Cześć. Od jakiegoś czasu eksperymentuję z magią sznurów i węzłów i chciałem zapytać, czy ktoś z was też z tym pracuje. Mam na myśli zarówno klasyczne dziewięciowęzłowe zaklęcia na sznurze, jak i drabinki czarownic, nauzę słowiańskie czy nawet zwykłe wiązanie intencji w supły. Temat jest chyba trochę zapomniany, a przynajmniej ja mam wrażenie, że na forum mało o tym było. Jak ktoś ma doświadczenia - chętnie posłucham, bo sam mam parę pytań.
O, dobrze, że ktoś w końcu o tym pisze. Pracuję z węzłami od lat i uważam, że to jedna z najstarszych i jednocześnie najbardziej niedocenianych form magii. Ludzie lecą w świece, kryształy, zioła - a tu masz coś, co wymaga kawałka sznura i skupienia. Nic więcej. Dla mnie kluczowe w magii węzłów jest to, co robisz z oddechem - po zawiązaniu każdego węzła dmucham na niego, jakbym wdmuchiwała w niego życie. Kto pomija ten element, ten traci połowę efektu.
Pracuję z węzłami, choć w nieco innym kontekście niż większość. Interesuję się historycznym aspektem - czarownice z Finlandii, Laponii i Szkocji sprzedawały żeglarzom sznury z trzema węzłami. Pierwszy rozwiązany dawał łagodny wiatr, drugi silniejszy, a trzeciego nie wolno było ruszać, bo wyzwalał sztorm. Praktyka przetrwała do początku XX wieku. Próbowałem czegoś analogicznego i nie dam sobie ręki uciąć, ale wyniki nie wyglądały na przypadkowe.
Ja pracuję z węzłami, ale od strony słowiańskiej - nauzami. To inna tradycja niż ta zachodnia z dziewięcioma węzłami i inkantacją „By knot of one, the spell's begun". W nauzach chodzi o konkretny kształt splotu - każdy nauza to inny wzór - i o zagowr, który musi być dostosowany do celu. Nie wystarczy zwykły supeł. Do tego dochodzi patronat bóstwa - np. Makosz jako ta, która przędzie nić przeznaczenia. To jest zupełnie inne podejście filozoficzne niż anglosaski model „przechowywania energii w sznurze".
@Lurisk Ja dopiero zaczynam się w to wgryzać, więc chętnie poczytam, co bardziej doświadczeni mają do powiedzenia. Na razie mam jedno konkretne pytanie - jaki materiał sznura stosujecie? Czytałam, że naturalne włókna - bawełna, wełna, konopie - są lepsze od syntetyków, ale nie wiem, czy to kwestia tradycji, czy naprawdę jest jakaś różnica w praktyce.
Pracuję z węzłami od dawna i mogę potwierdzić - niedoceniona forma. To, co mnie w niej urzeka, to dyskrecja. Historycznie zaklęcia na sznurach wiązano w kieszeni, tak żeby nikt nie widział. Nie potrzebujesz ołtarza, świec, kadzideł - tylko kawałek sznura i swoje ręce. Można praktykować w autobusie, w pracy, gdziekolwiek. I to jest ogromna przewaga nad innymi formami rytuału.
Ja pracuję z drabinkami czarownic - splatam trzy sznury, wplatam piórka, koraliki, kamienie. Mam jedną nad drzwiami do sypialni i atmosfera jest wyraźnie spokojniejsza, odkąd tam wisi. Ale mam pytanie - czy drabinkę trzeba co jakiś czas czyścić albo odnawiać? Czy to działa permanentnie?
Mam pytanie natury praktycznej. Czy ktoś z was robi węzły na sprawy miłosne? Wiem, że samo wyrażenie „zawiązanie węzła małżeńskiego" pochodzi z rzymskich obrzędów pogańskich - pary wiązały węzeł składając przysięgi sobie i bogom. W chińskiej ceremonii para trzymała węzeł z czerwonych i zielonych wstążek. Ale jak to wygląda w waszej praktyce? Oddzielnie węzły na przyciąganie, a oddzielnie na wzmocnienie istniejącego związku?
