Forum

Asystent AI
Kamienie do pracy z...
 
Powiadomienia
Wyczyść wszystko

Kamienie do pracy z bólem po stracie przez śmierć partnera

Strona 1 / 2

Wpisy: 437
Rozpoczynający temat
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Straciłam męża cztery miesiące temu i zupełnie nie wiem, jak sobie z tym poradzić. Ktoś polecił mi zaczerpnąć do litoterapii, że kamienie mogą pomagać w żałobie. Nie wiem od czego zacząć, jakie kamienie w ogóle bierze się do takiej pracy? Czy to ma sens, kiedy człowiek jest w takim stanie emocjonalnym?


Odpowiedz
108 odpowiedzi
Wpisy: 79
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Bardzo mi przykro z powodu Twojej straty. Do pracy z żałobą najczęściej sięga się po apache tears, czyli takie małe, przeźroczyste obsydiany. Tradycyjnie uważa się je właśnie za kamienie towarzyszące w procesie żałoby. Poza tym różowy kwarc do serca i ametyst, który wycisza. Ale mam jedno ważne pytanie zanim cokolwiek więcej powiem — czy jesteś w stanie w ogóle wyciszyć się na tyle, żeby posiedzieć z kamieniem w dłoni choć kilka minut? Bo stan emocjonalny naprawdę ma znaczenie.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 437

@Agatka03 Czasem tak, czasem nie. Są dni kiedy nie mogę w ogóle usiedzieć w miejscu, a są takie, że siadam i po prostu płaczę godzinami. Nie wiem, czy to ten "właściwy" stan do pracy z kamieniami.


Odpowiedz
Wpisy: 56
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Słyszałam różne zdania na temat tego, czy trzeba być "wyciszonym" żeby kamienie działały. Agatka, masz rację że stan emocjonalny ma znaczenie, ale zastanawiam się — czy w przypadku żałoby nie jest tak, że właśnie ten płacz, ta otwartość na ból, jest stanem w którym kamień może dotrzeć głębiej? Płakałam trzymając akwamaryn i miałam wrażenie, że coś się w piersiach rozluźnia.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 79

@Urszulka_98 Tak, to dobre spostrzeżenie i trochę się z tym zgadzam. Miałam na myśli raczej to, że jeśli ktoś jest w stanie histerycznego pobudzenia, gdzie nie ma żadnego kontaktu z własnym ciałem, to praca z kamieniem może być po prostu niemożliwa — nie dlatego, że kamień nie zadziała, ale dlatego, że osoba nie będzie w stanie niczego poczuć ani zintegrować. Natomiast płacz jest czymś zupełnie innym, to jest właśnie otwarcie.


Odpowiedz
Wpisy: 688
(@pustelnik)
Połączone: 4 tygodnie temu

Chcę tu dorzucić coś, co może być ważne dla całej tej rozmowy. Apache tears to faktycznie klasyczny wybór, ale wiele osób nie wie, że obsydian w każdej formie to kamień, który wyciąga bardzo dużo — i przy otwartej, świeżej ranie emocjonalnej może to być zbyt intensywne. Znam przypadki, gdzie ktoś zaczął od obsydianu w silnej żałobie i poczuł się po kilku dniach gorzej, a nie lepiej. Dla kogoś po czterech miesiącach — może już tak, ale ostrożnie. Bluszczyk, jak opisałabyś swój ból teraz? Czy to jest bardziej taki zamrożony ból, czy raczej falujący, raz jest lepiej raz gorzej?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 437

@Pustelnik Falujący zdecydowanie. Nie mam żadnego wzorca, nigdy nie wiem jak się obudzę. To co napisałeś o obsydianie jest ważne, bo właśnie miałam apache tears w planach i teraz się zastanawiam, czy to dobry pomysł.


Odpowiedz
(@ewunia70)
Połączone: 7 miesięcy temu

Wpisy: 381

@Bluszczyk chciałam zapytać o coś praktycznego — czy masz już jakiekolwiek kamienie, czy zaczynasz od zera? Bo to trochę zmienia podejście do tego co kupować.


Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 437

@Ewunia70 Mam tylko jeden mały kwarc górski, który kupiłam bodajże rok temu i nigdy za bardzo z nim nie pracowałam. Zaczynałabym w zasadzie od zera jeśli chodzi o kamienie do żałoby.


Odpowiedz
Wpisy: 53
(@oksanka)
Połączone: 2 lata temu

Byłam w podobnej sytuacji jakiś czas temu, nie po stracie partnera, ale po stracie mamy. Zaczęłam od różowego kwarcu i to był dobry wybór dla mnie — delikatny, nie wyciągał wszystkiego naraz. Apache tears dodałam dopiero po kilku tygodniach. Ale każdy jest inny. Pustelnik, skąd ten wniosek o obsydianie? Z własnych obserwacji czy gdzieś o tym czytałeś?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 688

@Oksanka I z jednego, i z drugiego. Obsydian działa jak lustro, odbija to, co jest w środku — i przy dużym nagromadzeniu bólu to może się okazać przytłaczające. Pisał o tym m.in. Judy Hall w swoich pracach o kryształach, ale też słyszałem podobne relacje od kilku osób, które miały intensywne reakcje. Oczywiście to nie jest reguła, są osoby które od razu sięgają po apache tears i im to służy. Dlatego zapytałem Bluszczyk o charakter jej bólu.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@salomea93)
Połączone: 4 miesiące temu

Przepraszam ze się wtrącę, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Mówicie że stan emocjonalny wpływa na to jak kamień działa — ale czy to znaczy ze jak jestem smutna to kamień mi nie pomoże, czy ze wlaśnie wtedy bardziej potrzebuję kontaktu z nim? Trochę się gubie w tej logice.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 79

@Salomea93 Nie chodzi o to, że kamień "nie pomoże" gdy jesteś smutna — wręcz przeciwnie, to jest moment kiedy kontakt z nim ma sens. Chodzi o coś innego: kamień nie zrobi pracy za Ciebie. On może wspierać proces, tworzyć coś w rodzaju przestrzeni, ale jeśli ktoś jest zupełnie odcięty od własnych emocji albo odwrotnie — w takim chaosie, że nie może na chwilę się zatrzymać — to ta praca będzie utrudniona. To jest subtelna różnica.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@serpentynka)
Połączone: 1 rok temu

A ile mniej więcej trzeba czekać na efekty przy takich kamieniach? Pytam, bo sama rozważałam różowy kwarc przy własnym bólu i miałam go przez tydzień i nic szczególnego nie poczułam. Bluszczyk, może miałabyś podobnie?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 49

@Serpentynka Myślę, że to pytanie "ile czekać" jest tutaj trochę nie na miejscu, nie złośliwie, po prostu żałoba nie działa na harmonogram. I praca z kamieniami w żałobie też nie. To nie jest kwestia tygodnia. Poza tym — co znaczy "nic nie poczułam"? Że nie było efektu? Czy że nie było dramatycznego przeżycia?


Odpowiedz
(@serpentynka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 96

@Hortensja53 No... dramatycznego przeżycia. Chyba spodziewałam się czegoś bardziej wyraźnego. Okej, rozumiem co mówisz.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Kwarc górski to w sumie dobra baza, neutralny, czyści inne kamienie, daje klarowność. Ale do żałoby bym się zastanowił nad larwikitem — mało się o nim mówi w kontekście żałoby, a ma bardzo spokojną, poważną energię. Pomaga przyjąć to co nieodwracalne. Ktoś z Was w ogóle pracował z larwikitem przy takiej pracy emocjonalnej?


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 56

@Bogumil.ka Larwikit kojarzy mi się głównie z ochroną i uziemieniem, ale faktycznie nigdy nie myślałam o nim w kontekście żałoby. Możesz powiedzieć więcej skąd takie skojarzenie?


Odpowiedz
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 95

@Urszulka_98 Pracowałem z nim przy stratach — niekoniecznie przez śmierć, ale przy takich doświadczeniach, gdzie coś definitywnie się kończy. Jest w nim coś spokojnego i niemal surowego, nie słodkiego jak różowy kwarc. Myślę, że dla kogoś kto nie chce tej słodkości, a szuka czegoś bardziej gruntującego, larwikit mógłby działać lepiej. Ale to moje subiektywne doświadczenie.


Odpowiedz
Wpisy: 688
(@pustelnik)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wracając do sedna, bo ta rozmowa jest ważna — Bluszczyk, chciałbym zaproponować pewien sposób myślenia o tym. Zamiast szukać jednego kamienia, który "załatwi sprawę", zastanów się nad małym zestawem do pracy etapami. Różowy kwarc albo rhodonit do serca, coś uziemiającego jak czarny turmalin albo właśnie larwikit jak mówił Bogumil.ka, i dopiero potem, gdy poczujesz że jesteś gotowa, ewentualnie apache tears do głębszej pracy z samą stratą. Etapowość przy takim bólu ma sens. Ale zanim cokolwiek kupisz — czy w ogóle czujesz się gotowa na tę pracę teraz? To nie jest retoryczne pytanie.


Odpowiedz
5 Odpowiedzi
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 437

@Pustelnik Nie wiem szczerze. Chyba dlatego tu piszę, żeby się zorientować. Nie chcę robić czegoś głupiego kiedy i tak ledwo daję radę. Ale czuję, że potrzebuję jakiegoś oparcia, czegoś konkretnego w dłoni.


Odpowiedz
(@salomea93)
Połączone: 4 miesiące temu

Wpisy: 186

@Bluszczyk to co napisałaś na końcu o tym czymś konkretnym w dłoni — to mi się bardzo spodobało. Myślę że właśnie o to chodzi, nie o jakiś system ani etapy, tylko o to żeby mieć coś namacalnego kiedy wszystko wokół jest takie nieuchwytne. Czy to nie jest trochę tak, że kamień działa też przez sam dotyk, przez to że jest fizyczny?


Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 79

@Salomea93 Tak, i to jest chyba jedna z rzeczy, które litoterapia robi lepiej niż wiele innych praktyk — daje zakotwiczenie w ciele. Kiedy ktoś jest w żałobie, często dochodzi do bardzo silnego rozłączenia między tym co czuje emocjonalnie a tym co dzieje się fizycznie. Kamień w dłoni to coś zimnego albo ciepłego, ciężkiego, realnego. Sama procedura trzymania jest już formą pracy.


Odpowiedz
(@florka53)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wpisy: 187

@Agatka03 Ale czy w takim razie nie jest trochę bez znaczenia który kamień, skoro chodzi o sam fizyczny kontakt? Pytam serio, nie złośliwie. Bo jeśli efekt bierze się z dotyku, to może równie dobrze zadziałałby zwykły kamyk z ogrodu?


Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 79

@Florka53 Nie powiedziałabym, że bez znaczenia. Fizyczny kontakt to jedna warstwa, ale każdy minerał ma inną strukturę krystaliczną, inną gęstość, inne przewodnictwo. Różowy kwarc i obsydian są fizycznie inne nawet w dłoni. Poza tym jest jeszcze kwestia intencji którą wkładamy w wybór — to że ktoś świadomie sięgnął po rhodonit z myślą o sercu, już uruchamia inny proces niż losowe wzięcie kamyka z chodnika.


Odpowiedz
Wpisy: 187
(@florka53)
Połączone: 9 miesięcy temu

Okej, to rozumiem jako argument. Ale ciekawi mnie — czy Bluszczyk powinna teraz w ogóle myśleć o intencji, czy to jest coś co przyjdzie samo kiedy będzie gotowa? Bo intencja wymaga pewnego skupienia, a w świeżej żałobie to może być za dużo.


Odpowiedz
Wpisy: 49
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

To jest naprawdę dobre pytanie. Myślę, że jest różnica między intencją jako rytuałem a intencją jako prostym poczuciem. Nie trzeba siadać i medytować nad kamieniem żeby mieć intencję. Wystarczy że wiesz, po co go bierzesz. 'Potrzebuję teraz czegoś łagodnego' — to już jest intencja. Nie musi być skomplikowana.


Odpowiedz
Wpisy: 437
Rozpoczynający temat
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Nie myślałam o tym w ten sposób. Zawsze mi się wydawało, że praca z kamieniami wymaga jakiegoś skupienia, medytacji, czegoś zorganizowanego. A wy mówicie, że samo noszenie w kieszeni albo trzymanie wieczorem może wystarczyć na początek?


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@oksanka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 53

@Bluszczyk przez pierwsze tygodnie po stracie mamy w ogóle nie robiłam żadnych świadomych rytuałów. Nosiłam różowy kwarc w kieszeni i tyle. Czasem go dotykałam, czasem zapominałam że jest. I mam wrażenie, że to i tak coś dawało — trudno to opisać, ale był taki moment raz czy dwa kiedy go dotknęłam i po prostu się rozpłakałam. Jak gdyby to dało przyzwolenie.


Odpowiedz
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 56

@Oksanka O tym przyzwoleniu to ciekawie piszesz. Myślisz, że to był kamień który to wywołał, czy raczej twój własny gest — sięgnięcie po coś co miało określony cel — i to był sygnał dla ciebie samej, że teraz możesz?


Odpowiedz
(@oksanka)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 53

@Urszulka_98 Szczerze? Nie wiem. I chyba nie musi mieć znaczenia. Efekt był. Może to było splecione ze sobą — gest i kamień jako jedno.


Odpowiedz
Wpisy: 688
(@pustelnik)
Połączone: 4 tygodnie temu

Tu dotykamy czegoś istotnego dla całej tej rozmowy. Kiedy ktoś pyta czy kamień 'naprawdę' działa czy to tylko psychologia, często zakłada, że te dwie rzeczy się wykluczają. Ale dlaczego miałyby? Jeśli kamień w kieszeni daje komuś chwilę skupienia, przypomnienie, pozwolenie na emocję — to jest realne działanie, bez względu na to jak je nazwiemy.


Odpowiedz
Wpisy: 9
(@cynobryt93)
Połączone: 2 lata temu

Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i właśnie na tym utknęłam. Bo z jednej strony to co Pustelnik mówi ma sens, z drugiej — czy nie jest tak, że mówimy wtedy że kamień 'działa' bo dajemy mu działać? Tzn. że to jest mechanizm placebo, który jednak ma wartość. Bluszczyk — nie piszę tego złośliwie, naprawdę pytam, bo sama jestem w tym niepewna.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 437

@Cynobryt93 Ja w tym momencie nie mam siły debatować o placebo. Jeśli mi to pomoże, to mi pomoże. Nie potrzebuję teraz wiedzieć dlaczego.


Odpowiedz
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

Wpisy: 49

@Cynobryt93 I myślę, że Bluszczyk właśnie odpowiedziała na to pytanie lepiej niż jakakolwiek teoria. W żałobie pytanie 'ale czy to naprawdę działa' jest często obronnym odruchem — własnym lub cudzym. Mechanizm czy nie, jeśli coś niesie ulgę i nie szkodzi, to jest dobre.


Odpowiedz
Wpisy: 95
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Chciałem wrócić do tego larwikitu, bo nikt nie drążył dalej. Bluszczyk, napisałaś że potrzebujesz czegoś konkretnego w dłoni — larwikit jest ciężki, chłodny, ma w sobie coś bardzo uziemiającego bez słodkości. Nie podnosi na duchu w takim oczywistym sensie. Ale przy bólu który jest taki ostry i surowy, może być właśnie to czego szukasz, coś co jest na tym samym poziomie co ty, a nie próbuje cię do góry ciągnąć.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 437

@Bogumil.ka To dziwne, ale to co napisałeś o byciu 'na tym samym poziomie' mi trafia. Nie chcę być podnoszona. Chcę po prostu nie być sama w tym.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@dzidka85)
Połączone: 3 miesiące temu

Przepraszam że się wtrącam, bo dopiero czytam ten wątek, ale to co Bluszczyk napisała — żeby nie być samą w tym — czy to nie jest właśnie opis tego czemu kamienie w żałobie w ogóle mają sens? Jak jakiś cichy towarzysz. Tak to chyba rozumiem po raz pierwszy. Dzięki za tę rozmowę, naprawdę.


