oj tam, siedzę nad tym od jakiegoś czasu i chce podzielić się przemyśleniem, bo nie znalazłam nigdzie gotowego rozkładu pod ten temat. Chodzi mi o samotność wybraną, nie tę z odrzucenia, ale tę świadomą, eremicką. I jak tarot może ją odróżnić od izolacji, która zwyczajnie szkodzi. Klasycznie mamy Pustelnika jako figurę, ale coraz bardziej widzę, że to za mało. W kontekście konstelacji rodzinnych i miejsca w systemie, samotność wybrana często jest odpowiedzią na jakąś rolę, którą ktoś przejął. I tu zaczyna się robić ciekawie. Czy ktoś kiedyś robił rozkład specjalnie pod to? Co braliście jako pozycje?
Pytanie jest konkretne, więc odpowiem konkretnie. Mam rozkład, ktury stosuję w takich sytuacjach od kilku lat, ale zanim go opiszę, chcę się upewnić, czy dobrze rozumiem kontekst. Piszesz o miejscu w systemie rodzinnym jako przyczynie wybranej samotności, tak? Bo to zmienia układ pozycji. Jeśli ktoś jest np. 'kozłem ofiarnym' albo 'dzieckiem-powietrzem' w rodzinie, jego wycofanie może być ochroną systemu, nie ucieczką. I to tarot potrafi pokazać, ale trzeba wiedzieć, gdzie szukać.
Zgadzam się z tym, co mówi Donat, ale chcę dodać coś, o czym rzadko się tu mówi. Jeśli ktoś przyszedł z pytaniem o własną samotność i wyciąga na pozycji 'korzeni' np. Cesarzową odwróconą albo Hierofanta odwróconego, to bardzo często jest to ślad po matce albo ojcu który sam był wyizolowany w swoim systemie. I pytanie brzmi: czy ta osoba wybrała samotność, czy ją... przejęła. To są dwie różne sprawy, kture wyglądają tak samo z zewnątrz 😉
Dla mnie sygnałem jest pojawienie się kart z Wielkich Arkanów na pozycjach, które dotyczą teraźniejszości osoby, a jednocześnie ich energia nie pasuje do tego, co ta osoba opisuje słowami. Na przykład ktoś mówi: 'jestem wolna, to mój wybór', a na pozycji 'jak to wygląda teraz' wyskakuje Wieża albo Wisielec. to jest dyssonans, który warto zbadać. Poza tym Wisielec szczególnie bo on zawiesza się dobrowolnie ale pytanie brzmi zawsze: po co? Dla oświecenia, czy żeby ktoś inny mugł przejść? 😛
Czytam to z uwagą, bo robię rozkłady dla innych od kilku lat i ten temat mnie dotyczy praktycznie. Mam jedno pytanie do Betali i Donata, bo oboje opisujecie dość zaawansowane czytania. Czy wy rzeczywiście tłumaczycie to osobie pytającej w taki sposób że 'twoja samotność może być cudza'? Jak to przyjmują? Bo z mojego doświadczenia to jest bardzo trudna informacja do usłyszenia
A czy Pustelnik w tym rozkladzie dla eremitów jest w ogole kartą pozytywną, czy raczej kłopotliwą? Bo widzę, że tu dyskutujecie głównie o kartach które sygnalizują problem, a Pustelnik przecież tradycyjnie jest kimś, kto świadomie szuka.
