Przychodzę tu bo nie wiem z kim pogadać o czymś takim. Zdarzają mi się chwile kiedy bez żadnego konkretnego powodu ogarnia mnie jakiś dziwny, ciężki niepokój... jakby coś złego miało nadejść. Najbardziej boję się o kogoś mi bliskiego, mam takie przeświadczenie że chodzi o wypadek samochodowy.
Jak byłam mała, przez długi czas kręciła mi się po głowie śmierć taty. Widziałam jego odejście i siebie w tamtej chwili, jak bardzo to przeżywam. Bałam sie tego, bo nie rozumiałam skąd to przychodzi. Ojciec umarł kiedy miałam 13 lat, całkowicie niespodziewanie, nagle. I wtedy poczułam się jak ktoś, kto to wiedział od zawsze, taka dziwna wyrocznia której nikt nie słuchał.
Teraz ten niepokój wrócił i dotyczy mojego chłopaka. Szczerze mówiąc, nie wiem co z tym robić ani jak to interpretować. Może po prostu za dużo myślę i zakręcam się w kółko wokół tych "a co jeśli"... ale może to jednak coś więcej. Właśnie to mnie trapi.
chodzi ci o myśli które sieja niepokój i powodują że człowiek nie może normalnie funkcjonować. trzeba je odrzucać, nie dawać im sie rozwijać. jak już przyjdą, to nie analizuj ich, nie roztrząsaj, po prostu odpychaj. bo jak zaczniesz je rozważać, to wchodzisz w obsesję i ciężko wyjść.
my często traktujemy takie myśli jak swoje własne, akceptujemy je, a one nas ranią i to czasem naprawdę głęboko. a przeciez intuicyjnie czujesz że one są ci obce, że niepokoją cię właśnie dlatego że nie należą do ciebie. to jedyny sposób żeby sobie z nimi poradzić, trzeba je kontrolować i nie wpuszczac do środka.
i jeszcze jedno, nie wolno też przyjmować takiego negatywnego przeznaczenia, które paralizuje i zmusza do akceptowania złego. bo jest też dobre przeznaczenie, dobra strona. i jak to zaakceptujesz, to naprawdę nie możesz przegrać. intuicja to też czuje, to co dobre jest bezpieczne, nie budzi w nas niepokoju 🙂
no wiecie co, to trochę tak jakby powiedzieć że każdy z nas może być prorokiem 🙂 bo sam fakt, że ktoś od małego widział śmierć ojca i on faktycznie umarł kiedy ta osoba miala 13 lat... to jeszcze za mało żeby mówic o jakimś darze czy przeczuciu. to mogło być zwykłe dziecięce lęki, fantazje, cokolwiek. gdyby ktoś najpierw poczuł to "zło", a potem ojciec umarł mniej więcej w tym samym czasie, to wtedy owszem, byłoby się czym zastanowić i o czym gadać. ale tak? to zbyt mała próbka żeby wyciągać wnioski
kiedy moja mama zginęła w wypadku samochodowym, akurat pytałam taty czy ktoś w naszej rodzinie kiedyś zginął właśnie w wypadku... i potem się okazało ze to było dokładnie w tym samym czasie 🙁 to był dla mnie szok.
potem zginął mój przyszywany wujek i to też było dziwne, bo rozmawiałam wtedy z jego żoną i gadałyśmy o tym, że prowadzi taki tryb życia, że jakby coś sie stało... no i jego śmierć była dla mnie jakoś tak "oczywista", choć brzmi to strasznie
takich chwil miałam w życiu naprawdę dużo. i dlatego teraz, kiedy dzieciaków nie ma w domu a Erka gdzieś jedzie na sygnale, to staram się odpędzać złe myśli, żeby nie zapeszyć. serio nie lubię tych swoich przeczuć, bo zazwyczaj coś znaczą i to mnie przeraża...
mogłabym o tym opowiadać bardzo długo 🙂
