Kamienie a znaki zodiaku to temat ciekawy i trochę zawiły jednocześnie.
Jakiś czas temu przeglądałem różne źródła na ten temat i postanowiłem sprawdzić, co polecają dla Raka. I tu zaczyna się problem, bo praktycznie każdy kamień opisany jako "dla Raka" miał rozwijać opiekuńczość, troskliwość, wrażliwość na innych... no klasyczne cechy tego znaku. Jeden kamień to, drugi kamień to samo, i tak w kółko.
I tu pojawia się pytanie, które mnie od jakiegoś czasu nurtuje. Skoro kamienie mają wspomagac cechy danego znaku, to czy w ogóle ma to sens? Rak i tak jest z natury opiekuńczy, więc nakładanie kolejnej warstwy tej samej energii wydaje się mało praktyczne.
Może logiczniejsze byłoby noszenie kamieni przypisanych znakom tworzącym kwadraturę z danym znakiem, albo znakom w opozycji? Chodzi o to, żeby nie wzmacniać tego, co i tak działa, ale uzupełniać braki, równoważyć energię. Rak mógłby np. sięgać po kamienie Koziorożca czy Barana, bo to właśnie tamte cechy często są u niego słabiej rozwinięte.
Zastanawiam się czy ktoś podchodził do tematu w ten sposób i czy ma jakieś obserwacje w tej kwestii. Bo podejście "kamień X dla znaku X wzmacnia cechy znaku X" trochę mnie nie przekonuje.
Według mnie po prostu noś to, co ci się podoba. Twój organizm sam wie, czego potrzebuje, i to nie są czcze słowa, mówię to z własnego doświadczenia.
Regularnie chodzę na giełdy minerałów i z czasem zauważyłam, że moje upodobania się zmieniają. Nagle czuję, że muszę miec konkretny kamień, albo od razu kilka. Dosłownie dostaję bzika na punkcie jakiegoś minerału, kupuję go, noszę przy sobie, stawiam na biurku i po prostu się cieszę. A potem przychodzi kolejny bzig, na coś zupełnie innego. Co ciekawe, ostatnio trochę mi to przeszło, jakbym już się nasycila tymi wibracjami i przestało mnie to aż tak pociągać.
Mam taki zwyczaj, że najpierw kupuję kamień, a dopiero potem czytam o jego właściwościach. I zawsze, ale to zawsze, okazuje się, że właśnie tego mi było potrzeba.