Pustelnik w pozycji celu albo potencjału to dla mnie bardzo czysta karta. Problem zaczyna się, gdy Pustelnik pojawia się na pozycji obecnej sytuacji, a ktoś wcale nie szuka, tylko... ukrywa się. pozycja ma znaczenie. Pustelnik jako aspiracja to jedno, jako opis 'co się teraz dzieje' to sygnał do głębszego pytania. 🙂
Czytam ten wątek z ciekawością. Mam pytanie może troche z boku, ale zwiazane: czy rozkłady, o których mowicie, są dla osoby, która pyta o siebie, czy da się tym czytać kogoś bliskiego, kto jest zamknięty i sam nie pyta? Bo mam w rodzinie kogoś, kto żyje w pełnej izolacji od lat i zastanawiam sie, czy tarot by tu coś dał
oj, wracając do głównego tematu bo troche odpłynęliśmy: Zywiena, chciałem zapytać o to co wymieniłaś jako punkt wyjścia. Piszesz o eremitach w liczbie mnogiej. Czy masz na myśli rozkład który ktoś robi dla siebie, czy propozycję układu, który można stosować w praktyce z innymi? Bo to może zmienić całą strukturę rozkładu
Cztery warstwy to nie za dużo, jeśli układ jest przemyślany. Gorzej, gdy pozycje na siebie nachodzą znaczeniowo. Co rozumiesz przez 'funkcję w systemie'? Czy to ma byc karta, która mówi, czemu ta samotność 'słuzy' rodzinie jako calości? 😉
no, to co opisujesz, jest bliskie pojęciu lojalności systemowej w konstelacjach. Tarot to może pokazać, ale tylko jeśli czytelnik wie, czego szuka. Sama karta bez kontekstu pytania to za mało. Jaką pozycję planujesz na to dać w układzie, pierwszą, ostatnią, gdzieś w środku?
Czytam całą tę rozmowę i chcę się upewnić, że dobrze rozumiem intencję. Czy ten rozkład jest dla kogoś, kto wątpi w swoją samotność, czy raczej dla kogoś, kto jest z niej zadowolony i chce ją pogłębić albo zrozumieć? Bo to są zupełnie różne nastawienia i chyba wymagają innych akcentów w czytaniu.
Geomantka, to bardzo celne rozróżnienie. myślę, że ten rozkład jest przede wszystkim dla kogoś, kto czuje, że jego samotność ma kilka warstw i chce je rozplątać. Nie zakłada z góry, że coś jest nie tak. Ale też nie zakłada że wszystko jest w porządku. Po prostu daje miejsce na pytanie: co to jest, skąd to jest i czemu służy. Obie grupy, które wymieniasz, mogą z tego skorzystać, tylko będą inaczej interpretować wyniki.
hmm, to rozumiem, ale mam wątpliwość praktyczną. Jeśli ktoś przychodzi zadowolony ze swojej samotności i dostaje w pozycji korzeni np. Cesarzową odwróconą, to jak ty to mu podajesz? Że to może być coś z systemu rodzinnego? Bo dla niektórych to będzie otwierające, a dla innych bardzo defensywne. :))
Wchodzę tu z pytaniem, bo to mnie bezpośrednio dotyczy. Czy macie coś, co pomaga odróżnić, kiedy jesteście wystarczająco kompetentni, żeby interpretować 'korzenie systemowe' w rozkładzie, a kiedy powinniście poprzestać na ogólnym odczycie emocjonalnym? Pytam, bo czuję, że jestem gdzieś pośrodku i nie chcę wchodzić w obszar, w którym namieszam.
Czytam tę rozmowę i mam jedno zastrzeżenie. Mówicie o systemie rodzinnym tak, jakby każda karta, która się pojawi na pozycji korzeni, automatycznie wskazywała na coś z rodziny. A to nieprawda. Kartę trzeba czytać w kontekście całego układu. Jedna karta bez sąsiedztwa nie powie ci, czy samotność pochodzi z systemu, z traumy osobistej, czy po prostu z temperamentu 😀
ej, wracam z konkretnym pytaniem po tym co napisał Donat wczesniej o czytaniu dla siebie w relacji z osobą w izolacji. Czy w tym rozkładzie, który tu projektujecie, da się wyznaczyc pozycje dla 'osoby obserwującej czyjąś samotność z zewnątrz'? Czy to byłoby w ogóle spojne z założeniem, że układ jest dla eremita?
Przeczytałam cały wątek i mam pytanie do Zywieny. Mówiłaś o czterech warstwach: skąd pochodzi samotność, czy jest wybrana czy przejęta, co ją podtrzymuje, i funkcja w systemie. Ile kart na każdą warstwę planujesz? Czy to po jednej karcie na warstwę, czy jakieś warstwy mają więcej miejsca?
no cóż, sześć kart to granica, przy której układ zaczyna być niestabilny interpretacyjnie, chyba że pozycje są bardzo precyzyjnie zdefiniowane. Mam pytanie: czy planujesz, żeby te pozycje miały ustalone znaczenie niezależnie od karty, która tam wpadnie, czy raczej chcesz, żeby pozycja tylko sugerowała kierunek, a karta ostatecznie decyduje? 🙂
Czytam i mam pytanie może bardziej techniczne. Czy myślicie o kolejnosci pozycji jako o czyms liniowym, od przeszłości do teraźniejszości, czy raczej jako o strukturze przestrzennej, gdzie uklad nie ma poczatku i końca? W runach pracuję z oboma i zauważam, że to bardzo zmienia, jak czytam.
Nawiązuję do Betali bo to ważne. Pytanie jest takie: czy ten rozkład ma coś pokazywać dynamicznie, czyli jak ta samotność się zmienia albo do czego prowadzi, czy raczej ma być migawką obecnego stanu? Eremita jako figurę kojarzy się z bezruchem, więc może migawka jest tu bardziej adekwatna.
oj, właśnie tu chce coś dopowiedzieć bo to dotyczy sedna tego, co projektuje. Planowałam dodać pozycje, ktorą roboczo nazywam 'co czeka po drugiej stronie tej samotności', czyli coś w rodzaju potencjału transformacji. Nie jako obietnicę zmiany, ale jako pytanie: co mogłoby być, gdyby ta samotność przestała być potrzebna. To byłaby karta siódma, gdybym poszła w stronę sześciu plus jedna.
Siedem kart i siedem precyzyjnych pozycji to ambitnie. Ale mam pytanie do całej grupy, nie tylko do Zywieny. Czy ktoś z was rzeczywiście stosuje rozkłady własnej konstrukcji w regularnej pracy i jak to odbierają osoby, dla których czytacie? Pytam bo niektórzy klienci oczekują 'klasycznego' układu i czują się niepewnie, gdy słyszą, że to coś autorskiego.
Owszem, i to jest realna trudność. kiedy czytasz Celtycki Krzyż, nikt nie pyta, skąd te dziesięć pozycji, bo układ ma za sobą historię, którą ludzie rozpoznają. Przy własnej konstrukcji musisz tę historię opowiedzieć od zera, a to zmienia dynamikę sesji. Część energii idzie na wyjaśnianie struktury zamiast na interpretację
Mam inne doświadczenie. Kiedy za dużo tłumaczę przed sesją, to osoba zaczyna myśleć o układzie zamiast o sobie. Wchodzi analitycznie i traci kontakt z tym co tak naprawde chce wiedzieć. W tym konkretnym rozkładzie, który projektuje Zywiena, te pozycje są na tyle osobiste, że wyjaśnianie ich struktury może być trudne bez odsłonięcia się. 😀
To jest coś, nad czym faktycznie siedzę. Nie wiem, czy dawać osobie pełny opis pozycji przed rozkładem, czy może tylko ich nazwy robocze i tłumaczyć znaczenie dopiero przy interpretacji każdej karty. Florek, jak to robisz z runami przy układach własnej konstrukcji? :))
Daję tylko nazwy, bez tłumaczenia. I często okazuje się że sama nazwa pozycji, krótka, dwa, trzy słowa, robi coś z osobą, zanim jeszcze wyciagnie kamień. Przy 'korzeniach' albo 'co czeka po drugiej stronie' dziala to mocniej niż wykład o tym co ta pozycja znaczy.
