Miałam dość długi i szczegółowy sen, więc postaram się go wiernie opisać.
Jechałam rowerem przez las i napotkałam nieznajomego chłopaka, naprawdę uroczego. Zaczęliśmy rozmawiać, sypał mi komplementami, w końcu mnie pocałował, ja odpowiedziałam tym samym i jakoś tak naturalnie okazało się, że jesteśmy razem. W następnej chwili znaleźliśmy się już w moim domu, gdzie widziała nas moja babcia i rodzice. Mówił do mnie dużo miłych rzeczy, że jestem ładna i tak dalej. Potem oznajmił, że musi już iść. Chciałam szybko zadzwonić do przyjaciółki i powiedzieć jej o chłopaku, ale nie zdążyłam, bo nagle pod domem pojawił się on wraz z jakąś dziewczyną z obozu i jej chłopakiem (wcześniej przeglądałam ich zdjęcia na fejsie, stąd pewnie to skojarzenie we śnie). Chcieli wejść do środka, zupełnie mnie ignorując. Zapytałam go dlaczego się nie wita, a on oświadczył zimno, że nigdy mnie nie kochał, że sobie ze mnie żartował i że nie chodziłby z kimś tak brzydkim jak ja. Rozpłakałam się i poszłam za nimi do pokoju, gdzie zaczęli wyrzucać moje ulubione sukienki i tiszerty na podłogę. Pobiegłam po mamę, ale gdy wróciłyśmy ubrania już zniknęły. W szafie zostały tylko cztery koszulki, których szczerze nie lubię.
Mama chciała dzwonić na policję, ale ja uświadomiłam sobie, że nawet nie znam imienia tego chłopaka. Pamiętałam tylko, że był ładny. Mama zadzwoniła mimo to, a ja wyjrzałam przez okno i zobaczyłam mnóstwo moich rzeczy rozrzuconych przy sąsiedzie na ulicy. Krzyknęłam do chłopaka przez okno, czemu to zrobił, odpowiedział że chciał mi dopiec i sobie poszedł. Pojechaliśmy wszyscy na policję, rodzice weszli do środka a ja zostałam w samochodzie. Podjechała grupa jego kolegów, okrążyli samochód, gadali coś czego nie pamiętam, jeden z nich wspominał że jakąś gwiazdą reklamowała ten samochód...
Kiedy wróciliśmy do domu, znów zaczęli mnie osaczać, więc uciekłam na tył podwórka i schowałam się w wielkim prześwitującym kloszu, zamknęłam się w nim. Ten chłopak przyszedł i powiedział że i tak mnie dopadnie, po czym wszyscy odeszli. Ja zostałam w środku i płakałam, czułam chyba też lęk. Po chwili zobaczyłam jak od bramy idzie moja ciocia, za którą niespecjalnie przepadam. Spytałam ją jak się tu dostała i czy chłopcy jej nie zaczepiaki, ale ona była zdziwiona i powiedziała że żadnych chłopaków nie zauważyla. Odeszła w stronę domu babci. Widziałam jeszcze jak mój piesek ucieka przez dziurę w płocie, chciałam pobiec za nim, ale jednak zostałam. Wzięłam telefon żeby zadzwonić do przyjaciółki i powiedzieć jej o wszystkim, ale się powstrzymałam bo stwierdziłam, że mnie wyśmieje za to że tak naiwnie poleciałam na tego ładniusia. I w tym momencie się obudziłam.
no tego to szczerze nie słyszałem jeszcze... chłopak którego nie znasz zabiera ciuchy? to brzmi jak jakis film albo coś 😀 ciekawy przypadek, trzeba przyznać
hm, no ciekawy przypadek, nie powiem... trochę dziwne to wszystko 🙂
no i właśnie to jest najdziwniejsze w tym wszystkim... to słowo „zhykat” pojawia się tu jakby nigdy nic i człowiek siedzi i drapie się po głowie co to w ogóle znaczy 😀 serio, pierwszy raz coś takiego widzę na forum
