Zastanawiam sie, czy w ogóle mowimy o tym samym kiedy pada słowo "półkwadrat". Bo widze, że na różnych forch ludzie uzywaja tego aspektu jakby był czymś w rodzaju oslabionego kwadratu a to nieprawda. 45 stopni to osobna jakosc napięcia - nie taka głośna jak kwadrat, nie tak oczywista ale za to bardziej podstępna. Wlasnie przez to, że jej nie widzimy od razu działa jak drobny kamyk w bucie. Czujecie to u siebie w codzienności?
Dokładnie o tym myslalam ostatnio. U mnie Saturn polkwadruje Wenus i przez długi czas nie rozumialam, dlaczego relacje po prostu... skrzypią, ale bez dramatycznych kryzysów. Zero trzesienia ziemi, ale ciągłe małe tarcia. dopiero jak popatrzylam na aspekty drugorzędne, to mi sie rozjaśniło
Ale jak odróżnić to "skrzypienie" od zwykłego życiowego szumu? Pytam serio, bo sama mam kilka półkwadratów w natalu i nie wiem, które napięcia z nimi wiązać, a które po prostu są moje.
Ja mam Merkuy polkwadrat Mars i szczerze mówiąc dopiero teraz wiążę z tym pewne rzeczy. zawsze miałam problem z tym, żeby powiedzieć coś spokojnie kiedy jestem sfrustrowana - wyskakuje to za ostro albo za cicho. Myślałam, że to po prostu ja, a moze to jednak ten aspekt?
A jak rozpoznać, czy aspekt jest aktywowany przez tranzyt, czy cały czas po prostu siedzi w tle? Bo mam wrażenie, że jedne półkwadry czuję mocniej w konkretnych momentach, a inne są jak tapeta.
Mam pytanie bo nie do końca rozumiem - jak planeta tranzytuje przez jeden koniec półkwadratu, to aktywuje cały aspekt naraz czy tylko ten jeden punkt? Bo u mnie teraz Jowisz przechodzi przez Strzelca i mam tam właśnie Merkurego w półkwadracie do Saturna.
E tam, przepraszam, że wchodze z glupim pytaniem ale jak w ogóle sprawdzić które planety tworzą półkwadrat? W programach do horoskopów nie zawsze to widać od razu bo aspekty drugorzedne są wyłączone domyslnie
Wracajac do sedna - mnie zastanawia, czy półkwadrat miedzy planetami osobistymi boli inaczej niz między osobistą a transpersonalną. Bo półkwadrat Słońce-Księżyc to zupełnie inna historia niż Słońce-Neptun.
Mysle że tak, i to znaczaco. Slonce-Ksiezyc w półkwadacie to codzienne tarcie między tym kim chce być a tym, czego potrzebuję emocjonalnie. czujesz to na poziomie wewnętrznym bardzo osobistym. natomiast Slonce-Neptun to raczej taka mgiełka, coś truddno uchwytnego - niby dzialasz niby wiesz czego chcesz, ale co jakiś czas masz wrazenie, że płyniesz pod prad i nie wiadomo dlaczego.
A czy to ma sens w ogole analizowć półkwadrat jesli w horoskopie mam bardzo ciasne koniunkcje i kwadraty? Zastanawiam się, czy te mniejsze aspekty w ogóle są słyszalne przy takiej konfiguracji
To trochę jak gdyby dom był pełen hałasu, ale jeden cichy dźwięk mimo wszystko dociera, bo jest na innej czestotliwosci. Czy tak to rozumieć?
Ciekawe, bo ja właśnie w spokojnym okresie zaczęłam analizować swój horoskop głębiej i nagle zobaczyłam te półkwadry. Wcześniej nie zwracałam na nie uwagi.
I tu jest wlasnie sedno tematu - te aspekty to drobnoustroje napięcia, jak napisalam w tytule. Nie zabijają, nie powoduja gorączki, ale bez odpowiedniej higieny potrafią się namnażać. A praca z nimi jest zupelnie inna niż z kwadratem, bo nie mozesz ich po prostu "rozwiazac" jedną decyzja.
To porownanie Skorpionicy do drobnoustrojow zostało mi w głowie. Bo kwadrat to jak złamana noga - nie da sie nie zauważyć. A półkwadrat to właśnie coś, co sie namnażać, cicho, systematycznie. Ale mam pytanie do tych, co mają doświadczenie w pracy z tymi aspektami - czy to w ogole jest cos z czym mozna "skonczyc" czy raczej trwa jako permanentny projekt? 😉
Kurczę czyli w zasadzie to samo co terapia, tylko przez inny język opisu?
