Cześć, mam taki problem z teściową i szwagierką. Nienawidzą mnie bo teść zapisał dom na męża zamiast na jego siostrę. Przez 7 lat wysłuchiwałam wszystkich możliwych obelg jakie można sobie wyobrazić. Życzą mi dosłownie wszystkiego najgorszego, łącznie ze śmiercią. Mam dwoje dzieci i starsze już wszystko rozumie... moje dzieci też wyzywają od najgorszych rzeczy.
Martwię się bardzo bo starsze dziecko dużo choruje, często leży w szpitalu. Zaczęłam sie zastanawiać czy to nie ma jakiegoś związku z tymi złymi życzeniami, chociaż nigdy wcześniej nie wierzyłam w takie rzeczy. Teraz juz nie jestem taka pewna...
Czy wierzycie że takie zło kiedyś do nich wróci? Znacie może takie przypadki? Przepraszam za brak polskich znaków.
Szczerze mówiąc nie wierze w żadną transcendentna sprawiedliwość. Mamy mnóstwo przykładów ludzi, którzy postępują nieetycznie, krzywdzą innych i... żyją sobie długo i szczęśliwie. Rozumiem, że jak ktoś jest skrzywdzony, to naturalnie zaczyna liczyć na to, że karma wróci do krzywdziciela, ale racjonalnie patrząc nie ma na to co liczyć.
Takie po prostu jest życie. Co do tego co po śmierci, no cóż, można sobie wierzyć że zostanie to jakoś sprawiedliwie rozliczone, ale to pozostaje tylko wiara, nic więcej.
Nie mówię, że jestem w tej kwestii stuprocentową pewniaczką, ale byłam świadkiem na tyle wielu różnych zdarzeń we własnym życiu, żeby nie traktować tego jako przypadku. Jedna z osób, o których tu wspomnę, sama pewnie nie zdawała sobie sprawy, że była częścią takiego większego procesu. Mogę się mylić co do szczegółów, powiedzmy w jakichś 3%, ale że coś takiego jak „kosmyczna sprężyna” w moim życiu realnie działało, i to zupełnie niezależnie od żadnej konkretnej wiary czy religii, to jest fakt, który dałby się potwierdzić nawet sądownie.
Osoby, które krzywoprzysiężyły podczas procesu, wystawiając zaświadczenia mogące mnie skazać na więzienie, dosięgła karma. Mąż stracił prawo do wykonywania zawodu lekarza, niby wskutek innej sprawy, bo zmarł inny jego pacjent. Sam też już nie żyje. Drugi lekarz, z zupełnie innego środowiska, zmarł mniej więcej rok po tym wszystkim. Trzeci wepchnął z czasem własne dzieci do szpitala psychiatrycznego.
Jedyną osobą, którą ta historia jakoś ominęła, była moja lekarka, która po prostu odmówiła udziału w tym procederze. Ona straciła co prawda stanowisko i cały ośrodek się rozwiązał, ale z powodzeniem prowadziła potem prywatną praktykę. Wytłumaczono jej, jakiej fikcyjnej sprawy uniknęła. Wszyscy oszuści musieli się w końcu sądownie rozliczać, bo chodziło o pieniądze, więc złudzeń tu nie ma.
Osoby, które były u źródeł tych wszystkich rozłamów, mocno już uzależnione od alkoholu, też nie wyszły z tego obronną ręką. Poza wypadkami drogowymi, które z racji tego uzależnienia można byłoby po prostu przewidzieć, one też doprowadziły do tego, że ich własna rodzina trafiła do psychiatryka. Reszta tej „sprężyny”, mimo że znam np. horoskoopy rodzinne, jest dla mnie samej głeboką zagadką i sięga o wiele dalej, niż jestem w stanie odczytać.
Siła Wyższa ma widać długie ręce, ale się nie chwali. Wierzę w Prawo Odbicia naprawdę głęboko, nawet jeśli 90% winowajców robi wszystko, żeby go uniknąć. Dane, które tu opisałam, są anonimowe, ale potwierdzalne.