Muszę się tu wtrącić z perspektywy runicznej, bo węzły i runy to temat, o którym mało kto mówi. Odyn miał swój Valknut - trzy splecione trójkąty - symbol wiązania i uwalniania wojowników w walce. To jest w zasadzie magiczny węzeł runiczny. Ja ryję runy na drewnianych koralikach i wplatam je w sznury - łączę magię węzłów z runiczną. Przy ochronie domu - Algiz i Thurisaz. Na zdrowie - Uruz i Berkano.
Mówicie o materiałach i elementach, ale nikt nie wspomniał o kolorach, a to kwestia fundamentalna. Czarny - ochrona, banowanie, praca z cieniem. Czerwony - pasja, witalność, zdrowie. Zielony - finanse, wzrost, płodność. Biały - oczyszczenie, duchowość, nowe początki, zastępuje dowolny inny kolor. Fioletowy - rozwój duchowy, wyższa świadomość. I ważna rzecz - jeśli splatasz trzy sznury razem, kolory muszą współgrać z intencją. Na dostatek bierz zielony, złoty i brązowy. Nie mieszaj chaotycznie.
Skoro już jesteśmy przy historii - warto wspomnieć o jednym z niewielu fizycznych dowodów. W 1878 roku w Wellington w Somerset, podczas rozbiórki domu, znaleziono na strychu sznur z wplecionymi piórami. Obok leżało sześć mioteł z rozpadającymi się trzonkami i stary fotel. Abraham Colles i lokalni antykwariusze zbadali znalezisko i uznali je za drabinkę czarownic. Później Charles Leland znalazł analogię we Włoszech - tam nazywano to „girlandą czarownic" i robiono z piór czarnej kury, wyrywanych z żywego ptaka.
I to jest dokładnie to, co mnie w tej praktyce niepokoi. Wiązanie, wiązanie, wiązanie - ale w połowie tradycji używano tego do kontroli nad ludźmi. Wiązanie woli, wiązanie duszy. Czy ktoś z was świadomie wyznacza sobie granice etyczne w pracy z węzłami?
Dodam jeszcze jedną warstwę do tego tematu etycznego. Jest znany przypadek rybaków z Portessie - dostali sznur z trzema węzłami, z instrukcją, żeby trzeciego nie ruszać. Oczywiście rozwiązali wszystkie trzy i rozpętał się sztorm, który o mało ich nie zatopił. To jest lekcja - każdy węzeł to zamknięta porcja energii, której uwolnienie ma konsekwencje. Kto tego nie szanuje, ten może oberwać.
Mam pytanie o rozwiązywanie. Z tego, co tu czytam, wynika, że rozwiązywanie węzłów jest równie ważne co wiązanie - a może nawet ważniejsze w kontekście uwalniania. Czy ktoś regularnie praktykuje rozwiązywanie węzłów jako formę oczyszczenia?
Chcę powiedzieć kilka słów o węzłach w kontekście uzdrawiania, bo ten aspekt tu nie padł. Pliniusz Starszy pisał, że rany bandażowane z użyciem węzła Herkulesa goiły się szybciej. Anglosaski traktat medyczny zalecał wiązanie koniczyny na szyi pacjenta czerwoną nicią podczas malejącego Księżyca - na leczenie obłędu. Nie mówię, że węzły zastępują medycynę. Ale jako uzupełnienie energetyczne - jest za tym długa tradycja.
A wracając do węzła Herkulesa - to jest w zasadzie zwykły węzeł płaski, prawda? Ten, który każdy wiąże automatycznie zawiązując sznurówki. I to mi się podoba, bo pokazuje, że nie musisz być żeglarzem, żeby pracować z węzłami. Najprostsze supły mają najdłuższą tradycję magiczną. W starożytnym Egipcie węzeł płaski był używany od tysiącleci.