Serio nie do konca bo terapia szuka przyczyny w historii. Astrologia daje ci strukture ale nie każe szukac kto jest winien. To jest opis twoich tendencji, nie diagnoza. Chc przyznam że dobre połączenie jedno z drugim robi robotę.
Wrocmy trochę do polkwadratow konkretnie bo mnie nadal nurtuje ta kwestia aktywacji. Moj Merkury-Mars siedzi cicho tygodniami, a potem nagle jeden dzień i wszystko wybucha. Chodzi mi o to, że jestem w stanie to przewidzieć po jakimś czasie obserwacji własnych wzorców, ale nie wiem, jak to się ma do tranzytu. Czy jak sprawdzę, co akurat przechodzi przez te stopnie, to będzie się zgadzało?
A jak to jest z Węzłami? Bo słyszałam że jak Węzeł tranzytuje przez aspekt natalny, to jest silniejsze niż zwykła planeta, ale nie wiem czy to dotyczy też półkwadratów czy tylko głównych aspektów.
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale jak to sprawdzic na Astro.com, gdzie są te tranzytowe Wezly? Bo mam wykres natalny już włączony ale nie wieem jak nałożyć na niego tranzytowe pozycje.
No proszę tak wlasnie wyglada horoskop z tranzytem po raz pierwszy. zacznij od sprawdzenia tylko Saturna i Jowisza tranzytujących - one są wolne łatwiej je śledzić. wszystko inne zostaw na pozniej.
Ja bym dorzuciła, że do pracy z półkwadratami nieźle sprawdzają się runy. Mam na myśli ciągnienie runy codziennie jako rodzaj lustra dla tych cichych napięć. Hagalaz albo Nautiz pojawiają się u mnie właśnie w dni, kiedy mój Mars-Słońce półkwadrat jest wyraźniejszy.
To jest coś, o czym warto mowic glosniej - że różne systemy mogą wskazywać na ten sam moment, każdy swoim językiem. Runy, tranzyt samopoczucie fizyczne. Nie chodzi o to, który jest "prawdziwy", tylko zeby mieć kilka kanałów obserwacji siebie. Półkwadrat jest tak subtelny że jeden kanla moze nie wystarczyć, zeby go złapać.
Kurcze, dobra, ale czy to nie jest troche za łatwe, że "napiecie karku to półkwadrat"? Bo ja mam napięcie karku przy komputerze prawie codziennie i niekoniecznie chodzi o astrologię. Jak odróżnić, że to coś znaczy, od zwykłego zmęczenia?
Właśnie przeglądam mój wykres po raz pierwszy z tymi tranzytami i w ogóle nie wiem jak rozpoznać że mam w natalu jakiś polkwadrat czy to jest na Astro.com jakoś automatycznie zaznaczone, czy muszę sama liczyć te 45 stopni?
Natalny aspekt jest zawsze obecny jako twoja struktura - sposob, w jaki jesteś zbudowana. Ale wyraźnie odczuwalny jest wtedy, kiedy coś go dotyka z zewnątrz przez tranzyt albo progrekcję. Mars-Wenus polkwadrat to napięcie miedzy tym, czego pragniesz, a tym jak działasz w kierunku tych pragnień merkury-Saturn to inne zwierzę - myślenie konrta ograniczenie. Który bardziej czujesz na co dzien?
Też mam Merkury-Saturn i to jest dla mnie ten aspekt, który właśnie zaczęłam identyfikować po tym wątku. Mam wrażenie, że za każdym razem jak chcę coś powiedzieć, to najpierw muszę to przefiltrować przez siedem warstw "ale czy na pewno", i zanim skończę filtrować, moment minął. Czy to brzmi znajomo dla kogoś z podobnym aspektem?
Hmm, no i właśnie tu wchodzą runy jako uzupełnienie. Isa albo Tiwaz w ciągnieniu porannym często sygnalizuje mi dzień, kiedy mój Merkury-Saturn jest wyraźny. Nie mówię, że runa powoduje aspekt, ale że oba systemy "widzą" ten sam dzień. To trochę jak dwa termometry w tym samym pomieszczeniu.
