Bo uczciwa odpowiedź jest nieoczywista. W tradycji hermetycznej karty nie 'wskazują' miejsc jak GPS. Ale jest coś, co się nazywa sygnatury elementarne - każdy kolor i każda figura Wielkich Arkanów ma przypisany żywioł, a żywioły historycznie wiązano z kierunkami i typami terenu. Woda to zachód, niziny, porty. Ogień to południe, góry, miejsca aktywne. Czy to 'konkretna lokalizacja'? Nie. Ale to nie jest też zupełnie nic.
To właśnie pokazuje, dlaczego konkretna lokalizacja przez karty jest tak trudna. Nawet w obrębie jednej tradycji masz warianty, a co dopiero między systemami. Ale wróćmy do pytania Argafii, bo mi się wydaje, że my ciągle omijamy jeden aspekt - a mianowicie: co właściwie znaczy 'wskazać miejsce'? Czy to ma być nazwa, czy typ krajobrazu, czy charakter energetyczny?
I tu jest sedno. Bo w numerologii mamy coś podobnego - liczba miejsca daje 'charakter energetyczny', nie adres. Zastanawiam się, czy w tarocie nie działa identyczny mechanizm. Może karty odpowiadają na to samo pytanie, tylko innym językiem symbolicznym? Argafia, a jak ty to pytanie pierwotnie sformułowałaś, kiedy siadałaś z kartami?
A co by się zmieniło, gdyby Argafia wyciągnęła te karty w odwrotnej kolejności? Bo to jest chyba to, o czym była mowa wcześniej w wątku - że kolejność zmienia sens. As Pentakli na początku, Sześć Mieczy w środku i Hierofant na końcu to chyba zupełnie inna historia?
Czyli de facto ta sama trójka kart może dać sześć różnych historii w zależności od kolejności? Bo trzy karty mają trzy silnia, czyli sześć permutacji. I wszystkie sześć byłyby 'prawdziwe' przez tarotystę?
Losowo z rozłożonej talii, bez żadnego systemu. Teraz się zastanawiam, czy to w ogóle miało jakieś znaczenie dla interpretacji. Czy sposób ciągnięcia zmienia coś w tym, jak się to potem czyta?
Sposób ciągnięcia jest elementem rytuału, nie elementem interpretacji. Czy rozciągasz talię w wachlarz, czy wytasowujesz i ciągniesz z wierzchu, to kwestia twojej metody pracy. Sens kart i ich kolejności pozostaje ten sam. Inna sprawa to intencja - czy przed ciągnięciem byłaś skupiona na konkretnym mieście, czy to pytanie było rozmyte?
I właśnie to jest serce całej tej dyskusji o lokalizacjach przez tarot. Karty odpowiadają na pytanie, które faktycznie zadajesz, niekoniecznie na to, które myślisz że zadajesz. Rozmyte pytanie daje rozmytą odpowiedź - i potem można w tej odpowiedzi znaleźć dosłownie wszystko, łącznie z nazwą ulicy, jeśli ktoś bardzo chce.
A mogę zapytać coś praktycznego? Jak właściwie powinno wyglądać takie dobre pytanie o miejsce? Czy 'czy Wrocław będzie dla mnie dobrym miejscem do życia' już wystarczy, czy trzeba jeszcze bardziej zawęzić?
Mnie tu ciekawi jeden aspekt, który ciągle gdzieś nam ucieka - czy pytając 'jaką energię ma to miejsce' zakładamy, że miejsce ma stałą, niezmienną energię? Bo miasto żyje, zmienia się, ma różnych mieszkańców w różnych momentach. Czy tarot odpowiada na pytanie o miasto-teraz, miasto-zawsze, czy miasto-dla-ciebie-w-tym-momencie?
Szczerze? Przy Hierofancie i tej 'strukturze którą będę musiała zaakceptować lub odrzucić'. Bo to miasto, o które pytałam, ma bardzo specyficzne środowisko zawodowe i właśnie przed tym się trochę boję. Więc może nie chodziło mi wcale o przeprowadzkę jako taką, tylko o to, czy dam radę funkcjonować w tamtejszych zasadach.
Konkretnie: ktoś próbował nałożyć znaczenia kart na kierunki? Np. Miecze - wschód, Puchary - zachód, Wand - południe, Pięciolinii - północ? Albo Wielkie Arkana jako coś ponadkierunkowego, rdzeń miejsca? Bo to by mogło dać jakiś protokół do czytania lokalizacji bez wpadania w pułapkę dosłowności.
A ja się tu zgubiłam trochę. Czy to znaczy, że standardowy rozkład krzyżowy Celtic Cross w ogóle nie nadaje się do pytań o miejsce? Że potrzeba specjalnego układu? Bo Argafia zrobiła chyba właśnie Celtic Cross, tak?
Nie, nie Celtic Cross - ciągnęłam trzy karty. Hermit, Hierofant i Czwórka Pięciolinii, w tej kolejności. Celtic Cross to chyba za bardzo skomplikowane jak na to pytanie.
Trzy karty do pytania o miejsce to akurat może być lepszy wybór niż Celtic Cross, bo Celtic Cross ma pozycje bardzo narracyjne - przeszłość, przyszłość, nadzieje, lęki. A przy pytaniu o energię lokalizacji chcesz może czegoś bardziej synchronicznego, nie opowieści w czasie. Argafia, czy te trzy pozycje miały jakieś nazwy, czy po prostu ciągnęłaś bez przypisania ról?
To co Argafia opisuje to bardzo częsty błąd przy prostych rozkładach - brak intencji pozycji sprawia, że karty 'lewitują' bez kontekstu i czytający wkłada własne lęki w każdą z nich po równo. Hierofant może być wtedy i strukturą miejsca, i twoim stosunkiem do autorytetów, i dosłownie instytucją. Wszystko naraz, nic konkretnie.
Wróćmy na chwilę do tego co Argafia powiedziała o Hierofancie i strukturze zawodowej - bo to mnie zastanawia. Czwórka Pięciolinii jako trzecia karta, jeśli to wynik, mogłaby znaczyć stabilność materialną którą to środowisko może dać, ale też pewne zamknięcie w komforcie. Czy Argafia tak to widziała, czy zupełnie inaczej?
I właśnie wyszła nam odpowiedź na pytanie z tytułu wątku. Tarot nie wskazał lokalizacji, ale wskazał dokładnie co Argafię powstrzymuje przed podjęciem decyzji. To chyba jest to, co karty robią z pytaniami o miejsca - nie mówią 'jedź tam' albo 'nie jedź', tylko 'oto co nosisz w sobie kiedy myślisz o tym miejscu'.
To jest dla mnie szczere odkrycie całego tego wątku. Weszłam tu myśląc, że karty mogą wskazać miejsca jak mapa, a wychodzi na to, że wskazują ciebie w relacji do miejsca. To jest całkiem inna odpowiedź, ale jakoś bardziej użyteczna?
A ja w ogóle nie rozumiem jak by to miało wyglądać w praktyce. To znaczy - ciągnę kartę, wychodzi mi Król Mieczy, i co, to oznacza wschód, więc mam jechać na wschód? To jest dosłowne, tak? Czy to nadal jest metafora?
Nie wiem czy to 'natura tarota' jako coś niezmiennego, czy po prostu granica naszej umiejętności zadawania pytań. W numerologii mam podobny dylemat - liczby mogą wskazywać cykl, który pasuje do zmiany miejsca, ale nie powiedzą mi 'to Gdańsk'. Może to jest granica każdego systemu symbolicznego, nie tylko kart.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale chcę rzucić jedno zastrzeżenie historyczne. Tarot w pierwotnym zastosowaniu nie był systemem wróżebnym w ogóle. Karty jako sposób do pytania o miejsca, kierunki czy decyzje życiowe to tradycja stosunkowo późna - osiemnasty wiek, Etteilla i spółka. Pytanie 'czy tarot może wskazać lokalizację' zakłada, że tarot jest do czegoś zaprojektowany, a on był zaprojektowany do gry.
A może zamiast pytać 'gdzie jechać', można by zapytać kartami 'co przyniesie mi to konkretne miejsce'? Czyli nie karta wskazuje lokalizację, ale ty podajesz lokalizację i karta opisuje twoją relację z nią. Wtedy możesz ciągnąć dla każdego rozważanego miejsca osobno i porównywać.
Rozważam dwa miejsca, ale nie chcę pisać nazw publicznie. Natomiast sama idea, żeby dla każdego z nich ciągnąć osobno - to ma sens. Nie wpadłam na to, bo myślałam, że karta sama 'wskaże'. A tu jest inaczej: ja stawiam pytanie z miejscem w środku, nie czekam aż karta je wymieni.
I to jest chyba najlepsza konkluzja tego wątku, choć pewnie nie ostatnia. Temat pytał czy karty mogą wskazać lokalizację - i wyszło, że nie wskazują, ale można je zapytać o lokalizację, którą ty podajesz. To jest różnica między kartą jako wskaźnikiem a kartą jako rozmówcą. Ktoś próbował tej drugiej metody przy pytaniach o miejsce zamieszkania albo podróż?
Czytam to wszystko i szczerze - ta myśl o podświadomym pytaniu trochę mnie zatrzymuje. Bo jak teraz patrzę wstecz na to jak siadałam do tych kart, to naprawdę chyba bardziej bałam się podjąć decyzję niż szukałam nazwy miejsca. I może właśnie dlatego Hermit wychodził tak konsekwentnie. Ale to otwiera kolejne pytanie, które mam do was: jeśli kiedyś spróbuję tej metody co Tosia93 sugerowała - ciągnienie dla konkretnych miejsc - to jak ustawić się wewnętrznie przed rozkładem, żeby nie 'przechwycić' pytania znowu? Czy jest jakiś sposób na to?
