Przepraszam, że zaczynam nowy wątek w tym temacie, ale naprawdę nie wiem gdzie indziej się zwrócić z czymś takim.
Piszę tu na serio, nie ma tu żadnej prowokacji ani zabawy. Obserwuję u siebie pewne powtarzające się rzeczy już od dłuższego czasu i w końcu zebrało się tego tak dużo, że nie potrafię tego już zbywać słowem „przypadek”.
Chodzi o to, że zauważyłam pewien schemat. Kiedy patrzę na kogoś, tak zwyczajnie, mimochodem, ta osoba bardzo często w tym samym momencie przewraca się, potyka, coś jej wypada z rąk. Powiem konkretnie co obserwowałam: w supermarkecie komuś posypały się zakupy akurat gdy na niego spojrzałam, dziecko bawiące się na schodkach przewróciło się i zaczęło płakać, kobieta na chodniku potknęła się przechodząc tuż obok mnie. Najbardziej niepokojący był przypadek na dworcu, spojrzałam na mijającego mnie mężczyznę i on nagle upadl, dostał drgawek...
Gdyby to były jednostkowe sytuacje, pewnie w ogóle bym na nie nie zwróciła uwagi. Ale to zdarza się na tyle regularnie, że zaczęłam się poważnie zastanawiać czy to nie JA jestem tu jakimś czynnikiem.
Wiem jak to może brzmieć. Sama zresztą żartuję sobie z tego przy chłopaku, bo gdy coś takiego się zdarza (a zdarza się wcale nierzadko), mówię mu „to przez to, że na niego spojrzałam”. Ale gdzieś z tyłu głowy mam coraz mniej pewności, że to tylko żart.
Jest jeszcze jedna rzecz. Bardzo często przepalam żarówki, wysiadają niemal od razu po tym jak je zapalę.
Zastanawiam się czy nie mam w sobie jakieś wyjątkowo silnej energii... może nie złej, bo naprawdę nikogo nie chcę skrzywdzić, to dzieje się bez mojej woli. Ale silnej. Co o tym myslicie?
Szczerze? Jestem dość sceptyczny wobec całej tej narracji „co we mnie siedzi”. W większości przypadkow kiedy ludzie pytają o takie rzeczy, okazuje się że to kwestia psychiki, stresu, może jakiegoś nierozwiązanego konfliktu wewnętrznego... a nie żadna zewnętrzna istota czy energia. Nie mówię że nie wierzę w nic, ale zanim zacznie się szukać demonów albo duchów, warto najpierw wykluczyć sprawy przyziemne. Byłem na kilku takich forach i zawsze widzę ten sam schemat: ktoś opisuje niepokój, dziwne sny, poczucie obcości i od razu pojawiają się teorie o opętaniu, pasożytach energetycznych itp. A potem się okazuje że człowiek miał po prostu trudny okres w życiu albo zaczął za dużo czytać o ezoteryzmie i zaczął interpretować wszystko przez ten filtr. Nie twierdzę że tak jest w każdym przypadku, ale warto zachować trochę zdrowego rozsądku zanim pójdzie się do „specjalisty” od czyszczenia aury.
@kamien404 piszę z własnego doświadczenia, więc może to co powiem wyda Ci się trochę za bardzo „kościelne” ale czytaj dalej bo myślę że to ważne 🙂
Powiem tak, czy jesteś osobą wierzącą? Bo jeśli nie, to moje słowa mogą brzmieć dziwnie albo uproszczenie, ale i tak spróbuj przeczytać do końca. A jeśli tak, to możesz spokojnie zweryfikować co mówię np. z Pismem świętym.
Patrząc na świat oczami wierzącego, można wyróżnic dwie warstwy, materialną i duchową. Tę pierwszą znamy całkiem dobrze. Drugą praktycznie wcale, bo nie mamy zmysłów żeby ją poczuć ani wiedzy żeby ją ogarnąć. Ale nawet intuicyjnie czujemy że ona istnieje i że ma wpływ na nasze życie. Nawet niewierzący ludzie mówią czasem „tak miało być”, czyli gdzieś w środku przyjmują że jest jakieś COŚ lub KTOŚ.
W tym świecie duchowym toczy się coś w rodzaju rywalizacji między dobrem a złem, zresztą podobnie jak u nas. Dobro nas kocha i doradza. Zło oszukuje, kłamie i dręczy.
Człowiek sam z siebie nie posiada zdolności o których piszesz, to są szeroko rozumiane zdolności jasnowidzenia. Ale w połączeniu z jakąś Mocą może zacząć te „dary” otrzymywać i na początku wydają się dobre, nawet pomagają innym. Problem w tym że prędzej czy późnie ten który Moc przekazuje wystawia rachunek... i wtedy zaczynamy te zdolności nienawidzić. Ludzie przeżywają wtedy stany podobne do Twojego, plus niespokojny sen, agresja itp.
Warto więc zapytać skąd ta Moc pochodzi. Może od Dobra? Ale Dobro właśnie w Pismie świętym pisze żebyśmy się takimi rzeczami nie zajmowali, polecam ostatni rozdzial Apokalipsy. Poza tym Dobro które nas kocha nie wystawiałoby nam takiego rachunku...
Jeśli więc nie Dobro, to może Zło. Sama to rozważ.
A jeśli Zło, to pojawia się pytanie jak je pokonać. I tu mamy problem bo sami nie mamy narzędzi do operowania w świecie duchowym. Potrzebujemy pomocy. I tę pomoc mamy właśnie w Dobrze, w tym co chrześcijanie nazywają Bogiem.
Wiem że to trudne, bo często relacja z Nim jest zerwana albo jej wcale nie było. Nie znamy Go, nie rozpoznajemy kiedy do nas mówi.
Ale jednocześnie jest to proste, bo nasz Tatuś w niebie marzy wyłącznie o naszym szczęściu 🙂 Wystarczy podjąć decyzję czy chcemy Go zaprosić do naszego życia. On czeka na zaproszenie, i to jest dokładnie odwrotnie niż ze Złem.
A jak chcemy Go zaprosić to po prostu rozmawiajmy z Nim, normalnie, jak z człowiekiem. Potem skupmy się w ciszy i słuchajmy. Czyli po prostu módlmy się
mysle ze to moze troche rzucic swiatlo na sprawe... o ile w ogóle jest tu cos do wyjasnienia 🙂
@kamien404 dziękuję, może rzeczywiście coś to wyjaśni 🙂
Skoro data urodzenia może coś powiedzieć, to proszę: 14.07.1977.
Co do samego pytania czy to zło czy dobro we mnie siedzi... szczerze mówiąc sama nie wiem co o tym myśleć. Niezły mam teraz mętlik w głowie.
Z tym snem na przykład nie mam żadnego problemu, śpię mocno i głęboko, a nawet chętnie bym spała dłużej 😉 Agresywna też jakoś szczególnie nie jestem, no denerwuję się czasem jak każdy, ale w normalnych granicach 🙂
Zagadką są dla mnie właśnie te sytuacje, które opisałam wczesniej. Bo ja naprawdę nie mam nad nimi żadnej kontroli, nie chcę żeby się wydarzały i nie skupiam się na żadnej osobie myśląc sobie „a teraz sobie zrób krzywdę”... po prostu się to dzieje, zupełnie bez mojego udziału.
No wlasnie, nie wiem co o tym sądzić. Muszę się porządnie nad tym zastanowić.
Jeśli ktoś ma jeszcze jakieś pomysły to piszcie, chętnie poczytam!
@kamien404 dziękuję Ci za tę odpowiedź, naprawdę 🙂
Twoje słowa bardzo dużo dla mnie znaczą. Chciałam zapytać wprost, jak właściwie mogłabym tę energię wykorzystać w pozytywny sposób? W jakim kierunku powinnam iść, od czego zacząć, gdzie szukać wskazówek?
Napiszę może coś więcej o sobie, bo może to pomoże. Kiedys pisałam sporo, poezję, trochę prozy. Zdarza mi się wracać do tego i teraz, ale rzadko, bo praca i brak czasu swoje robią.
Pracuję jako kosmetyczka i makijażystka. Lubię ten zawód, a szczególnie masaże, i właśnie przy jednym z nich klientka powiedziała mi, że mam „uzdrawiający dotyk” i że powinnam pomyśleć o masażu rehabilitacyjnym. Co ciekawe, była to osoba z branży, znawczyni wielu technik masażu, sama prowadziła ośrodek rehabilitacji, wiec nie były to słowa powiedziane tak sobie. Makijaż też mnie bardzo kręci, tam mogę się wyrażać artystycznie 😉
Ale mimo tego wszystkiego czuję jakiś BRAK. Coś mi wyraźnie nie dostaje, choć nie potrafię powiedzieć czego dokładnie. I chyba właśnie ta nieswiadomość jest najtrudniejsza do zniesienia...
Pozdrawiam serdecznie 🙂
@mandala602 hej, słuchaj, to co napisał kolega wyżej to tylko jego prywatna interpretacja i tyle. Poczekaj spokojnie aż więcej osób się tu wypowie, bo on sam zaznaczył że może się mylić. Nikt z nas nie jest wyrocznią i nie warto traktować tego jak ostateczną odpowiedź na wszystko. Po prostu bądź cierpliwa 🙂
