Salomejka, to jest świetna idea z tą kartą-kotwicą. Coś co możesz sobie w głowie przywołać w środku rozmowy jak zaczyna być trudno. Czy to nie jest właśnie most między tarotem a czymś bardziej praktycznym? Czyli karta nie tylko mówi ci co może się zdarzyć, ale daje ci coś konkretnego do uchwycenia w trudnym momencie.
Ten rozkład ktory się tu składa z różnych głosów naprawde mi sie podoba. Zeby zebrac to w całość: pierwsza karta 'czego się boję', druga 'co wnoszę ja', trzecia 'moja siła', czwarta 'co zabrać dla siebie po spotkaniu', piąta 'karta-kotwica na trudny moment'. Czy to nie jest właśnie ten rozklad który pasuje do tematu tego wątku? Ewunia, co ty na to?
Ta lista którą Michasia zebrała jest naprawdę super, bo w końcu widać całość. Ale mam pytanie o pierwszą kartę, 'czego się boję' - czy to nie jest ryzykowne jako pierwsza pozycja? Jak wyciągnę tam coś strasznego to od razu wpadnę w panikę i nie będę w stanie spokojnie patrzeć na resztę rozkładu. Czy nie lepiej dać tę kartę gdzieś w środku? 🙂
Cecylka ma punkt. Ja miałam podobnie na początku z trudnymi kartami w pierwszej pozycji. ale po jakimś czasie zrozumiałam że Wieża jako 'czego się boję' to nie jest zapowiedź katastrofy tylko potwierdzenie że głęboko boję się runięcia czegoś. A to jest informacja która pomaga, bo mogę sobie powiedzieć: okej, mój mózg szykuje się na najgorsze, warto wejść na to spotkanie wiedząc że właśnie tego się spodziewam. :))
Zgadzam się z Ewunią. Chociaż muszę przyznać że mnie też Wieża w tej pozycji kiedyś zmroziła. Ale potem spotkanie okazało się zaskakująco spokojne. Więc chyba ta karta mówiła o moim wewnętrznym stanie a nie o tym co się wydarzy zewnętrznie. To jest zresztą cały sens tego rozkładu, nie?
Właśnie, i to jest chyba kluczowe rozróżnienie dla całego tego rozkładu - że karty opisują ciebie a nie eksa. Bo jak zaczynamy mówić o tym co zrobi eks, co czuje eks, jak się eks zachowa, to wchodzimy w zupełnie inny rodzaj wróżenia który moim zdaniem nie pomaga przy lęku, tylko go nakręca
A właśnie, mam pytanie techniczne bo jestem zupełnie nowa w tarocie - czy ta karta-kotwica to jest szósta karta wyciągana do rozkładu, tak jak pozostałe losowo, czy jakoś inaczej się ją wybiera?
ej, nie zgadzam sie z Glozką w tej kwestii. jak ktoś jest w lęku i wyciągnie losową kartę-kotwicę a wyjdzie mu tam Diabeł albo Rycerz Mieczy, to kotwica go nie ustabilizuje tylko dobije. Do tej konkretnej pozycji ja bym jednak dała wybór świadomy. ^^
Tolcia, mam to samo przeczucie. Może kompromis jest taki: wyciągasz losowo ale jeśli karta jest zbyt trudna w tej pozycji, masz prawo ją zamienić na kartę wybraną świadomie? Bez poczucia winy, bez że 'oszukałam rozkład'?
tylko że jeśli dopuszczamy zamianę to pytanie kto decyduje co jest 'zbyt trudne'? Bo jedna osoba spokojnie siedzi z Diabłem a inna wpada w panikę przy Księżycu. To jest kwestia relacji z konkretnymi kartami, nie obiektywna trudność.
O rany, właśnie uświadomiłam sobie że ja się boję połowy talii i chyba zamieniałabym co trzecią kartę. Może to jest sygnał że powinnam najpierw lepiej poznać karty zanim zacznę robić takie rozkłady o trudnych tematach? :>
Agata, pamiętaj że dokladnie te same obawy miałam na początku. I właśnie przy takim osobistym temacie jak spotkanie z eksem uczyłam się kart szybciej niż z jakiejkolwiek książki, bo mnie to osobiście dotyczylo. Więc może odwrotnie niż myślisz - ten rozkład jest dobry właśnie na tym etapie, pod warunkiem że masz kogoś kto pomoże z interpretacją.
Przepraszam że wchodzę w środek ale mam prtanie - czy ten rozkłąd który tu opisujecie można zrobic dla sptkania z kimś bliskim ale nie romantycznym? Mam bardzo trudną sytuację z siostrą i też się boję tego spotkania.
hmm, hazel, Michasia ma rację. Ja sama zaczęłam myśleć o tym rozkładzie szeroko, bo pracuję nad kilkoma trudnymi relacjami jednocześnie. Natomiast jest jedna rzecz specyficznie ekso-wa - ta pozycja 'co zabrać dla siebie po spotkaniu' może mieć inne zabarwienie przy romansie niż przy rodzinie. Przy eksie jest często o zamknięciu albo akceptacji, przy siostrze może być o granicy albo o zrozumieniu. Ale to tylko sprawa tego jak siadasz z pytaniem.
Dziękuję Miasi i Ewuni za odpowiedz o siostrze. Mam jeszcze pytanie - czy jak adaptuje ten rozkład do spotkania z siostrą, to pozcja z 'co zabrac dla siebie' ma sens tak samo? Bo z eksem chodzi chyba o jakieś domknięcie, a z rodziną nie ma domkniecia, relacja trwa dalej. 🙂
Hazel, właśnie o to chciałam powiedzieć w poprzednim poście ale urwałam. Przy eksie 'co zabrać' często wychodzi jako coś do zamknięcia - lekcja, wspomnienie, coś co chcesz zostawić za sobą. Przy siostrze ta sama pozycja mogłaby pytać raczej o to co chcesz budować. Ale czy to zmienia sens karty? Nie wiem, może ktoś ma doświadczenie z tym.
To jest ciekawe rozróżnienie. Pozycja jest ta sama, ale intencja pytania kształtuje to jak czytamy kartę. Myślę że da sie to zrobić - tę samą karte można odczytać jako 'co biorę jako zasób do dalszej relacji' zamiast 'co biorę jako pamiatkę zamkniętego rozdziału'. Karty są dosyć elastyczne jeśli chodzi o kontekst.
Cecylka, to nie jest błąd systemu tylko cecha. Rozkład to szkielet, a pytania to mięśnie. Zła tarociarka zapyta tak żeby dostać co chce usłyszeć, dobra zapyta żeby się czegoś dowiedzieć. Elastyczność kart to nie jest dziurka w logice, to jest właśnie przestrzeń na pracę intuicji.
To jest bardzo dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Ja mam taki sposób że piszę interpretację zanim sprawdzę co 'powinno' oznaczać kartę według książki. Czyli najpierw co ta karta mówi do mnie dzisiaj, w tym kontekście. Potem ewentualnie uzupełniam wiedzą z podręcznika. Przez to rzadziej wpadam w pętlę sugestii.
oj, dla mnie zawsze pierwsze. Ale uczciwie mówiąc - gdy bardzo się różnią, to siadam i pytam siebie dlaczego aż tak daleko odeszłam. Czasem to znaczy że mam ślepą plamkę na jakiś temat. To jest osobna informacja, nie mniej ważna niż sama karta.
ojejku, dokładnie, i to jest właśnie jeden z powodów dla których przy tym rozkładzie o eksach warto zrobić go nie w dniu spotkania ale dzień albo dwa wcześniej. Żeby mieć czas na to siedzenie z różnicami między intuicją a podręcznikiem. W dniu spotkania człowiek jest już za bardzo nakręcony żeby pracować z kartami spokojnie.
oj tam, a można zrobic ten rozkład kilka razy przed tym samym spotkaniem? Znaczy raz dzień wcześniej, raz rano w dniu, żeby porównać? Czy to już jest nadużywanie kart albo coś takiego?
Tolcia ma rację i to mówię z doświadczenia. Robiłam kiedyś pięć rozkładów pod rząd bo pierwszego nie lubiłam. To nie jest praca z tarotem, to jest negocjowanie z własnymi lękami przez karty pośrednika. Skończyło się na tym że byłam bardziej roztrzęsiona przed spotkaniem niż bez rozkładu.
matko, skoro już jesteśmy przy tym co nie działa - czy ktoś ma doświadczenie z tym że zrobiła rozkład, miała bardzo trudne karty, i mimo to postanowiła iść na spotkanie? Bo ja zawsze mam pokusę żeby trudny rozkład potraktować jako 'sygnał żeby nie iść'.
To jest ważna różnica ale trudna do utrzymania w praktyce. Łatwo powiedzieć że karty opisują mnie a nie eksa, gorzej to poczuć kiedy sie trzęsą ręce przy tasowaniu. Czy jest coś co pomaga fizycznie wejsć w ten stan przed rozkładem?
Moja własna, zupełnie przypadkowo odkryta. Raczej nie ma to związku z typem tali, bardziej z tym że drewniane lub grubsze karty lepiej przewodzą to odczucie. Ale szczerze - to jest bardziej uziemienie się niż jakaś technika wróżebna. Chodzi o kontakt z czymś fizycznym zanim wejdziesz w głowę.
