Cześć wszystkim.
Zastanawiam się, czy da się racjonalnie wytłumaczyć pewne odczucie, które towarzyszy mi od bardzo dawna. Jest potężne, intuicyjne i szczerze nie wiem skąd się bierze. Chodzi konkretnie o brak lęku przed śmiercią i w ogóle przed poważnymi konsekwencjami. Mam głębokie, irracjonalne poczucie że nigdy nic naprawdę złego mi się nie przytrafi. Jakbym chodził w jakiejś niewidzialnej osłonce, ktora sprawia że nie boję się wypadków samochodowych, napadów, wody, stromych zboczy, niczego z tych rzeczy.
To dziwne, ale tak po prostu jest. Przez to regularnie uprawiam sporty i aktywności na granicy zdrowego rozsądku, i cieszę się z tego pelną gębą, bo wewnętrznie wiem że wszystko skończy sie dobrze :)) Tysiące razy przechodziłem ciemnymi ulicami koło podejrzanych typów i nigdy nic się nie wydarzyło. Nie miałem do tej pory żadnego wypadku samochodowego i... może to naiwne, ale czuję że mieć nie będę.
I teraz pytanie do was: czy to co opisuję to zwykła głupota i brak wyobraźni, czy może ta intuicja, która mi dyktuje taką postawę, jest po prostu mądrzejsza niż rozum?
no właśnie, to się tak wydaje człowiekowi że wszystko gra... do pewnego momentu.
bo potem przychodzi jedno za drugim, jakby się otworzyło coś i zaczęło się sypać. nieszczęście za nieszczęściem, bez ostrzeżenia prawie.
i co ciekawe, nawet ci których można by uznać za wybrańców Boga, też przez to przechodzą. nikt nie jest wyjątkiem od tej zasady.
więc masz to w tym zyciu niejako zagwarantowane...
no właśnie, ja mam podobnie i to odkąd pamiętam... nawet idę o krok dalej z tymi myślami, mam takie dziwne przekonanie, ze gdybym skoczyla z jakiegoś 20 piętra to co najwyżej wyszłabym z tego ze złamaną nogą 😀 to samo z truciznami i innymi rzeczami. czuję się po prostu niezniszczalna... ale szczerze mówiąc, nie zawsze mnie to napawa radością 🙂
