Tak, też to gdzieś w pewnym momencie do mnie dotarło...
Że ten pośpiech, ten wewnętrzny zamęt to prosta droga do złych wyborów i do poczucia, że jest się po prostu nieszczęśliwą. I właśnie teraz tak to czuję, bardzo silnie, chyba całą sobą to pokazuję że mi źle.
Potrzebuję ludzi, potrzebuję Was jak nikogo. Potrzbuję bycia z innymi, wzajemnego wspierania się, normalności, ciepła, pozytywnych emocji... przyrody, wsi, siebie samej. Czy to tak dużo?
A czuję że sama sobie zrobiłam krzywdę wybierając nie te studia co powinnam. Mam 27 lat i stałam się samotniczką, choć naprawdę nie taka jestem z natury. Chyba ta droga którą idę zaczyna odbijać się też na zdrowiu, boli mnie gardło i to od dłuższego czasu.
Postaram się stanąć na nogi, ale upadam właściwie codziennie 🙁
pozdrawiam Was wszystkich
no i właśnie to jest chyba największy problem... czuję jakbym sama siebie zagłuszała, rozumiecie to w ogóle? jakby coś we mnie próbowało zakrzyczeć samo siebie i przez to rzeczywistość mi się jakoś tak rozjeżdza...
nigdy nie brałam żadnych prochów, od kilku lat nawet jem w miarę zdrowo, ryby, mało cukrów i tego typu rzeczy. więc to chyba nie jest kwestia diety ani chemii w głowie.
myslę że to problem duszy. że gdzieś po drodze skręciłam nie tam gdzie powinnam i teraz to czuję, to takie dziwne bólowe uczucie, bardzo psychiczne... nie wiem jak to opisac inaczej. po prostu boli w środku.
co mam robić?? serio pytam, bo nie wiem 🙁
@jasny-przeplyw szczerze? myslę że żadna wróżka tu nie pomoże... to leży głębiej niż to, co tarot czy crystal ball może dosięgnąć. Psychiatra albo przynajmniej psycholog, ktoś kto naprawdę przeprowadzi cię przez to co czujesz w środku
Właśnie czytam te słowa i jakoś tak mnie to dotknęło... obłędne to jest właśnie słowo, które by mi tu przyszło do głowy.
