To zdanie Helenki o żałobie, lęku i nadziei, które są 'w pokoju razem z kartami' - siedzę nad tym od kilku minut. Bo to znaczy, że karta, którą widzimy, jest zawsze przepuszczona przez nasze własne cierpienie. I nie wiem, czy to jest wada rozkładu, czy wręcz przeciwnie - może właśnie to czyni go prawdziwym? Helenka, czy ty jesteś w stanie odróżnić, kiedy interpretacja jest twoja, a kiedy jest naprawde 'z karty'?
Helenka, ta metoda z mówieniem głośno co się widzi - to jest coś, co mogę zastosować od razu, nawet jako laik. dziękuję, że to opisałaś tak konkretnie. ale mam pytanie, kture mnie nęka od jakiegoś czasu w tym wątku: czy przy kimś bliskim, kto umiera, rozkład w ogóle powinien cokolwiek 'wróżyć', czy to powinno być wyłącznie ta przestrzeń o której mówiłaś wcześniej? Bo mam wrażenie, że te dwie rzeczy są ze sobą w konflikcie.
