Chcę się upewnić że dobrze rozumiem - czy Westa w szóstce oznacza że ktoś taki nie może mieć praktyki wzniosłej, kontemplacyjnej? Że zawsze musi być ta ziemska codzienność? Bo brzmi jakby to był ograniczający układ.
To nie jest ograniczenie, raczej zaproszenie do konkretności. Westa w dziewiątce może filozofować o sacrum, w dwunastce może się w nim rozpuszczać. W szóstce musi je wcielać. To nie wyklucza kontemplacji - ale kontemplacja musi gdzieś lądować. Przynajmniej tak to czuję u siebie.
Słucham i mam takie pytanie do wszystkich: czy rozmawiamy o tym czego Westa faktycznie uczy czy o tym czego chcemy żeby uczyła? Bo przez ostatnie kilkanaście postów mam wrażenie że każdy dopasowuje opis do własnej idealnej wizji siebie. To nie jest zarzut, po prostu to obserwuję.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie może z boku - czy ktoś z was pracował z Westą w szóstce przy pomocy jakiegoś przedmiotu rytualnego? Chodzi mi o to czy jest jakaś materia, kamień albo coś co wspomaga świadomą pracę z tym układem. Bo rozumiem teorię, ale ciekawi mnie jak przełożyć to na coś konkretnego.
a czy agat i karneol to był twój własny wybór czy coś ci to podpowiedziało? Bo zastanawiam się skąd w ogóle wiadomo z czym pracować przy konkretnym układzie. Czy jest jakaś logika korespondencji, czy to bardziej intuicja?
Mam poczucie że odeszliśmy trochę od sedna tematu. Westa w szóstce to było pytanie o codzienną służbę i duchowość w niej. Kamienie mogą być częścią tej codzienności, ale chciałam zapytać inaczej: czy ktoś czuje że jego Westa w szóstce przejawia się w czymś co inni uznaliby za zupełnie nieezoteryckie? U mnie to jest gotowanie. Nie ceremonialnie, po prostu gotowanie z uwagą. Czy to w ogóle liczy?
