiem jak to się ma do imienia używanego tylko wewnętrznie, w praktyce, kiedy na zewnątrz dalej jesteś tym samym Jankiem czy Kasią.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Heniek59 to dobre pytanie i myślę, że nie ma jednej odpowiedzi. Znam osoby, które pracują z imieniem rytualnym od lat i mają z tego coś realnego. Ale też znam takie, dla których wystarczył jeden dobrze przeprowadzony rytuał inicjacji pod nowym imieniem, żeby coś się przestawiło. Myślę że kluczowe nie jest samo imię, ale intencja i kontekst w jakim je wprowadzasz. Jeśli używasz go tylko raz i zapominasz, to raczej nic nie zrobi. Ale jeśli za każdym razem kiedy je wypowiadasz, jest w tym świadomość, to zaczyna budować coś w czasie.


Odpowiedz
Wpisy: 466
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

dobra, ale mam następne pytanie, bo to mnie naprawdę interesuje. Co z osobami, które zmieniają imię legalnie, formalnie? Czy z perspektywy magicznej to jest silniejsza operacja, bo zmiana jest totalna, czy wręcz przeciwnie, bo wychodzi poza sferę wewnętrznej pracy i staje się sprawą dokumentów i urzędów?


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Bardzo ciekawe pytanie. Znam przynajmniej jeden przypadek osoby, która zrobiła formalne zmiany imienia jako część procesu, który zaczął się od pracy duchowej. Nie jako ozdobnik, ale jako domknięcie czegoś. Powiedziała mi, że sam moment złożenia dokumentów miał dla niej charakter prawie rytualny. Ale znam też kogoś kto zmienił imię formalnie z powodów całkowicie przyziemnych i nic szczególnego z tego nie wynikło w sensie duchowym. Więc chyba jednak nie chodzi o akt formalny sam w sobie, ale o to co za nim stoi.


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Tutaj warto zwrócić uwagę na to, że w tradycji kabalistycznej zmiana imienia to jest interwencja w los. Zmiana hebrajskiego imienia jest jedną z czterech rzeczy, które według Talmudu mogą zmienić wyrok nieba nad człowiekiem, obok pokuty, modlitwy i jałmużny. To nie jest metafora, w tej tradycji jest to traktowane bardzo dosłownie. Rabbi choremu na śmiertelną chorobę nadaje inne imię, żeby anioł śmierci szukając po imieniu nie mógł go znaleźć. Ten mechanizm, niezależnie co ktoś myśli o dosłowności takiej interpretacji, pokazuje jak głęboko zakorzeniony jest związek między imieniem a tożsamością i losem w magicznym myśleniu różnych kultur.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Wajdelota to co opisujesz z Talmudem, to jest akurat przykład, który znam, ale nigdy nie słyszałem żeby ktoś to stosował poza ortodoksyjnym kontekstem żydowskim. Czy wiesz, czy to jest praktykowane gdzieś poza tą tradycją, albo czy ktoś przenosił ten mechanizm do innych systemów magicznych?


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

analogie są w wielu tradycjach. W Egipcie imię było jedną z siedmiu dusz, ren, i zniszczenie imienia oznaczało śmierć magiczną. Dlatego skuwano imiona z pomników jako forma klątwy. W tradycjach rdzennie afrykańskich i afrodiasporycznych osobiste imię duchowe jest często utrzymywane w tajemnicy, bo znajomość prawdziwego imienia kogoś daje nad nim władzę. Crowley, kiedy tworzył swój Thelema, zmienił imię i traktował to jako akt konstytutywny dla swojej magicznej osobowości. To niekoniecznie transfer kabalistycznej praktyki, ale ten sam archetyp pojawia się niezależnie w różnych miejscach.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Wchodzę tu, bo ta rozmowa przypomniała mi coś, co czytałam o astrologii i imionach. Nie pamiętam dokładnie źródła, ale była teza, że fonetyka imienia może korespondować z dominantami w horoskopie urodzeniowym. Coś w stylu, że pewne dźwięki odpowiadają pewnym planetom. To wydaje mi się strasznie spekulatywne, ale też zastanawia mnie, czy ktoś z was przy wyborze imienia magicznego brał pod uwagę coś takiego, jakiś system, czy to był raczej wybór intuicyjny.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Melania71 ja kiedy szukałem czegoś dla siebie jakiś czas temu, to zacząłem od intuicji, ale potem weryfikowałem pod kątem gematrii. I to było dziwne doświadczenie, bo parę imion, które mi od razu odpowiadały, miało wartości liczbowe które w jakimś sensie pasowały do rzeczy, które chciałem w sobie rozwijać. Ale szczerze nie wiem, czy to była realna korelacja, czy po prostu szukałem potwierdzenia tego co już wybrałem.


Odpowiedz
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 338

@Faddi to jest dokładnie ta pułapka, którą znam z horoskopów. Masz coś co pasuje i natychmiast budujesz wokół tego narrację, że tak miało być. Nie mówię, że gematria nic nie znaczy, ale ten efekt potwierdzenia jest naprawdę mocny i warto go mieć gdzieś z tyłu głowy kiedy się to robi.


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wracając jeszcze do tego, co Arbogi napisał na początku, o ludziach którzy biorą imię bo brzmi magicznie. Myślę, że jest w tym głębszy problem niż samo wybieranie elfickich słów. Bo imię magiczne które nic nie kosztowało, które nie wynikło z żadnego procesu, nie zmienia nic, bo nie ma za nim żadnej historii. Tymczasem imię nadane w inicjacji, albo takie które wyłoniło się z długiej pracy, niesie ze sobą kontekst. I może właśnie ten kontekst jest tym, co działa, a nie sama fonetyka czy gematria.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Tylko że wtedy dochodzimy do pytania, które jest chyba najtrudniejsze w całym tym temacie. Jak odróżnić imię które naprawdę wyłoniło się z procesu, od imienia które po prostu bardzo chciałaś mieć i przez tygodnie pracy wmawiałaś sobie, że to to. Serio pytam, nie retorycznie, bo sama nie mam na to odpowiedzi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Pelagiusza86 to pytanie mnie zatrzymało, bo sam przez to przechodziłem. I szczerze, nie wiem czy mam dobrą odpowiedź. Przez jakiś czas myślałem, że wystarczy sprawdzić, czy imię przyszło samo czy je aktywnie szukałem. Ale to jest za proste, bo znam przypadki kiedy ktoś długo szukał i to było autentyczne, i takie kiedy coś "samo przyszło" a było tylko wynikiem tego co chciał usłyszeć.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Ja wchodzę w ten wątek bo właśnie z tym się zmagam praktycznie. Pracuję z imieniem od jakichś trzech miesięcy i cały czas mam w głowie to pytanie, które Pelagiusza zadała. Niby czuję, że coś się przesuwa, ale czy to imię, czy po prostu sama praca którą przy okazji robię? Nie umiem tego rozdzielić.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 745

@Aldona03 właśnie to jest ten problem. Kiedy wchodzisz w długi proces, zmieniasz jednocześnie tyle rzeczy, że nie wiadomo co jest przyczyną a co skutkiem. Ale mam pytanie do ciebie, bo to może coś powiedzieć. To imię, które masz, czy w trakcie pracy zdarzyło ci się chcieć je zmienić na inne?


Odpowiedz
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 453

@Pelagiusza86 nie, właściwie nie. Chociaż raz miałam chwilę zwątpienia i próbowałam kilka innych opcji, ale żadna nie siedziała tak samo. Nie wiem czy to jest ten efekt o którym mówisz, czy po prostu przyzwyczajenie. Trzy miesiące to sporo czasu.


Odpowiedz
Wpisy: 1238
Rozpoczynający temat
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

To co Pelagiusza opisuje, to jest jeden ze sposobów testowania, który znam z kilku tradycji. Idea jest taka, że imię które naprawdę należy do ciebie będzie się bronić przed zastąpieniem. Ale nie chodzi o to, że inne imię brzmi gorzej, tylko że kiedy próbujesz wejść w tamto, coś nie zamyka się właściwie. Trudno to precyzyjnie opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Przyzwyczajenie i zakorzenianie to nie jest to samo, ale granica jest naprawdę cienka. Myślę, że pytanie o to czy dało się je wymienić jest sensowne, ale jest też drugie, które może więcej powiedzieć. Czy imię działa też wtedy kiedy jesteś zmęczona, rozkojarzona, kiedy nie masz nastroju na praktykę? Bo to co działa tylko w sprzyjających warunkach, to może być właśnie samo przyzwyczajenie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 466

@Joasia71 to jest ciekawe kryterium, ale trochę mi tu coś zgrzyta. Czy nie zakładasz wtedy, że imię magiczne powinno działać niezależnie od stanu wewnętrznego? Bo z czakrami jest podobnie, praca z nimi w złym stanie to jest praca z oporem. Nie wiem czy brak efektu w takim momencie cokolwiek przekreśla.


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Heniek59 masz rację, że to nie jest zero-jedynkowe. Chodziło mi raczej o to, że jeżeli imię działa wyłącznie kiedy jestem w specjalnie wzniosłym nastroju i skupieniu, to mocno podejrzewam, że pracuje wtedy bardziej nastrój niż imię. Nie mówię, że stan jest bez znaczenia, tylko że imię zakorzenione powinno być w stanie coś pociągnąć nawet kiedy zaczynasz z niskiego pułapu.


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

To czego szukacie to w praktyce test aktywacji. W tradycji hermetycznej mówi się o tym, że prawdziwe imię inicjacyjne powinno działać jak klucz, nie jak hasło. Hasło trzeba wiedzieć i aktywnie użyć. Klucz działa przez samo przyłożenie. Nie twierdzę, że to jest jedyna prawda, ale ten obraz pomaga rozumieć o co chodzi gdy pytacie jak odróżnić zakorzenianie od sztucznego napędzania.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Wajdelota ale to zakłada, że imię jest czymś obiektywnym, że ma jakiś byt poza tobą który na ciebie oddziałuje. Jeśli ktoś nie przyjmuje takiego założenia, to cały model klucz-hasło jest bez sensu. Nie zarzucam ci niczego, po prostu widzę że mamy tu spór o ontologię który leży pod tym całym pytaniem.


Odpowiedz
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Faddi masz rację i nie będę tego ukrywać. Kiedy mówię o imionach inicjacyjnych z perspektywy tradycji hermetycznej, to pracuję w ramach pewnych założeń. Ale uwaga, nawet jeśli przyjmiesz czysto psychologiczną interpretację, to klucz kontra hasło nadal ma sens. Klucz to nawyk tak głęboki, że nie wymaga świadomego wywołania. Hasło to skrypt który musisz aktywnie uruchomić.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Ta metafora z kluczem mi coś porządkuje. Bo właściwie to co opisałam wcześniej, że imię zaczęło przenikać do codzienności, to może być właśnie ten moment kiedy z hasła stało się kluczem. Nie planowałam tego, ale może tak to po prostu wygląda w praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Słucham tej rozmowy i mam boczny wątek, który mnie nurtuje. Czy ktoś tu myślał o tym, że imię może być nieaktualne? Znaczy, że raz wybrałaś coś co było prawdziwe, działało, a po kilku latach to już nie jesteś ty? Pytam bo w astrologii mamy coś takiego jak ewolucja karty przez życiowe tranzyty i zastanawiam się czy imię inicjacyjne też podlega czemuś podobnemu.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Melania71 to się zdarza i jest dość dobrze opisane w tradycjach inicjacyjnych. W Złotym Świcie można było mieć kilka imion na różnych stopniach wtajemniczenia, co sugeruje że imię odpowiada etapowi, nie całości drogi. Czy imię może się zdezaktualizować? Tak, i to nie jest problem, to jest sygnał że coś się skończyło i można to domknąć.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

to mnie trochę niepokoi w sumie. Bo co wtedy z pracą, którą wykonałaś pod tym imieniem? Ona też traci znaczenie? Czy to jest tak że imię można wymienić jak etap i wszystko co było przy nim jest zachowane, a imię tylko zamknięte?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Aldona03 ta praca nie znika. Imię to bardziej kotwica niż suma doświadczeń. Możesz tę kotwicę podnieść i rzucić w nowym miejscu, ale to co zebrałaś pod poprzednią, zostaje. Przynajmniej tak to rozumiem i taka jest logika systemu stopniowego inicjowania.


Odpowiedz
Wpisy: 466
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Wróćmy na chwilę do czegoś praktycznego, bo ta rozmowa doszła do punktu który mnie interesuje z innej strony. Mówicie o imionach które się zmieniają z etapem. Ale jak to fizycznie wygląda? Czy to jest rytualne pożegnanie ze starym imieniem, czy ono po prostu przestaje być używane i tyle?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Heniek59 znam obie praktyki. Jedna osoba którą znam zrobiła osobny rytuał zamknięcia, opisała to jako pochowanie imienia. Całkiem literalnie napisała je na kartce, podziękowała i spaliła. Inna po prostu przestała go używać i po kilku miesiącach sama przyznała, że czuje się jakby ten etap był zamknięty bez żadnej ceremonii. Nie wiem które podejście jest lepsze, myślę że to zależy od osoby.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Mnie to co Joasia opisuje przypomina coś z pracy ze snami. Czasem sen domaga się świadomego zamknięcia, rytuału który go honoruje i kończy. A czasem wystarczy go zanotować i po kilku tygodniach on sam odpływa. Może imię działa podobnie, że samo ci powie czy potrzebuje ceremonii pożegnania czy wystarczy cisza.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

To jest interesujący trop, ale mam jedno zastrzeżenie. Sny odpływają same bo mózg ich nie podtrzymuje aktywnie. Imię używane w praktyce jest przez ciebie stale wzmacniane. Więc żeby naprawdę je opuścić, być może ta ceremonia nie jest tylko opcją estetyczną, tylko funkcjonalną koniecznością. Inaczej po prostu będziesz miała dwa imiona naraz, co brzmi jak kłopot.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Faddi masz rację i to jest ważne rozróżnienie. Jeśli imię jest aktywnie wzmacniane przez praktykę, to jego opuszczenie wymaga czegoś co to wzmacnianie przerwie. Ceremonia pełni wtedy funkcję nie tyle symboliczną, co dosłownie przerywa pętlę. Ale mam do ciebie pytanie, bo jestem ciekaw jak to widzisz od strony psychologicznej. Czy uważasz, że sama decyzja o zaprzestaniu może wystarczyć, jeśli jest wystarczająco świadoma i konsekwentna?


Odpowiedz
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1972

@Wajdelota w teorii tak, ale w praktyce rzadko kiedy mamy do czynienia z decyzją która jest czysta i bez szumów. Dlatego myślę, że ceremonia może być przydatna nie dlatego, że coś nadnaturalnego robi, ale dlatego że jest punktem który mózg rejestruje jako graniczny. Coś w stylu jak akt notarialny. Sam papier nic nie zmienia, ale jest momentem który obie strony akceptują jako cięcie.


Odpowiedz
Wpisy: 453
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Jak słucham tej rozmowy o opuszczaniu imienia, to zaczynam się zastanawiać czy ja w ogóle myślałam o tej stronie procesu. Wybrałam imię, pracowałam z nim, ale o końcu jeszcze nigdy nie pomyślałam. Czy to znaczy, że powinnam? Czy jest jakiś moment kiedy zaczyna się to planować, czy to przychodzi samo?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 745

@Aldona03 myślę, że nie trzeba planować tego z góry, bo inaczej możesz zacząć szukać sygnałów do odejścia zanim naprawdę przyjdą. To jest trochę jak z zakończeniem pewnego etapu w życiu, zazwyczaj wiesz że się skończył po fakcie, nie kiedy jeszcze trwa. Chociaż jest jeden sygnał który może wyprzedzać, właśnie ten o którym mówiła Melania71. Imię przestaje być żywe, zaczyna brzmieć jak etykieta.


