Nie wiem, czy to właściwe miejsce, żeby to opisywać, ale nie mam pomysłu gdzie indziej. Kilka razy zdarzało mi się, że tuż przed zaśnięciem, kiedy byłam już w takim półśnie, słyszałam wyraźnie czyiś głos. Raz to było moje imię, raz jakieś zdanie, którego nie zdążyłam zapamiętać. Nie był to mój głos ani głos nikogo znajomego. Obudziłam się za każdym razem z poczuciem, że ktoś naprawdę mówił. Czy ktoś miał coś podobnego? Co wy w ogóle o tym myślicie, skąd to się bierze?
To co opisujesz to klasyczne hipnagogiczne słyszenie głosów, ale to tylko nazwa, nie wyjaśnienie. Mnie bardziej interesuje, co dokładnie słyszałaś. To było jedno słowo, zdanie, a może fragment rozmowy? I czy głos brzmiał jakby dochodził z zewnątrz, czy raczej z wnętrza głowy?
Poczekaj, bo to ważny szczegół. Mówiłaś, że to głos starszej kobiety. Znałaś ten głos? Kojarzył się z kimś konkretnym, czy był zupełnie obcy?
Mam dokładnie to samo i bałam się, że coś jest ze mną nie tak. Słyszałam swoje imię wywoływane, kiedy zasypiałam. Raz głos powiedział coś, co brzmiało jak ostrzeżenie, ale nie rozumiałam wszystkich słów. Skąd w ogóle wiadomo, czy to duchowe przeżycie, czy po prostu mózg coś robi sam?
A może to po prostu byłaś zmęczona i mózg coś wymyślił? Słyszę o tych duchach i głosach i zawsze mnie zastanawia, skąd ten pewnik, że to nie jest zwykłe złudzenie. Serio pytam, nie drwię.
Ja miałam kilka razy taki stan i za każdym razem głos był spokojny, nie groźny. Raz usłyszałam coś, co brzmiało jak instrukcja, trzy słowa, których nie pamiętam. Ale obudziłam się z poczuciem, że coś ważnego zostało mi przekazane. To uczucie trwało kilka dni. Czy ktoś jeszcze miał to poczucie ważności bez konkretnej treści?
Zapach to jeden z najczęstszych sygnałów opisywanych przy kontakcie z osobami, które odeszły. I to jest właśnie coś, czego mózg raczej nie generuje samoistnie, bo węch działa inaczej niż słuch w stanach hipnagogicznych. Ale chcę zapytać: ten głos z imieniem i ten zapach, czy zdarzały się blisko siebie w czasie?
Myślę, że to był jakiś rok, może trochę więcej po odejściu babci. Nie natychmiast, nie w żałobie. Właśnie to jest dziwne, że to przyszło z opóźnieniem, kiedy przestałam o tym aktywnie myśleć.
Hej, a czy ktoś miał tak, że głos mówił coś po imieniu, ale imię było inne niż twoje własne? Pytam, bo mnie raz nazwał inaczej i do tej pory nie wiem co z tym zrobić.
To ciekawe pytanie, bo nigdy tak na to nie patrzyłam. Brzmiało jak moje imię, ale... akcent może był inny. Spokojniejszy niż gdy mówi się do kogoś w pośpiechu. Bardziej wyraźny.
Ten nagły powrót do pełnej świadomości bez strachu to coś, co mnie zatrzymuje. Strach byłby naturalny jeśli coś było obce i nieznane. Brak strachu przy jednoczesnym pobudzeniu sugeruje, że na jakimś poziomie to nie było odebrane jako zagrożenie. Czy tak to czułaś?
Czytam ten wątek od początku i mam podobne doświadczenie, tylko nigdy nie rozmawiałam o tym na głos. Też słyszałam raz swoje imię, też bez strachu, ale myślałam, że to po prostu jestem ja. Jak wy w ogóle zaczęłyście traktować to poważnie? Skąd ten punkt, w którym postanowiłyście, że to nie jest tylko mózg?
Przy zasypianiu. Byłam jeszcze przytomna, ale już bardzo rozluźniona. Nie był to sen - nie zdążyłam zasnąć. Głos przyszedł zanim w ogóle straciłam świadomość.
A wracając do tego imienia, które słyszałam - czy ktokolwiek próbował sprawdzać skąd takie imiona mogą pochodzić? Pytam, bo zastanawiałam się, czy to może być coś z linii rodzinnej, o czym po prostu nie wiedziałam.
Nie wprost. Rozmawiałam z mamą o babci, ale bardziej o wspomnieniach. Przy okazji dowiedziałam się rzeczy, których wcześniej nie znałam. Nie powiem, że to potwierdziło głos, bo to by było za dużo. Ale było kilka zbieżności, które mnie zaskoczyły.
A to jest ważna obserwacja. Spontaniczne kontra celowe. Czy ktoś ma doświadczenie z obiema wersjami i może powiedzieć jak bardzo się różnią? Bo jeśli jakość głosu jest inna, to może to mówić coś o źródle.
Ja miałam kiedyś taką sytuację, że próbowałam celowo i nic. A potem kilka tygodni później coś przyszło samo, kiedy w ogóle nie myślałam o żadnym stanie granicznym. Jakby to działało na odwrót niż intuicja podpowiada.
U mnie też był poprzedzający stan. Ten wieczór kiedy to usłyszałam był spokojny, ale wcześniej przez kilka dni byłam w jakimś szczególnym napięciu. Nie złym, raczej takim wyczekiwania na coś, czego nie umiałam nazwać. Dopiero po tym doświadczeniu to napięcie zniknęło.
Ja próbowałam coś, czego się trochę wstydzę. Nagrałam siebie jak zasypiałam. Myślałam, że może coś usłyszę. Oczywiście nic nie było na nagraniu. Ale samo próbowanie dało mi poczucie, że szukam czegoś z zewnątrz, kiedy może to jest coś innego zupełnie.
Przepraszam, że wchodzę z boku, bo czytam ten wątek od dłuższego czasu i nie odzywałam się. Ale mnie uderzyło coś innego. Kilka osób mówiło, że głos był jakby spoza, nie z zewnątrz fizycznie, ale nie ze środka tak jak myślenie. Czy da się to w ogóle jakoś umiejscowić, skąd on był?
Wracając do pytania, które zadałem wcześniej, bo myślę, że warto przy nim zostać. Czy ktoś, kto opisywał głos bez kierunku, próbował ustalić, czy to zmieniało się przy kolejnych doświadczeniach? To znaczy, czy ta bezprzestrzenność była stała, czy przy którymś razie głos miał jednak jakiś punkt wyjścia?
Nie wiem czy to był moment świadomy. Raczej tak wyszło, bo pytanie się z czasem zrobiło mniej pilne. Zanim zaczęłam myśleć o tym skąd, najpierw musiałam przetrawić co. A kiedy skończyłam z co, to skąd już nie miało tej samej wagi.
Czytam to i mam szczere pytanie, bo mi coś nie gra. Mówimy o filtrowaniu, o wskaźnikach wiarygodności głosu, ale przecież wszystkie te metody weryfikacji są wewnętrzne. To znaczy, że sprawdzasz jednym produktem własnego umysłu inny produkt własnego umysłu. Nie mówię, że to bez wartości, ale czy ktoś widzi w tym problem?
Próbowałam. Ale problem był taki, że kiedy zaczynałam pisać, już byłam za bardzo przytomna. Ten moment jest naprawdę krótki. A kiedy celowo nie zasypiam do końca, żeby złapać ten stan, to paradoksalnie głosów nie ma albo są inne.
Zostało jako coś więcej niż ciekawostka, ale mniej niż odpowiedź. Zdanie brzmiało mniej więcej tak, że "to nie jest pytanie o czas". I przez kilka dni nie wiedziałam co z tym zrobić, bo nie pamiętałam żadnego pytania, które by do tego pasowało. Potem wróciło do mnie coś, co myślałam przed zaśnięciem i nagle miało sens. Ale to mogła być też zwykła racjonalizacja po fakcie.
Chyba tak, ale inaczej. Nie tyle przestawiłam się na własną reakcję, co zaczęłam traktować głos i siebie jako jedno zdarzenie, nie dwa oddzielne. Że głos nie jest czymś co przychodzi do mnie, tylko czymś, w czym jestem razem z nim. Nie wiem czy to ma sens poza moją głową.