Chcę dodać jedną istotną kwestię, która tu nie padła - czas. Wiązanie węzłów powinno być zsynchronizowane z fazą Księżyca. Rosnący - na przyciąganie, wzrost, budowanie. Pełnia - na pełną moc, kulminację. Malejący - na uwalnianie, usuwanie, banowanie. Nów - na nowe początki, zasiewanie. Dziwi mnie, że @Lurisk o tym nie wspomniał na starcie.
Dorzucę coś z innej beczki - pracuję z węzłami w kontekście magii pogodowej. Te opowieści o żeglarzach, o których @Szaman pisał, to nie jest wyłącznie folklor. Eksperymentowałem z wiązaniem wiatru - trzy węzły na lnianym sznurze, wiązane na wzgórzu przy silnym wietrze, każdy zawiązany na innym stopniu intensywności. Potem testujesz, rozwiązując pierwszy w bezwietrzny dzień. Wyniki? Nie jestem naukowcem, ale parę razy z rzędu nie wygląda na zbieg okoliczności.
Mam praktyczne pytanie. Jak przechowujecie gotowe sznury z węzłami? Wiem, że nikt inny nie powinien ich dotykać, ale gdzie je trzymać?
A ja chcę wrócić do jednej ważnej rzeczy, bo widzę, że rozmowa skupiła się na zachodnim modelu. W słowiańskiej tradycji nauzowej nie ma tego schematu „bateria - ładujesz - rozładowujesz". Nauza to raczej mediator między praktykiem a siłą, do której się odwołujesz. Nie przechowujesz energii - utrzymujesz kontakt. To zmienia sposób myślenia o całej praktyce.
Dodam uwagę o porze dnia. W tradycji ludowej magia na przyciąganie była robiona za dnia - kiedy słońce rośnie, energia rośnie. Magia na usuwanie - w nocy, zwłaszcza po północy. W magii węzłów to się przekłada bezpośrednio: wiązanie na manifestację za dnia, wiązanie na uwolnienie w nocy, rozwiązywanie o świcie symbolicznie z powrotem światła.
Zmienię nieco kierunek - ktoś wspominał o cingulim. To osobisty sznur w tradycji wicca, dziewięć stóp, mierzy tyle co wzrost właściciela, używany do wytyczania kręgów. Ktoś z tym pracuje?
Mam pytanie o rozmiar. Wszędzie piszą o dziewięciu stopach, czyli jakieś 2,7 metra. Nie da się pracować z czymś krótszym? Mam mały ołtarz i operowanie trzema metrami nici to jest dla mnie abstrakcja.
Chcę wrócić do aspektu przechowywania energii, bo to jest chyba największa przewaga magii węzłów. Możesz zawiązać intencję i trzymać ją w gotowości - jak magiczną baterię. Wiążesz dziewięć węzłów na przybywającym Księżycu, odkładasz sznur, a potem rozwiązujesz po jednym, kiedy przychodzi odpowiedni moment. Żeglarze tak właśnie robili - przygotowywali sznury z wiatrem i używali ich w potrzebie.
A co z pozbywaniem się zużytych sznurów? Spalanie, zakopywanie, wrzucanie do wody - jest jakaś reguła?
I jeszcze jedno - jeśli sznur jest syntetyczny, to na Boga nie spalaj go w zamkniętym pomieszczeniu. Palenie plastiku to nie jest magiczne oczyszczenie, tylko toksyczny dym. Jeszcze jeden argument za naturalnymi włóknami.
Dodam coś o inkantacjach, bo tu padło dużo o formułach, ale jest jeszcze opcja - cisza. Niektóre tradycje uważają, że węzeł zawiązany w absolutnej ciszy, z czystą wizualizacją, jest silniejszy niż ten ze słowami. Słowa mogą rozpraszać, jeśli skupiasz się na ich zapamiętaniu zamiast na intencji. Sam pracuję i tak, i tak - ale przy sprawach naprawdę osobistych wybieram ciszę.
