Trochę nie wiem jak to wszystko poukładać w głowie, żeby było sensownie...
W pracy sytuacja jest naprawdę kiepska, straciłem ważny projekt i teraz wiszę w próżni, nie wiadomo czy dostanę nowe zadania czy też podziekują mi przez „redukcję etatów”. Oficjalnie projekt ma się zakończyć za jakieś 3 miesiące, a co będzie potem, to mgła. CV wysyłam raz na jakiś czas, ale żadnego odzewu ze strony pracodawców jak dotąd nie ma.
No i teraz to pytanie: szukać aktywnie czegoś nowego i brać co się trafi, czy jednak zostać w tej firmie?
Wyciągnąłem: Śmierć, 10 Monet, 10 Kielichów. Szczerze mówiąc trochę się pogubiłem z tymi kartami, może pytanie zostało źle sformułowane? Próbuję to rozumieć tak: jeśli zdecyduję się odejść (Śmierć jako zmiana), to czeka mnie coś lepszego i jakaś stabilizacja, której teraz tutaj nie mam przez całą tę niepewność.
Żeby mieć pewniejszy obraz, zapytałem też bardziej konkretnie:
a) jeśli zaryzykuję i odejdę z firmy: Diabeł, Król Monet, Odrodzenie
b) jeśli zostanę: 4 Miecze, 4 Puchary, Rycerz Pucharów
Opcja a) wygląda zdecydowanie ciekawiej, chociaż ten Diabeł mnie niepokoi. Czy chodzi o to, ze będzie mnie kusić żeby zarabiać coraz więcej i w efekcie wciągnę się w pracę bardziej niż dotychczas?
Przy opcji b) nic się nie zmieni, raczej mnie nie wyrzucą, ale ta atmosfera znużenia i niepewności pozostanie. Z drugiej strony Rycerz Pucharów sugeruje dobre relacje z ludźmi, a tego się właśnie boję stracić jeśli odejdę...
Będę wdzięczny za każdy komentarz bo naprawdę mam z tym zagwozdkę 🙂
Układ kart mówi tu dość wyraźnie. Śmierć jako nowy poczatek po zamknięciu starego rozdziału, dziesiątka denarów i dziesiątka kielichów razem tworzą obraz spełnienia i realizacji oczekiwań, szczególnie jeśli chodzi o zmianę pracy.
Jeżeli zdecydujesz się odejść, coś w twoim życiu zawodowym jakby odradza się od nowa. Może więcej pracy, może więcej wysiłku, ale też realnie większe zarobki i satysfakcja.
Jeżeli zostaniesz... no cóż, karty nie kłamią, marazm, stagnacja, niezadowolenie i takie ciągłe przelewanie z pustego w próżne. Pytanie tylko czy chcesz w tym tkwić.
Nie.
Patrząc na tę Śmierć i dwie dziesiątki, które uznaję za pozytywne, zostań gdzie jesteś. szczególnie przy tym Diable siedzącym ci na ramieniu, bo to urodzony manipulator i wszyscy zaczynają nagle bardzo „kochać” negatywne karty kiedy go widzą.
No, może poza mną i garścią wróżbitów z prawdziwym doświadczeniem...
Pogódź się nawet z nudą jeśli trzeba. Chandra mija, a da ci może jakieś wskazówki zamiast wciągać cię w inferno.
Wygląda też tak, jakby coś się skradało w kierunku zdrowia, po cichu, niepozornie. Trzeba je poprawić, ale bez rozgłosu.
Kochaj ludzi wokół siebie, bo nie wrócą. Przyjaźń trwa, a za chwilę i tak będziesz pędzić z tej następnej sytuacji w diabły, bo w najlepszym razie wszystkie ścieżki ci się pozmieniają.
Diabeł ma to do siebie, że instrumentalizuje otoczenie. Szczególnie kiedy nie ma żadnego odzewu w tej branży, jak piszesz. Choć bardzo „pędzi”... jak pociąg podmiejski.
Zahaczałaś tam o coś? Bo nie wygląda to na dłuższą podróż, z której można się dobrze rozejrzeć dookoła.
Ta dziesiątka Monet to domek jako taki, uklepany. Dziesiątka Kielichów przy tym co opisujesz to prawie rodzinne klimaty. Po co rezygnować skoro cię stamtąd nie wyrzucają...?