Odpowiedz
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 338

@Pelagiusza86 Dokładnie o to mi chodziło. I tutaj mam pytanie które może być trochę z boku głównego wątku, ale jednak. Czy ktoś z was miał sytuację w której imię zaczęło działać inaczej niż na początku, nie słabiej, nie mocniej, ale po prostu jakby zmieniło charakter? Jakby samo ewoluowało razem z tobą zamiast zostać tym co było?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Melania71 tak i to jest zjawisko które znam z kilku relacji. Jedna osoba opisywała to tak, że jej imię inicjacyjne na początku kojarzyło się jej z siłą i autonomią, a po paru latach zaczęło kojarzyć się bardziej z wyciszeniem i cierpliwością. Nie zmieniła imienia, ale zmieniło się to co ono w niej uruchamiało. Pytanie czy to jest ewolucja imienia czy ewolucja osoby przy stałym imieniu?


Odpowiedz
Wpisy: 466
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

To rozróżnienie które Joasia rzuca jest dla mnie kluczowe. Jeśli imię jest tylko etykietą, to ewoluuje człowiek, a imię zostaje neutralne. Jeśli imię ma jakiś własny ładunek, to może ewoluować razem z nosicielem. Ale jest trzecia opcja, że to jest sprzężenie zwrotne i rozdzielanie tych dwóch jest po prostu niemożliwe w praktyce.


Odpowiedz
Wpisy: 1238
Rozpoczynający temat
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

To co Heniek opisuje jako sprzężenie zwrotne jest bliskie temu, jak kwestię imion traktuje kabała praktyczna, szczególnie w nurcie Abulafii. Tam imię nie jest etykietą ani wektorem jednostronnym, jest raczej rezonującym układem między osobą a jej głębszą strukturą. Zmiana jednego zmienia drugie. Ale to zakłada że ta głębsza struktura istnieje obiektywnie, co jest znowu założeniem ontologicznym. Faddi pewnie zaraz to zauważy.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Już zauważyłem, ale tym razem nie zamierzam protestować 🙂 Bo w sumie nie muszę przyjmować Abulafii literalnie, żeby widzieć że sprzężenie zwrotne ma sens jako opis działania. Pytanie które mam do Arbogi, to czy w tej tradycji jest jakaś metoda testowania tego sprzężenia, albo rozróżnienia kiedy imię napędza zmiany a kiedy tylko je odnotowuje?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Faddi Abulafia miał dość konkretne techniki pracy z imionami przez permutacje liter, co jest osobnym tematem, ale w kontekście twojego pytania powiem tak. Nie ma tam prostego testu diagnostycznego. Jest raczej założenie że sam proces pracy ujawnia charakter relacji. Jeśli permutacja imienia wywołuje stany wewnętrzne których nie byłeś w stanie przewidzieć ani wywołać inaczej, to jest sygnał że imię coś porusza, nie tylko odnotowuje.


Odpowiedz
Wpisy: 745
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

To co Arbogi opisuje jako stany których nie dało się przewidzieć, trochę mnie zatrzymuje. Bo jak to odróżnić od efektu oczekiwań? Jeśli ktoś powiedział ci że permutacja wywoła coś nieoczekiwanego, to samo to sugestia może sprawić że cokolwiek poczujesz, uznasz za właśnie to. Znam to z pracy ze snami, gdzie samo nakierowanie uwagi zmienia to co się śni.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Pelagiusza86 ale czy to jest w ogóle problem do rozwiązania w ramach praktyki ezoterycznej? Serio pytam, bo mam wrażenie że pytanie o oddzielenie efektu oczekiwań od czegoś innego jest pytaniem z metodologii naukowej, a nie z praktyki. Praktykujący mogą mówić że właśnie to sprzężenie między oczekiwaniem a wynikiem jest częścią mechanizmu.


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: