Piszę w imieniu swojej przyjaciółki, bo sama prosiła żebym opisała tę sytuację.
Zdarzyło się to dokładnie w Wigilię. Przyjaciółka mieszka na piątym piętrze wieżowca. W pewnym momencie, bez żadnego widocznego powodu, samo otworzyło się okno w kuchni. Na parapecie stały grzyby odstawione do ostygnięcia i oczywiście pospadały, przewrócił się też kwiatek stojący obok. Okno zamknięto. Kiedy przyjaciółka z mamą zaczęły sprzątać ten bałagan, po może pięciu minutach okno w kuchni otworzyło się ponownie. Moja koleżanka była akurat w kuchni i mówi, że nie poczuła absolutnie żadnego przeciągu.
I w tym samym momencie w pokoju obok choinka stojąca przy drzwiach przeleciała przez cały pokój i wybiła szybę w oknie. Duży kwiatek w doniczce też się przewrócił i wybił kolejną szybę. Odłamki wylądowały na dole pod blokiem, na szczęście nikomu nic się nie stało, ale to było naprawdę groźne.
Można oczywiście powiedzieć, że to zwykły przeciąg, ale okno w kuchni nie leży naprzeciw okna w pokoju, więc nie tworzy się prosta linia przewiewu. No i ta koleżanka będąca w kuchni nic nie poczuła...
Na domiar wszystkiego tego samego dnia mama przyjaciółki trzymała w rękach kieliszek od szampana i dosłownie rozsypał jej się w dłoniach.
Zastanawiam się, czy to wszystko razem, w takim dniu i w takim czasie, może coś oznaczać. Co o tym myślicie?
hmm, może to nie ta sama historia, ale jakiś wspólny mianownik tu jest...
Znam jedną osobę, która mieszka w domu po swojej nieżyjącej już babci. I zawsze, kiedy komuś bliziemu ma się coś przydarzyć, coś się u niej tłucze, kieliszki, wazony, różne szklane rzeczy. Pewnego dnia roztrzaskał jej się duży kryształowy wazon. Nikomu nic nie mówiła o tym, ale po kilkų dniach zaczęła wydzwaniać do teściowej i do matki, żeby sprawdzic czy wszystko dobrze. No i okazało się że umarł ktoś z rodziny po stronie matki. Dziwne, prawda?
@zlota-lilia o właśnie, to mi przypomniało coś z własnej rodziny. Trzy dni zanim umarła moja Babcia, w mieszkaniu rodziców spadło ze ściany duże lustro. I wiesz co było dziwne? Hak, na którym wisiało, nadal tkwił w ścianie, ani drgnął... a samo lustro, mimo że rąbnęło o podłogę z naprawdę głośnym hukiem, nawet się nie rozbiło. Rodzice byli zaskoczeni, bo no, co to się w ogóle dzieje. A po śmierci Babci to lustro zaczęło jakby mętnieć, takie lekko zaparowane, troche jak szyba w łazience. Wyrzucili je w końcu i powiesili nowe, i to nowe już zachowywało sie zupełnie normalnie, żadnych dziwactw 🙂
