Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co może brzmieć trochę dziwnie, ale może ktoś miał podobne doświadczenia. Czy karty tarota mogą w jakiś sposób wskazywać konkretne miejsca? Mam na myśli nie tylko 'gdzieś nad wodą' albo 'w lesie', ale prawdziwe nazwy miejscowości, ulic, regionów. Ostatnio robiłam rozkład dla siebie i wyciągnęłam kolejno: Gwiazdę, Księżyc i Wieżę. Intuicyjnie skojarzyłam Gwiazdę z miastem, które ma w nazwie coś związanego z gwiazdami albo niebem. Wieża z kolei z wieżą w sensie dosłownym, zabytkiem. Ale nie wiem, czy to nie jest tylko moje nadinterpretowanie. Czy ktoś kiedyś pracował z kartami w taki sposób, żeby szukać lokalizacji?
To jest temat, który pojawia się rzadziej niż powinien, bo większość ludzi traktuje karty wyłącznie jako opis stanów wewnętrznych. Ale faktycznie istnieją tradycje, w których tarot był używany do szukania miejsc, zgubionych przedmiotów, a nawet ludzi. Pytanie jest jednak inne: czy sens rozkładu zmienia się zależnie od tego, w jakiej kolejności karty wychodzą? Bo jeśli masz Gwiazdę, Księżyc i Wieżę w tej kolejności, to masz pewną narrację. Ale gdyby wyszło Wieża, Gwiazda, Księżyc - to już zupełnie inna historia, nawet jeśli karty te same. Jak Ty to odczytałaś - brałaś pod uwagę kolejność jako coś ważnego?
Ja chciałam tylko zapytać, bo jestem na początku drogi z tarota - czy to nie jest tak, że jak każdy będzie interpretował te same karty inaczej, to nie możemy mówić o jakiejś obiektywnej lokalizacji? Bo jedna osoba zobaczy w Wieży zamek w Krakowie, a inna zobaczy blok z wielkiej płyty. To zupełnie różne miejsca.
Zatrzymajmy się na chwilę. Bo to, o czym mówicie, ma swoją historię i całkiem konkretne źródła, a nie tylko 'intuicja'. W tradycji etteilli z XVIII wieku karty miały przypisane znaczenia geograficzne i klimatyczne. Etteilla przypisywał kartom nie tylko ludzkie charaktery, ale i regiony, klimaty, strony świata. To nie jest wymysł internetu. Pytanie do Argafii: czy szukasz miejsca jako odpowiedzi na konkretne pytanie, czy to był rozkład otwarty, bez konkretnego pytania?
To zależy od tego, jak zbudujesz rozkład przed wyciągnięciem kart, a nie po. Jeśli każda pozycja ma przypisaną rolę z góry - na przykład 'pierwsza karta to energia miejsca, druga to to, co tam znajdziesz, trzecia to skutek wizyty' - to wtedy zmiana kolejności kart całkowicie zmienia obraz. Ale jeśli robisz rozkład bez z góry określonych pozycji i interpretujesz wszystko razem jako jedną wiadomość, to kolejność ma mniejsze znaczenie, liczy się konstelacja. Argafio, jak robiłaś ten rozkład - miałaś ustalone pozycje?
Nawiążę do kwestii lokalizacji, bo u mnie to się nakłada z numerologią. Miasta mają swoje numerologiczne wibracje - to znaczy, że można obliczyć liczbę miejscowości z jej nazwy. Zastanawiałam się, czy można połączyć taki wynik z kartą, która ma podobną liczbę lub arcanum. Na przykład jeśli karta wskazuje na dziewiątkę - Pustelnik - czy to pasuje do miasta, którego liczba wibracyjna to 9? Czy ktoś próbował czegoś takiego?
Słucham tej rozmowy od początku i mam pytanie z trochę innej strony. Czy ktoś z Was rozróżnia między kartą jako symbolem miejsca a kartą jako energią miejsca? Bo wydaje mi się, że to są dwie różne rzeczy. Jak Wieża wychodzi w kontekście lokalizacji, to może oznaczać fizyczne miejsce z wieżą, ale może też oznaczać miejsce, gdzie dzieje się coś gwałtownego albo transformacyjnego. I jedno i drugie 'pasuje', ale to są zupełnie różne odczyty.
Czytam ten wątek i mam pytanie, może trochę z innej beczki. A co jeśli karty wskazują nie jedno miejsce, tylko drogę? Znaczy, że wyciągasz kilka kart i razem tworzą trasę, a nie punkt docelowy? Czy ktoś tak to kiedyś odczytywał? Bo mi się wydaje, że trzy karty Argafii mogłyby być właśnie sekwencją: najpierw jedno miejsce, potem drugie, potem trzecie.
To ma sens, ale tylko jeśli rozkład był tak zbudowany od początku. Jeśli masz trzy pozycje i każda ma inne przypisanie - punkt startowy, pośredni, końcowy - to wtedy tak. Ale jeśli wyciągnąłeś trzy karty bez takiego klucza i dopiero po fakcie mówisz 'może to trasa', to znów wracamy do problemu, o którym mówiłam wcześniej. Interpretujesz wstecz. I właśnie to jest pułapka w pytaniach lokalizacyjnych.
Dobra, to ja chcę to zebrać w jedno, bo trochę mi się gubi. Czy dobrze rozumiem, że kluczowe są dwie rzeczy: po pierwsze intencja przy układaniu rozkładu, po drugie to, jak definiujesz każdą pozycję zanim wyciągniesz karty? I dopiero wtedy można w ogóle mówić, że karty 'wskazują' cokolwiek, a nie że my sami to na nie nakładamy?
To jest pytanie, które wraca w tej rozmowie co kilka postów i dobrze, że wraca, bo nikt jeszcze nie odpowiedział na nie wprost. Karta niesie za sobą system symboliczny, który jest wspólny dla danej tradycji. Nie wymyślasz sama, że Księżyc znaczy iluzję - to jest zakodowane w ikonografii od stuleci. Ale to, jak ten symbol przekłada się na Twoją konkretną sytuację, już tak. Stąd ta rozbieżność.
To mi pomaga. Czyli karta jest jak słowo, które ma słownikowe znaczenie, ale w zdaniu może znaczyć różne rzeczy zależnie od kontekstu? Czy to dobra analogia?
Wracając do tego co mówiłam o numerologii - właśnie dlatego lubię łączyć te dwa systemy, bo liczba jest bardziej jednoznaczna niż symbol. Karta Księżyca ma numer osiemnaście, osiemnaście redukuje się do dziewiątki, a dziewiątka w numerologii to zamknięcie cyklu, podróż, duchowe podsumowanie. Jak to nałożysz na pytanie o miejsce, to nagle masz dwa filtry, a nie jeden. Czy ktoś z Was próbował tak łączyć?
Liczyłam kilka razy, bardziej z ciekawości niż jako sposób wróżebne. Kraków wychodzi na szóstkę, co jest ciekawe jeśli zestawisz to z Kochankami albo z Sześcioma Kielichami. Ale problem jest taki, że różne systemy transliteracji polskich liter dają różne wyniki. Ż, Ź, Ć - to jest temat na oddzielny wątek, bo tu można się poważnie pogubić.
Słucham tego wątku od jakiegoś czasu i chcę wrzucić coś z innej strony. W tradycji słowiańskiej wróżenia z kart - a były takie systemy, choć mniej znane niż zachodnie taroty - pytania o miejsce formułowano przez żywioły, nie przez symbole wizualne. Ogień wskazywał wschód lub południe, woda zachód, ziemia północ. Tarot w wersji żywiołowej mógłby działać podobnie, jeśli przypisujesz karty do żywiołów. Betalia wspominała o tym wcześniej - czy to nawiązuje do tej samej tradycji?
A jak ktoś nie wie z jakiej tradycji pochodzi jego talia? Bo ja mam jakiś standardowy Rider-Waite i nigdy za bardzo nie zagłębiałem się w to skąd co pochodzi. Czy to zmienia jak mam interpretować karty przy takim pytaniu o lokalizację?
Dobra, to mi otwiera oczy trochę. Bo jak mówisz, że Rider-Waite ma te przypisania z Hermetic Order, to znaczy że jak wyciągnę Króla Mieczy, to on ma konkretny kierunek? Wschód? Zachód? Nigdy o tym nie myślałem przy tej talii.
I właśnie tu jest ten problem, o którym mówiłam na początku tej rozmowy. Mamy symboliczny Wschód i mamy geograficzny wschód, i te dwie rzeczy nie są tym samym. Ktoś, kto pyta tarota 'gdzie mam szukać pracy', dostaje Króla Mieczy i myśli 'jadę na wschód' - to jest dokładnie ten rodzaj nadinterpretacji, który potem skutkuje rozczarowaniem. Co nie znaczy, że karty nic nie mówią o miejscach - mówią, tylko innym językiem.
A jakim językiem? Bo rozumiem, że nie dosłownym, ale to mi nie pomaga jak siedzę z rozkładem i chcę wiedzieć coś konkretnego. Jak to przełożyć na coś, co da się sprawdzić?
Zazwyczaj zaczynam od historii, bo ona jest mniej zmienna. Ale właśnie dlatego pytałem - bo jeśli tarot mówi o miejscu przez energię, to muszę wiedzieć, o której energii mówimy. Inaczej każda interpretacja jest dobra i żadna nie jest dobra jednocześnie.
Można się wtrącić z głupim pytaniem? Jak tarot i numerologia mówią o tym samym miejscu - jedna karta, jedna liczba - ale każda z innego systemu, to co ma pierwszeństwo przy interpretacji? Czy się je jakoś łączy?
To interesujące ćwiczenie i robiłem coś podobnego przy nauce. Wyciągasz trzy karty, interpretujesz w kolejności A-B-C, potem próbujesz C-B-A i sprawdzasz co się zmienia. Zwykle zmienia się wszystko - nie tylko znaczenie poszczególnych kart, ale logika narracji między nimi. Karta środkowa przestaje być pomostem, a staje się zakończeniem albo początkiem. To dobry sposób na zrozumienie, dlaczego kolejność jest strukturą, a nie dekoracją.
Słucham tej rozmowy i mam takie pytanie z boku - czy ktoś próbował zapytać tarota nie o to 'gdzie', tylko o to 'jak rozpoznam to miejsce jak je znajdę'? Bo może karty lepiej opisują charakter miejsca niż jego adres i to jest właściwe pytanie do nich?
Pytanie o 'jak rozpoznam miejsce' zostawiłem celowo, bo mi się wydaje, że to jest właśnie klucz do całego tego tematu. Przez cały wątek szukamy adresu, a może karty są po prostu złym sposóbm do adresów, a dobrym do opisów? Że zamiast 'jedź do Gdańska' dostajemy 'szukaj miejsca przy wodzie, gdzie coś się kończy i zaczyna' i to Gdańsk może być, ale może być sto innych miejsc.
A właśnie, bo ja słucham tego od początku i mam wrażenie, że my tu cały czas rozmawiamy o tym, czego tarot nie potrafi. A czy ktoś ma historię, gdzie zapytał o miejsce i karta faktycznie coś wskazała - i to się potwierdziło? Nie teoria, tylko konkretny przypadek?
Tak, diametralnie inaczej. Gwiazda na początku to nadzieja jako punkt wyjścia, a nie jako nagroda. Czarownica w środku byłaby może świadomym wyborem, a nie chaosem. A Rycerz Kielichów na końcu sugerowałby, że to miasto sprowadzi jakiegoś człowieka, a nie że to ty musisz wejść z odwagą. To całkowicie inna historia o tym samym miejscu.
Słuchajcie, wracam do tego co Argafia pytała wcześniej o odwracanie kolejności - czy ktoś próbował to zrobić nie jako ćwiczenie, ale przy prawdziwym pytaniu o lokalizację? Bo mi się kręci w głowie myśl, że może kolejność powinna wynikać z pytania, a nie być z góry ustalona przez rozkład.
