Nie wiem jak to wytłumaczyć i trochę się waham czy w ogóle pisać, ale może ktoś miał coś podobnego. Obudziłam się kilka dni temu z dziwnym znakiem na nadgarstku. Coś jakby trzy równoległe linie, lekko zaczerwienione, nie boli, ale wyraźnie widoczne. Nie pamiętam żebym się uderzyła ani zarysowała. Sypiam sama, kota nie mam. Pierwsza myśl była że to może coś ze snu, ale skóra naprawdę wygląda jakby ktoś to narysował. Czy ktoś w ogóle spotkał się z czymś takim?
To akurat nie jest odosobniony przypadek, sporo osób opisuje podobne rzeczy. Zanim przejdziemy do interpretacji - powiedz mi więcej. Jak głęboko były te linie? Czy bardziej jak zadrapanie, czy jak odcisk, jakby ktoś przyłożył coś twardego do skóry?
Trzy równoległe linie to akurat znak, który pojawia się w kilku tradycjach. Zanim cokolwiek zasugeruję - w którym miejscu dokładnie na nadgarstku? Od strony wewnętrznej, zewnętrznej? I jak były ułożone, poziomo, pionowo, ukośnie?
Trzy poziome kreski na wewnętrznym nadgarstku to może być kilka rzeczy i nie chcę od razu strzelać w jedno wyjaśnienie. Ale powiedz - czy w tym czasie robiłaś coś nowego w domu? Jakieś przestawianie rzeczy, coś nowego przyniosłaś, była u ciebie jakaś obca osoba?
Stary świecznik mosiężny - i tu się zatrzymuję. Czy wiesz skąd koleżanka go miała? Bo przedmioty po kimś mogą ciągnąć za sobą energię, szczególnie jeśli były używane przy jakichś okazjach, nie musi to być nic specjalnego, nawet zwykłe pogrzeby, uroczystości rodzinne.
Ważne, bo pusty lokal przez dłuższy czas to trochę jak otwarte drzwi. Nie dramatyzuję, ale przestrzeń bez obecności ludzkiej potrafi przyciągać rzeczy, które normalnie by się nie zatrzymały. Czy wiesz mniej więcej jak długo stało puste?
Nasilenie rano jest akurat charakterystyczne. W wielu tradycjach przyjmuje się że godziny nocne to czas zwiększonej aktywności, więc ślady po takim kontakcie mogą być najbardziej widoczne zaraz po przebudzeniu. Ale to wciąż nie daje mi pełnego obrazu. Czy budzisz się o podobnych godzinach, czy losowo?
Budzę się zwykle między trzecią a czwartą. Wcześniej spałam normalnie całą noc. Teraz właściwie nastawiam alarm na szóstą ale i tak wstaję wcześniej sama z siebie i potem nie mogę zasnąć.
I co wtedy z nim zrobię? Bo nie chcę go trzymać w nieskończoność, ale też nie wiem czy można go tak po prostu wyrzucić do śmietnika. To brzmi głupio, ale jakoś mi to nie pasuje.
Nie brzmi głupio, zupełnie nie. Wyrzucanie pewnych przedmiotów do śmietnika to rzeczywiście nie jest najlepszy pomysł jeśli mamy podejrzenie że coś za nimi stoi. Ale spokojnie, tym zajmiemy się później. Najpierw wynieś i obserwuj. Jeden krok na raz.
A gdzie konkretnie zamierzasz go wynieść? Bo to też może mieć znaczenie. Do sąsiedniego pokoju to jedno, ale poza mieszkanie to już zupełnie inna odległość energetycznie, nie tylko fizycznie.
Rozumiem tę reakcję, ale spróbuj to przezwyciężyć o tyle, żeby jednak zrobić zdjęcie. Nie dla nas, dla siebie. Żebyś miała dokumentację i mogła sama porównać za kilka dni. To ważne.
Trzy lata. Wcześniej nie miałam nic takiego, spałam normalnie, nie budziłam się w nocy. Wszystko zaczęło się jakieś dwa tygodnie po tym jak dostałam świecznik, może trzy.
Nie wiem dokładnie. Mówiła że dostała go od kogoś z rodziny i miała jakiś czas w domu. Ale nie pytałam o szczegóły kiedy mi go dawała, po prostu wzięłam bo był ładny.
Chyba geometryczne? Ale nie wiem jak to nazwać dokładnie. Takie przeplatające się linie. Jutro przenoszę go do piwnicy, jak będę go owijać to spojrzę uważniej i spróbuję opisać.
Słuchajcie, mam pytanie może trochę z boku, ale czy ktoś brał pod uwagę że te znaki na ciele mogą jakoś korespondować z tymi wzorami na świeczniku? Bo jeśli ten kształt który pojawia się na skórze jest podobny do tego co wyryte w drewnie, to byłoby naprawdę niepokojące.
Szczerze to nie wiem jak to opisać. Nie boli, ale jest jakieś... nie lubię na to patrzeć. Jakby coś mi mówiło żeby nie patrzeć. Może to tylko psychika, może nastraszałam sama siebie. Trudno powiedzieć.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie odzywałam się, ale teraz muszę. Miałam coś podobnego, nie świecznik, ale inny przedmiot z historią, i to uczucie że nie chcesz na coś patrzeć, przy czym nie umiesz powiedzieć dlaczego, to był u mnie jeden z pierwszych sygnałów. Nie mówię że to samo, ale ten opis mnie uderzył.
Dobra, byłam w piwnicy. Świecznik owinęłam i odstawiłam. Wzory... trudno mi to opisać słowami. Takie przeplatające się linie, ale nie przypadkowe, jakby każda miała swoje miejsce. Trochę jak węzeł, ale nie jeden, kilka takich węzłów połączonych. Nie robiłam zdjęcia świecznika, przepraszam, nie mogłam się do tego zmusić. Ale ślad na ręce... jest taki sam.
Spałam w swoim pokoju, a świecznik stał w salonie. To znaczy przez większość czasu. Ale tej nocy kiedy obudziłam się z tym centralnym wzorem na ręce, on był jeszcze w sypialni, bo nie zdążyłam go przenieść. Następnej nocy już był w piwnicy. I wtedy nie miałam nic nowego.
