Było tak: w lutym straciłam robotę w naprawdę nieprzyjemnych okolicznościach, sprawa skończyła się w sądzie, mobbing, nie będę się tu rozpisywać bo to nie jest najważniejsze. Faktem jest, że zostałam z niczym i zostala tylko jedna pensja na czteroosobową rodzinę.
Jeszcze w trakcie wypowiedzenia byłam na rozmowie u pani notariusz, ale koniec końców ona zrezygnowała z tworzenia tego miejsca pracy. No to szukałam dalej, różne rozmowy, między innymi stanełam do konkursu na etat w sądzie. Trzy etapy, wszystko się ciągnęło, i ostatecznie na tym ostatnim etapie poległam. Nie dostałam. Prezes zaproponował mi za to zastępstwo za miesiąc, dwa. Ok, myślę, chociaż tyle. Potem dzwonią że etat na zastępstwo się zwolnił i czy chcę. No jasne. Zrobiłam badania, zebrałam dokumenty, pani z kadr wyznaczyła środę na podpisanie umowy, potem przesunęła na poniedzialek, a w poniedziałek znowu że środa. Szczerze mówiąc ta robota jakoś mnie nie ciągnęła, ale co robić...
I tu zaczyna się ta historia. We wtorek wieczorem telefon, pani notariusz pyta czy nie chciałabym jednak do niej przyjść, bo miejsce się zwolniło i będzie bardzo szczęśliwa jeśli się zdecyduję.
Od razu wiedziałam czyja to sprawka 🙂 bo bardzo zależało mi na tej robocie u notariusz, z różnych względów.
Kiedy opowiadałam to dwóm osobom które się nie znają, obie zareagowały tak samo: „masz świetnego Anioła Stróża”. No i dzisiaj się okazało, że pani notariusz podobnie jak ja zbiera od lat anioły, bo oczywiście na moim biurku już stoi jeden 🙂
Właśnie siedzę i opijam winem umowę. I publicznie dziękuję TYM, co za tym stoją.
świetnie, serdecznie gratuluje 🙂 ale pamietaj żeby podziękować Aniołom za to co się wydarzyło u notariuszki! Jak widać naprawdę działają i są przy nas gdy tego potrzebujemy. Ja sama jeszcze czekam na jakiś znak... może minie kilka lat zanim naprawdę zobaczy się czy Anioły były i są przy człowieku. Trzymaj się i powodzenia w nowej pracy!
