Kochani, piszę bo muszę się wygadać, naprawdę nie mam gdzie indziej. I szczerze nie wiem jak sobie z tym poradzić.
Zaczynam odczuwać jakiś wewnętrzny odpływ energii. Zastanawiam się właśnie czy istnieje jakiś Anioł, który czuwa nad wolontariuszami, bo chętnie bym się do niego zwróciła z prośbą o wsparcie...
Od września jestem wolontariuszką, z potrzeby serca, zupełnie świadomie. Odwiedzam starszą Panią w domu opieki. Silny charakter, można powiedzieć 😉 Ale od jakiegoś czasu czuję sie jak automat, który tylko spełnia kolejne prośby. Nie tylko mojej Pani Podopiecznej, ale jakby szerzej.
Zauważyłam że osoby starsze żyją we własnym, zamkniętym świecie. Tłumaczenie im że pracuję dużo, że dojazdy zajmują mnóstwo czasu, że wieczorami jestem wykończona, na nic się zdaje. Staram sie znajdować czas raz w tygodniu, odwiedzam, pomagam. Ale weekend chce miec dla siebie. Mam też chorą mamę, studiuję, nie każdy weekend jest wolny. Ostatnio moja Pani była na mnie zła że nie przyszłam w niedzielę... czuję coraz więcej wymagań i ukrytych pretensji. Wolontariat to przecież coś co robię z własnej woli, nie pod przymusem.
I jest jeszcze coś innego. Jestem tym automatem spełniającym cudze prośby, a sama nie mam nawet z kim pójść na spektakl. Akurat kiedy miałysmy iść, koleżance coś się przydarzyło, rozumiem ból brzucha, naprawde. Ale ten zbieg okoliczności... siedziałam wczoraj sama w domu, a miała być komedia, miałam się wreszcie pośmiać. Zawsze chodzić samej, jeździć samej na wycieczki, to już sie ulewa...
Co to znaczy z punktu widzenia energii? Co się tu właściwie dzieje? Chyba nie umiem brać, tylko dawać. I nie rozumiem dlaczego.
Podpowiedzcie coś jeśli macie podobne doswiadczenia.
no dobra, bo tu chyba chodzi o jedną ważną rzecz którą wiele osób pomija
ty po prostu za dużo dajesz i w jedną stronę. ten wolontariat to pewnie tylko wisienka na torcie, bo deficyt energetyczny musiał narastać wcześniej. starzy ludzie bez bliskich są trochę jak małe dzieci które nie dostały wystarczająco dużo uwagi, dasz im palec to zechcą całą rękę. to nie jest ich wina, po prostu są chorzy i samotni i jak znajdą kogoś kto daje z siebie energię, to zrobią wszystko żeby mieć to jak najczęściej. rozumiem ich, ale to nie znaczy ze ty musisz się na to godzić bez ograniczeń
czas żebyś zaczęła myśleć co chcesz dawać a nie co powinnnas. bo dawanie z radości to jedno, a dawanie z przymusu to coś zupełnie innego. z przymusu to nikomu nic nie daje, ani im prawdziwej pomocy ani tobie satysfakcji, tylko gorzki smak w buzi i jakieś refleksje o tym że jesteś automatem do rozdawania dobra
jest takie powiedzenie że żeby pomagać biednym i chorym, trzeba samemu być zdrowym i bogatym. tzn. musisz mieć więcej sił niż ci, którym pomagasz, bo inaczej po prostu razem z nimi będziesz się wyczerpywać a nie naprawdę pomagać. jak lekarz jest bardziej chory od pacjenta to co z tego wychodzi...
więc najpierw zadbaj o siebie, serio 🙂
żeby nie było, że milczę w temacie... serio nie wiem co tutaj poradzić. siedzę i myślę i nic mi sensownego do głowy nie przychodzi 🙁
