Dzisiaj napisałem felieton trochę inny niż te poprzednie. Mam nadzieję ze i was zaskoczy 🙂
Smak popiołu
Znam takie odczucie bardzo dobrze. Smak popiołu to coś, co człowiek trudno zapomina, mam wrażenie ze to jeden z tych doświadczeń które zostają z nami na długo. Można to interpretować na różne sposoby, ktoś powie że to znak, ktoś inny że to tylko fizjologia... ale chyba każdy kto tego doświadczył wie, że coś w tym jest głębszego.
hmm, ciekawe życzenie. sam nieraz myślę, że ci wszyscy mistrzowie reiki, ezo-coachingowcy i samozwańczy guru mają coś głęboko pokręconego w głowie. bo można kochać całą ludzkość i energię wszechświata, można odprawiać rytuały i inicjacje, a jednocześnie kompletnie nie potrafić być przy własnej żonie czy dziecku. i to jest właśnie ten fałsz, który mnie w tym środowisku zawsze drażnił. nie ma żadnej wyższej duchowości ponad miłość do konkretnego, żywego człowieka obok ciebie.
ten fragment o żołnierzu też jest ważny, choc wiem że dla wielu to banał. każdy taki chłopak z karabinem to był kiedyś mały synek swojej matki. a posyłają go na śmierć ludzie, którzy własne dzieci bezpiecznie chowają za murem. żeby zrozumiał że po drugiej stronie nie ma wroga tylko człowieka... utopia? może. ale jakaś musi być.
co do Swifta, faktycznie rzadko się o nim mówi w takim kontekście. znam go bardziej z tych szkolnych streszczeń, ale wersja bez cenzorskich cięć to zupełnie inna historia pewnie. ktoś kiedyś pisał tu wyżej o nim jakby mimochodem, ale bez rozwinięcia. może warto ten temat rozwinąć w wątku bo brzmi ciekawie, nawet dla takiego sceptyka jak ja 🙂
Jedyna prawdziwa świątynia Boga to drugi człowiek. Kiedy obdarzamy kogoś miłością, właśnie wtedy okazujemy ją Bogu.
Żaden jogin siedzący w odosobnieniu ani kapłan klęczący na modlitwie nie jest przez to bliżej Boga... jest bliżej tylko tej pustki, Nirwany, której pragnie. Tyle że to zupełnie co innego.
Bóg jest w oczach żywej istoty. Jest tym Drugim. Piąty element, miłość, która ożywia materię.