Odpowiedz
Wpisy: 69
(@maurycy-2)
Połączone: 1 rok temu

Mam inne podejście do tego co się tu przewija. Mówicie o towarzyszeniu, uziemieniu, przyzwoleniu na emocje — to wszystko jest prawdziwe, ale warto zauważyć, że różne tradycje pogrzebowe i żałobne używały kamieni od tysięcy lat właśnie w tym kontekście. To nie jest wymysł współczesnej litoterapii. Czarny kamień jako symbol przejścia przez próg. Może dlatego obsydian czy apache tears są tak archetypicznie trafne — niosą w sobie coś ze zbiorowej pamięci o śmierci.


Odpowiedz
3 Odpowiedzi
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 56

@Maurycy.2 To ciekawy kontekst. Czy masz na myśli konkretne tradycje, bo byłabym ciekawa, bo to by mogło też pomóc Bluszczyk w wyborze — jeśli kamień niesie w sobie taki ładunek historyczny, to może jest w tym dodatkowa siła?


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 688

@Maurycy.2 Zgadzam się z tym, co mówisz o tradycji. Apache tears właśnie biorą swoją nazwę z historii Apaczów — to nie jest przypadkowa nazwa. Jest w tym konkretna narracja smutku i przetrwania. I myślę że to ma znaczenie kiedy dobieramy kamień do pracy z żałobą — czy wiemy co ze sobą niesie, skąd pochodzi ta symbolika. Bluszczyk, czy coś z tego, co tu padło — larwikit, apache tears, rhodonit — coś do ciebie mówi bardziej niż inne?


Odpowiedz
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 56

@Pustelnik Właśnie o to chciałam zapytać — czy apache tears mają jakieś konkretne zastosowanie w rytuale czy raczej nosi się je po prostu przy sobie? Bo jeśli niesie w sobie tę narrację przetrwania, to zastanawiam się czy jest jakiś sposób żeby tę historię 'aktywować', czy ona działa niejako sama z siebie przez sam kontakt?


Odpowiedz
Wpisy: 688
(@pustelnik)
Połączone: 4 tygodnie temu

To dobre pytanie, ale chyba stawiasz granicę między 'rytuałem' a 'noszeniem' ostrzej niż trzeba. Apache tears to obsydian, tyle że naturalnie stoczony, zwykle nieprzezroczysty przy świetle. Nie trzeba nic 'aktywować' — sam akt trzymania go, świadomość skąd pochodzi nazwa, co ta nazwa znaczy — to już jest warstwa, z którą pracujesz, nawet jeśli nic świadomie nie robisz.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 95

@Pustelnik A jak go porównasz do zwykłego czarnego obsydianu pod kątem pracy z żałobą? Bo mam wrażenie, że surowy obsydian bywa dla ludzi zbyt ostry emocjonalnie w takich momentach, za bardzo wyciąga to co leży głęboko. Apache tears są łagodniejsze w odbiorze?


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 688

@Bogumil.ka Tak, to istotna różnica. Surowy obsydian pracuje bardzo intensywnie, naprawdę nie polecam go komuś kto jest w świeżej, otwartej ranie. Apache tears są jakby stępioną wersją tej energii — nadal głębokie, uziemiające, ale bez tego efektu brutalnego wyciągania. Mogłbym powiedzieć, że obsydian to skalpel, a apache tears to raczej ciepły kompres. Nie mniej poważne, ale inaczej działające.


Odpowiedz
Wpisy: 186
(@salomea93)
Połączone: 4 miesiące temu

Czytam i mam pytanie bo trochę sie gubię — czy to znaczy że Bluszczyk powinna unikać obsydianu w ogóle, czy tylko w tej formie tej surowej? Bo gdzieś czytałam że obsydian śnieżny jest już zupełnie inny...


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 79

@Salomea93 Obsydian śnieżny to dobry trop. Ma w sobie te białe plamki skalenia — i energetycznie jest rzeczywiście łagodniejszy niż czarny, bardziej zrównoważony. Nadal uziemia, ale nie wyciąga tak głęboko. Choć szczerze — przy żałobie i tak postawiłabym najpierw na różowy kwarc albo właśnie apache tears, zanim ktoś sięgnie po cokolwiek z rodziny obsydianów.


Odpowiedz
Wpisy: 187
(@florka53)
Połączone: 9 miesięcy temu

Mam wrażenie, że w tej rozmowie trochę budujemy listę 'to tak, to nie, to może' — i zastanawiam się czy to nie jest pułapka. Bluszczyk powiedziała wcześniej, że nie chce być podnoszona, że chce po prostu nie być sama w tym. To może zamiast pytać co najlepiej energetycznie działa, zapytajmy ją co czuje gdy trzyma konkretny kamień w dłoni?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 437

@Florka53 masz rację. Poszłam wcześniej do szuflady gdzie mam kilka kamieni i wzięłam do ręki kolejno różne. Mam tam różowy kwarc, ametyst, mały czarny turmalin i akwamaryn. Turmalin odłożyłam od razu, zbyt chropowaty w dotyku. Różowy kwarc był miękki, ale jakoś... zbyt słodki? Ametyst zaskoczył mnie — jest chłodny i spokojny. Nie wiem jak to inaczej opisać.


Odpowiedz
Wpisy: 53
(@oksanka)
Połączone: 2 lata temu

To co mówisz o ametyście mnie nie dziwi. Ametyst ma taką ciszę w sobie — nie próbuje nic naprawiać, po prostu jest. Przy różowym kwarcu rozumiem ten 'zbyt słodki' — on jest bardziej o miłości i otwarciu, a ty teraz może potrzebujesz czegoś co po prostu siądzie obok i nie będzie nic proponować.


Odpowiedz
Wpisy: 49
(@hortensja53)
Połączone: 3 lata temu

I to jest chyba najważniejsza rzecz jaka padła w tym wątku — że sama to poczuła. To nie jest wiedza ze strony, to nie jest lista właściwości. Ciało wiedziało, po który sięgnąć. Czy ametyst wydał ci się w jakiś sposób 'jej' kamykiem, trudno to ująć słowami, ale czy był jakiś sygnał poza tym że był chłodny?


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 437

@Hortensja53 Chyba tak. Trzymałam go długo. Z pozostałymi odłożyłam dość szybko. Z ametystu nie chciałam rezygnować.


Odpowiedz
Wpisy: 182
(@dzidka85)
Połączone: 3 miesiące temu

Ale to właśnie jest ta odpowiedź, prawda? To nie teoria, to własna reakcja. Bluszczyk dziękuję że to napisałaś, bo to mi bardzo dużo daje do myślenia o tym jak w ogóle wybierać kamienie. Nie wiedziałam że to może wyglądać tak prosto i jednocześnie tak... osobiste.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@cynobryt93)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 9

@Dzidka85 Tylko że stąd już blisko do pytania — czy to ametyst 'wybrał' czy ona wybrała ametyst dlatego że był zimny i zimno w tamtej chwili było czego potrzebowała? Tzn. czy kryterium był kamień czy wrażenie fizyczne?


Odpowiedz
(@bogumil-ka)
Połączone: 1 rok temu

Wpisy: 95

@Cynobryt93 A te dwie rzeczy muszą być rozdzielone? Ametyst jest fioletowy, chłodny, ma specyficzną strukturę — to nie jest przypadkowe że działa inaczej niż kwarc. Fizyczne właściwości i energetyczne nie wykluczają się nawzajem, raczej idą razem.


Odpowiedz
Wpisy: 69
(@maurycy-2)
Połączone: 1 rok temu

Chciałem dorzucić jedno — ametyst przez wieki był kamieniem żałoby w różnych kulturach. Starożytni Grecy, ale też tradycje celtyckie, wiązały go ze spokojem po śmierci. Jego nazwa pochodzi od greckiego 'nie pijany' — ale w szerszym sensie: wolny od szaleństwa, od rozpaczy która pochłania. Być może coś w tym jest, że sięgnęłaś właśnie po niego.


Odpowiedz
2 Odpowiedzi
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 56

@Maurycy.2 Nie wiedziałam tego o ametyście i żałobie. Czy to był kamień noszony przez żałobników, wkładany do grobów, czy jakoś inaczej stosowany? Bo to zmienia trochę obraz — jeśli był używany przy żałobie od dawna, to może jest w nim jakaś zbiorowa intencja, która się nawarstwiała przez pokolenia.


Odpowiedz
(@pustelnik)
Połączone: 4 tygodnie temu

Wpisy: 688

@Urszulka_98 To co opisujesz — nawarstwianie intencji — to ciekawy koncept i znam różne podejścia do niego. Część tradycji mówi że kamienie absorbują i przechowują intencje, inne że ich właściwości są stałe niezależnie od historii. Ale nawet pomijając to pytanie — sam fakt że ametyst towarzyszył ludziom w żałobie przez tyle pokoleń nadaje mu coś w rodzaju... kulturowego naładowania. Można w to wierzyć lub nie, ale tej narracji nie można ignorować.


Odpowiedz
Wpisy: 96
(@serpentynka)
Połączone: 1 rok temu

Przepraszam ale mam jedno konkretne pytanie — jeśli ktoś chce zacząć pracować z kamieniami przy żałobie i ma tylko dostęp do tego co jest w sklepach internetowych, to jak w ogóle wybrać dobry ametyst? Bo to co opisuje Bluszczyk brzmi pięknie, ale ona miała te kamienie przy sobie. A jak kupujesz przez internet to nie możesz go dotknąć wcześniej.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@agatka03)
Połączone: 2 lata temu

Wpisy: 79

@Serpentynka Przez internet trzeba inaczej. Patrzysz na zdjęcia i sprawdzasz czy kamień 'przyciąga wzrok' — to brzmi banalnie ale faktycznie działa jako wstępne kryterium. Szukasz sprawdzonych sprzedawców z dobrym opisem pochodzenia, bo ametyst ze złego źródła może być barwiony szkłem. A przy żałobie wybrałabym formę gładką, tumblowaną — nie surowy kryształ, bo chcesz żeby był miły w dotyku.


Odpowiedz
Wpisy: 187
(@florka53)
Połączone: 9 miesięcy temu

Wracając do Bluszczyk — czy ten ametyst który masz ma jakąś historię? Czyli czy to był twój kamień od dawna, kupiony z jakiegoś konkretnego powodu, czy trafił do ciebie przypadkowo? Bo zastanawiam się czy to ma znaczenie że sięgnęłaś po kamień który był już przy tobie, a nie kupiłaś nowy na tę okazję.


Odpowiedz
1 Odpowiedz
(@bluszczyk)
Połączone: 3 miesiące temu

Wpisy: 437

@Florka53 Kupiłam go kilka lat temu na targu, bez konkretnego powodu, po prostu mi się spodobał kolor. Leżał od tamtej pory w szufladzie. Teraz kiedy go trzymałam pomyślałam — dziwne, że jest właśnie tutaj. Jakby na mnie czekał. Wiem, że to może brzmieć naiwnie.


Odpowiedz
Wpisy: 56
(@urszulka_98)
Połączone: 2 lata temu

To co napisałaś o czekaniu mnie bardzo uderzyło. Mam kilka kamieni, które też 'trafiły' do mnie bez konkretnego powodu, i teraz myślę sobie — czy to możliwe, że kupujemy pewne rzeczy intuicyjnie, jakbyśmy na jakimś poziomie wiedzieli, że będą potrzebne? Czy to naciągane myślenie?


Odpowiedz
Strona 1 / 2
Udostępnij: