Ja się trochę zgubiłam, bo dyskutujecie o żywiołach i systemach, a ja mam bardzo podstawowe pytanie - jak w ogóle fizycznie patrzeć na sąsiedztwo? Czy to zawsze karty leżące obok siebie, czy w Celtyckim Krzyżu na przykład ta na 'górze' też jest sąsiadem tej na 'dole'?
A jak ktoś robi prosty rzut trzema kartami, to tam jest jasne, która jest sąsiadem której. Ale jak jest np. podkowa z siedmiu kart, to już nie wiem - czy ta co jest na szczycie łuku sąsiaduje z obiema na dole, czy tylko z tymi bezpośrednio obok niej?
To mi przypomina trochę kwadraturę w astrologii - dwa planety mogą być oddalone od siebie o jakiś kąt i to już tworzy między nimi napięcie, choć na wykresie nie leżą 'obok'. Może w tarota jest podobnie - sąsiedztwo to nie tylko fizyczne położenie, ale jakieś 'znaczeniowe' sąsiedztwo. Dwie karty o podobnym numerze albo podobnym symbolu mogą być 'sąsiadami', nawet jeśli leżą daleko od siebie w rozkładzie.
I tu znowu wracamy do pytania z tytułu, bo jeśli sąsiedztwo nie jest tylko fizyczne, to 'czy sąsiedztwo zmienia znaczenie' staje się pytaniem o całą architekturę rozkładu, nie tylko o dwie karty leżące obok. Cały rozkład jest jednym dużym sąsiedztwem samego siebie, w pewnym sensie.
To rozróżnienie jest naprawdę ważne. Mam wrażenie, że większość sporów w tej dyskusji wynika właśnie z tego, że jedni mówią o zmianie, a drudzy o kontekstualizacji i używają tych pojęć zamiennie. Sama skłaniam się ku temu, że to zmiana - przynajmniej w runach tak to czuję, że sąsiadująca runa nie tylko dookreśla, ale faktycznie wciąga poprzednią w nowe pole znaczeniowe.
To jest klasyczny problem w hermeneutyce kart i nie ma tu jednoznacznej odpowiedzi, bo zależy od tego, czy przyjmujemy model esencjalistyczny, gdzie każda karta ma rdzeń znaczeniowy, czy model relacyjny, gdzie znaczenie jest efektem emergentnym układu. W praktyce większość doświadczonych czytających działa gdzieś pomiędzy - trzymają rdzenne znaczenie jako punkt startowy, ale są gotowi je zawiesić, gdy sąsiedztwo domaga się czegoś innego. Pytanie Teodozji jest więc może nie tyle teoretyczne, ile metodyczne - kiedy wiesz, że przekroczyłaś granicę kontekstualizacji i weszłaś w zmianę?
Mnie w tej rozmowie zastanawia jedno - mówimy o sąsiedztwie jakby to była relacja symetryczna. Ale czy karta po lewej wpływa tak samo na kartę po prawej, jak karta po prawej na lewą? W numerologii kierunek ma znaczenie. Zastanawiam się, czy w tarocie oś czasu albo kolejność ciągnienia nie robi podobnej asymetrii.
Przepraszam że znowu z podstawowym pytaniem, ale - czy karty na tarocie mają jakiś kierunek? Tzn. czy figury na nich 'patrzą' w lewo albo w prawo i to coś zmienia? Widziałam kiedyś że ktoś wspominał o odwróconych kartach jako ważnych, ale nie wiem czy chodzi o to samo.
Wracając do pytania Teodozji sprzed kilku postów o granicę między kontekstualizacją a zmianą - zastanawiam się, czy tę granicę da się w ogóle precyzyjnie wyznaczyć, bo może ona leży w czytającym, nie w kartach. Jeden czytający zinterpretuje dane sąsiedztwo jako kontekst, inny jako zmianę, i oboje dostaną spójną, użyteczną interpretację. Czy to nie sugeruje, że samo rozróżnienie jest trochę akademickie?
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam wrażenie, że wahadło cały czas wisi między dwiema filozofiami: platonizmem kart, gdzie znaczenia są wieczne i niezmienne, a czymś w rodzaju pragmatyzmu, gdzie znaczenie jest tym, co działa w konkretnym czytaniu. Ciekawe, że podobna rozmowa toczy się w hermeneutyce tekstów religijnych - czy tekst znaczy to co znaczył dla autora, czy to co znaczy dla czytelnika tu i teraz.
A czy ta granica w ogóle jest ostra? Myślę o tym jak o spektrum, nie o dychotomii. Może są zestawienia, które tylko lekko modulują znaczenie, i takie które je naprawdę przesuwają - i Wieża z Głupcem i Gwiazdą brzmi mi jak to drugie, mocniejsze.
Słucham i mam poczucie, że w runach ta hierarchia jest trochę bardziej sformalizowana. Są runy, które mają silny charakter dominujący i raczej same modyfikują sąsiadów niż są przez nich modyfikowane. Hagalaz na przykład - jej obecność w ciągu praktycznie narzuca interpretację. Czy w tarocie są karty, które działają podobnie - dominują nad sąsiedztwem zamiast wchodzić w dialog?
Przepraszam, ale co to znaczy że runa 'dominuje'? Jak to poznać, że jedna karta jest ważniejsza od sąsiada? Czy to jest gdzieś zapisane, czy to się czuje przy czytaniu?
A czy to nie jest tak ze kazdą kartą z tarota mozna by zrobic taki ranking dominacji? Tzn. ze sa 'silniejsze' i 'slabsze' i te silniejsze zawsze wygrywają z sąsiadem? Bo jak tak, to by chyba rozwiązywało dyskusje o sąsiedztwie dość prosto.
Mnie w tej rozmowie uderza że cały czas mówimy o kartach jakby były obiektami, ktore mają stałe wagi. A ja jak siadam do czytania, to mam wrażenie że to pytanie decyduje o tym kto 'mówi głośniej'. Raz ta sama karta jest tłem, inny raz jest centrum całego rozkładu. Może siła karty nie jest jej własnością, tylko wynika z kontekstu całości - łącznie z pytaniem?
Może warto zapytać inaczej: czy to rozwidlenie w ogóle musi być rozstrzygnięte, żeby efektywnie czytać karty? Bo mam podejrzenie, że najlepsi czytający operują oboma modelami jednocześnie - płynnie przechodząc między 'karta ma rdzeń' a 'znaczenie wyłania się z układu' - i nie potrzebują wybrać jednego. Może to napięcie między dwoma stanowiskami jest funkcjonalne, a nie problemem do rozwiązania?
To uczciwe pytanie i zasługuje na uczciwa odpowiedź: na początku raczej się tego nie wie. Czuje się to po czasie, i to jest może jedyna przydatna wskazówka. Ale żeby nie zostawać przy 'poczujesz z czasem' - mam wrażenie, że sygnałem do uruchomienia modelu 'wyłaniającego' jest moment, kiedy dwie karty w rozkładzie są ze sobą w wyraźnym napięciu. Wtedy żadna nie ma sensu sama z siebie.
Ja bym powiedziała, że to jak patrzysz na rozkład i cos zgrzyta. Np. mam Dwójkę Pucharów i zaraz potem Miecze - i to sie po prostu nie klei jak czytasz je oddzielnie. Wtedy wiesz ze trzeba szukać miedzy nimi, a nie w kazdej po kolei.
Teodozja59 to ciekawe porównanie ze słownikiem - ale w języku słowo ma też różne rejestry, odcienie, a nawet całkiem inne znaczenia w różnych kontekstach. 'Zamek' to coś zupełnie innego w zdaniu o bajce i w zdaniu o drzwiach. Czy karty tarota też mogą być aż tak elastyczne, że w pewnych sąsiedztwach zaczynają oznaczać coś prawie przeciwnego?
Przepraszam, że wchodzę z innej strony, ale - jak to jest ze Śmiercią? Bo z tego co czytam to już nie wiem czy Śmierć to dobra czy zła karta. Słyszałam, że w tarocie nigdy nie znaczy dosłownie śmierci, ale teraz wychodzi że może znaczyć prawie cokolwiek?
Słucham tego i nasuwa mi się pytanie o kierunek. Mówimy dużo o tym jak sąsiad modyfikuje kartę, ale czy ktoś myślał o tym, że karta może modyfikować sąsiada wstecz? Tzn. czy Śmierć leżąca po prawej zmienia rozumienie karty, która jest po jej lewej stronie?
