Przez niemal cały okres studiów przeżywałam coś dziwnego. Na naszej uczelni wykładał jeden mężczyzna, przystojny, z jakimś takim magnetyzmem... większość dziewczyn się w nim durzyła, ale ja początkowo byłam zupełnie odporna. I nagle pewnego dnia zauważyłam, że się na mnie gapi. Regularnie, za każdym razem kiedy był w pobliżu. No i coś we mnie pękło, zaczełam myśleć o nim obsesyjnie, nie wiem nawet czy to jeszcze było zwykłe zakochanie, bo to było coś mocniejszego i dziwniejszego zarazem.
Ale właśnie w tym rzecz, bo rownolegle z tą fascynacją zaczęłam go... nie znosić. Serio, to brzmi absurdalnie, ale tak właśnie było. Pragnęłam jego obecności i jednocześnie kiedy się pojawiał, coś w środku kazało mi uciekać albo byłam dla niego nieuprzejma, wręcz niegrzeczna. Jego obecnosc mnie irytowała w sposób, którego nie umiałam wyjaśnić.
Dziś jestem już z kimś innym i tamto minęło. Ale wciąż kręci mi się po głowie pytanie, skąd brała się ta niechęć. On interesuje się ezoteryką, to wiem. Czy możliwe, że świadomie wywierał na mnie jakis wpływ? Może robił to celowo i część mnie to po prostu wyczuwała i się broniła?
Czy komuś z was przytrafiło się kiedyś coś podobnego?
może to był ktoś, kogo twoja intuicja odrzucała tak mocno że wrecz ci go obrzydzeła... wiesz, czasem tak bywa. ja sama mam dość dobrze rozwinietą intuicję i już przy pierwszym kontakcie z człowiekiem czuję mniej więcej co do mnie czuje i jak do mnie podchodzi
Nie musiał tego robić specjalnie. Po prostu wzbudzał w tobie jednocześnie kilka różnych, sprzecznych emocji i to jest całkiem naturalne między ludźmi
Życzenia świąteczne dla wszystkich obecnych w wątku 🙂
Niech Moc będzie z wami.
