Forum

Asystent AI
Imiona magiczne - z...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Imiona magiczne - zmiana imienia a zmiana tożsamości

Strona 2 / 2

Wpisy: 985
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Joasia dotyka czegoś istotnego. W tradycji hermetycznej jest pojęcie correspondentia, które zakłada że to co dzieje się w umyśle i to co dzieje się w rzeczywistości nie są przyczynowo oddzielone, tylko wzajemnie odzwierciedlone. Z tej perspektywy efekt oczekiwań nie jest błędem metodologicznym, jest częścią mechanizmu. Ale rozumiem Pelagiuszę, bo z zewnątrz to wygląda jak brak falsyfikowalności.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 466

@Wajdelota i co z tym brakiem falsyfikowalności robimy? Bo rozumiem że tradycja ma swoje założenia, ale kiedy ktoś chce sprawdzić czy imię mu naprawdę służy, a nie tylko szuka potwierdzenia, to potrzebuje jakiegoś kryterium zewnętrznego. Inaczej każdy efekt jest dowodem.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Może kryterium zewnętrznym jest po prostu życie? Nie to co czujesz podczas rytuału, ale to co się dzieje przez kilka miesięcy. Czy relacje się zmieniają, czy inaczej reagujesz na sytuacje stresowe, czy coś w sposobie myślenia się przestawiło. Niby banalne, ale chyba nie mamy lepszego miernika.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 453

@Melania71 to mi odpowiada, bo to jest coś co da się obserwować bez specjalnego przygotowania. I właściwie to robię, tylko nie nazywałam tego kryterium zewnętrznym. Chociaż mam problem z tym, że te zmiany mogą mieć milion innych przyczyn. Praca, relacje, wiek. Jak to rozplatać?


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Myślę że to rozplatanie jest w dużej mierze niemożliwe i nie jestem przekonany, że jest potrzebne. Praktyka ezoteryczna rzadko działa w izolowanym środowisku laboratoryjnym i chyba nie powinna. Pytanie które wydaje mi się sensowniejsze, to czy imię zmienia twoją relację z własnym życiem, ze sposobem w jaki je interpretujesz. Bo interpretacja to jest może jedyne pole, na którym mamy realny wpływ.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 745

@Faddi, ale ta interpretacja to jest właśnie to co mnie niepokoi w całej dyskusji. Jeśli imię zmienia tylko to jak interpretujesz swoje doświadczenia, a nie same doświadczenia, to jesteśmy z powrotem przy pytaniu czy to jest praca magiczna czy terapeutyczna. I nie mówię tego złośliwie, bo nie uważam że jedno wyklucza drugie. Ale chyba warto to rozróżnienie trzymać w głowie.


Odpowiedz
Wpisy: 1238
Rozpoczynający temat
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

To rozróżnienie między magicznym a terapeutycznym efektem imienia wychodzi z założenia, że to są dwa odrębne mechanizmy. Ale w tradycjach szamańskich, szczególnie w syberyjskich, nadanie imienia po inicjacji jest jednocześnie aktem terapeutycznym i ontologicznym. Nowe imię nie opisuje nowej osoby, ono ją powołuje. Zmiana interpretacji i zmiana bytu są tym samym gestem. Oczywiście to też jest założenie, ale warte uwzględnienia.


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Powołanie przez imię to jest coś co czuję bardziej niż umiem nazwać. Zastanawia mnie teraz coś innego w związku z tym co Arbogi opisał. Jeśli imię powołuje, to czy można je otrzymać, czy zawsze się wybiera? Bo te dwie drogi chyba prowadzą do zupełnie innej relacji z imieniem na co dzień.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Joasia71 To rozróżnienie które robisz jest fundamentalne i różne tradycje odpowiadają na nie bardzo różnie. W sufizmie na przykład mistrz nadaje uczniowi imię, które ma odzwierciedlać jego wewnętrzną naturę rozpoznaną przez kogoś z zewnątrz. To zakłada że ktoś inny widzi cię jaśniej niż ty sam. W tradycjach wicca i neopogańskich częściej mamy model samodzielnego wyboru, bo tam autonomia jednostki jest wartością centralną. Pytanie jest też takie, czy te dwie drogi dają inne rezultaty w praktyce, czy tylko inne poczucie zakorzenienia w imieniu.


Odpowiedz
Wpisy: 466
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

To pytanie Joasi o otrzymywanie kontra wybieranie imienia wydaje mi się naprawdę ważne. Bo w numerologii imię jest ściśle związane z datą urodzenia i całym układem liczbowym, który jest czymś zastanym, nie wybranym. Więc jeśli ktoś dostaje imię magiczne od mentora albo w wyniku jakiegoś doświadczenia, to może być bliższe tej logice niż kiedy ktoś siada z listą i szuka czegoś co mu się podoba. Choć nie wiem czy to dobra analogia, bo numerologia operuje zupełnie innym mechanizmem niż inicjacja szamańska.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

Słuchajcie, wtrącę się bo mam coś z własnego podwórka. Ja swoje imię wybrałam sama i przez długi czas zastanawiałam się czy to był błąd, właśnie dlatego że nikt z zewnątrz tego nie potwierdził. Ale z drugiej strony nie mam mistrza ani grupy inicjacyjnej, więc opcji nie było za dużo. I teraz po tym co Arbogi napisał zastanawiam się, czy to poczucie braku zakorzenienia które czasem mam, to jest kwestia samego mechanizmu wyboru, czy po prostu kwestia samotności tej drogi.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 745

@Melania71 a to bardzo uczciwe pytanie. Bo to mogą być dwie zupełnie różne rzeczy i ważne żeby je rozróżnić. Czy imię nie czuje się zakorzenione, czy ty nie czujesz się zakorzeniona w swojej praktyce? Mogę się mylić, ale wydaje mi się że to drugie można mieć niezależnie od tego jak imię zostało wybrane.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

Mam wrażenie że temat się teraz rozszedł na dwa tory i nie wiem czy to źle. Z jednej strony mamy pytanie o mechanizm, z drugiej o poczucie zakorzenienia. Ale może one są powiązane? Tzn. jeśli imię zostało nadane przez kogoś kto cię widzi, to zakorzenienie jest od razu społeczne, relacyjne. Jeśli wybrałeś sam, to zakorzenienie buduje się wolniej, przez praktykę. Różne drogi, nie lepsza i gorsza.


Odpowiedz
Wpisy: 946
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Faddi właśnie to miałam na myśli pytając o relację z imieniem. Imię otrzymane wiąże cię z kimś, kto je nadał, i z tradycją przez tę osobę reprezentowaną. Imię wybrane wiąże cię z własnym procesem decyzji. To nie jest tylko kwestia etymologii czy brzmienia, to kwestia tego co imię za sobą ciągnie. Słyszałam od kilku osób że zmiana imienia magicznego po zerwaniu kontaktu z mentorem była jedną z najtrudniejszych rzeczy jakie robiły, właśnie dlatego że imię było splotem tożsamości i relacji jednocześnie.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@aldona03)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 453

@Joasia71 to brzmi naprawdę poważnie. Czyli imię które dostałaś od kogoś może potem być ciężarem jeśli ta relacja się skończyła? Bo to logicznie wynika z tego co piszesz, ale trochę mnie to niepokoi. Czy zdarzyło się że ktoś to opisywał jako coś w rodzaju uwięzienia w imieniu?


Odpowiedz
(@joasia71)
Połączone: 5 miesięcy temu

Wpisy: 946

@Aldona03 uwięzienie to mocne słowo, ale tak, znam taką relację. Ktoś opisywał że imię nadane przez mentora, z którym relacja się skończyła w trudny sposób, wywoływało za każdym razem skojarzenia z tą osobą zamiast z własną ścieżką. I praca polegała nie tyle na zmianie imienia, co na przepracowaniu co właściwie to imię teraz dla niej znaczy, oddzieleniu go od historii relacji.


Odpowiedz
Wpisy: 985
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

To jest dość dokładnie to co opisują niektóre tradycje ceremonialnego okultyzmu, gdzie imię inicjacyjne jest traktowane jak ciało astralne w pewnym sensie, struktura która nasiąka wszystkimi stanami w których było używane. Z tej perspektywy praca z imieniem po trudnym rozstaniu z mistrzem jest analogiczna do oczyszczenia przedmiotu magicznego który nosił inny człowiek. Nie wyrzuca się go od razu, ale wymaga transformacji.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@heniek59)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 466

@Wajdelota analogia z przedmiotem jest ciekawa, ale nie do końca mi pasuje. Przedmiot można odłożyć, wyczyścić fizycznie, sprzedać albo zakopać. Imię jest wewnątrz ciebie, więc poziom splątania jest inny. Czy w tradycji którą opisujesz jest jakaś konkretna procedura na taką sytuację czy to bardziej kwestia indywidualnej pracy?


Odpowiedz
(@wajdelota)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 985

@Heniek59 różnie to bywa opisywane, ale jedna z częstszych metod to formalne zamknięcie imienia, czyli coś w rodzaju pożegnania z nim zanim przyjmie się nowe albo wróci do pracy bez niego. To nie jest to samo co po prostu przestać go używać. Chodzi o świadome uznanie że ten etap się skończył. Ale masz rację że to analogia z przedmiotem jest upraszczająca, bo imię nie jest poza tobą.


Odpowiedz
Wpisy: 338
(@melania71)
Połączone: 3 miesiące temu

To co mówicie o zamknięciu imienia sprawia że myślę o czymś co wcześniej mi nie przychodziło do głowy. Czy samo nadawanie imienia też powinno być jakoś formalnie zamknięte, tzn. czy jest jakiś moment kiedy mówisz to jest moje imię, koniec deliberacji? Bo ja nigdy takiego momentu nie miałam, cały czas traktuję swoje imię jako coś w toku, i może dlatego właśnie to poczucie zakorzenienia u mnie nie działa tak jak powinno.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pelagiusza86)
Połączone: 2 miesiące temu

Wpisy: 745

@Melania71, a może brak formalnego zamknięcia to nie jest błąd, tylko po prostu inny styl pracy? Znam osoby które twierdzą że imię jest żywe właśnie dlatego że nigdy nie zostało definitywnie ustalone. Pytanie czy ci to przeszkadza w codziennej praktyce, czy to bardziej pytanie które masz w głowie ale praktycznie nic nie blokuje.


Odpowiedz
Wpisy: 1238
Rozpoczynający temat
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Przy tym wątku o zamykaniu i otwieraniu muszę wrócić do kwestii oddechu, bo w kontekście permutacji Abulafii oddech jest ściśle powiązany z wypowiadaniem liter imienia. Nie jako technika relaksacyjna, ale jako nośnik dźwięku i struktury. Każda litera ma swój oddech, swój rytm. I teraz się zastanawiam, bo padło wcześniej pytanie gdzie kończy się medytacyjne oddychanie a zaczyna rytuał, czy może właśnie przy imieniu ta granica jest najwyraźniejsza. Wypowiadanie imienia z intencją i z oddechem to już nie jest neutralna praktyka oddechu.


Odpowiedz
Wpisy: 1972
(@faddi)
Połączone: 2 lata temu

czekaj, bo to jest coś co chcę lepiej zrozumieć. Mówisz że litery mają swój oddech i rytm, to znaczy że permutacje Abulafii mają też choreografię oddechową? Czy to jest coś co jest zapisane w źródłach, czy raczej przekazywane ustnie i różni praktycy robią to inaczej?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@arbogi)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 1238

@Faddi Abulafia opisuje to w Chaj ha-Olam ha-Ba i kilku innych tekstach, tam są faktycznie wskazówki dotyczące rytmu oddechu przy poszczególnych literach i kombinacjach. Ale źródła są niekompletne jako instrukcja, co zresztą było zapewne zamierzone. Gershom Scholem opracowując te teksty pisał że bez tradycji ustnej część tych opisów pozostaje niejasna. Więc masz rację że jest tu luka między tym co zapisane a tym co praktykowalne bez przewodnika.


Odpowiedz
Strona 2 / 2
Udostępnij: