Ozwiena, nie odpowiedziałaś na moje pytanie o czas od odejścia teściowej. to jest istotne i chyba jeszcze nie padła odpowiedź. jeśli mieścimy się w pierwszych czterdziestu dniach to kontekst jest jeden, jeśli minęło już więcej to jest inny. nie musisz podawać dokładnej daty, ale orientacyjnie.
dwadzieścia dni. to jest środek tego okresu o którym Sigilmistrz mówił, i nie tylko w tradycji słowiańskiej, to pojawia się w wielu systemach. zrobiłam mały rozrzut kart wieczorem myśląc o tym wątku, nie powiem że to interpretacja dla Ozwieny bo nie znam jej układu, ale to co wypadło dotyczyło spokojnej obecności a nie niepokoju. wzruszenie bez strachu pasuje do tego obrazu.
Jola, z całym szacunkiem, ale robienie kart do cudzego wątku na forum to trochę ryzykowne. sama przyznajesz że nie znasz układu Ozwieny. nie podważam że miałaś intencję pomocy, ale takie ogólne 'wypadła mi spokojna obecność' można przyłożyć do każdej sytuacji żałoby. to nie jest interpretacja, to jest ogólnik.
dwadzieścia dni i jabłoń i równy rytm i wzruszenie. to jest dużo zbiegających się elementów. nie twierdzę że każdy z nich coś znaczy z osobna, ale kiedy zestawiam je razem to mam wrażenie że Ozwiena jest w środku czegoś spójnego, czy interpretuje to duchowo czy nie
Runomira, to jest błąd apofenii, łączenie niezależnych danych w spójny wzorzec bo mózg tego szuka. jabłoń rośnie od lat, czas od odejścia teściowej to fakt niezwiązany z huśtawką, wzruszenie to reakcja emocjonalna. każde z tych osobno jest neutralne. zestawienie ich razem to nasza interpretacja, nie obiektywny wzorzec.
czytam tę wymianę między Runomirą a Beryl i nie wiem po czyjej stronie stanąć. bo z jednej strony rozumiem co Beryl mówi o apofenii, naprawdę. ale z drugiej strony siedzę tu i wiem jak się czułam tamtej nocy i to nie było neutralne. nie wiem jak to wytłumaczyć nie brzmiąc jak ktoś kto za wszelką cenę szuka cudu
hej, trochę pogubiłem się w tej dyskusji. znaczy czytałem od początku ale wy tu gadacie o apofenii i mechanizmie przyczynowym a ja chcę się zapytać Ozwieny wprost, co czujesz teraz, kilka dni po tym zdarzeniu? czy to minęło czy nadal jest jakieś poczucie że coś jest w tym ogrodzie?
Ozwiena, to co opisujesz, że nie brzmiało neutralnie, to jest właśnie to. nikt nie prosi cię żebyś to tłumaczyła racjonalnie ani irracjonalnie. jest jak jest. pytanie które warto sobie zadać nie brzmi 'co to było' tylko raczej 'co chcę z tym zrobić'. to jest różne i to tylko ty możesz wiedzieć
to że jesteśmy dwadzieścia dni po odejściu to zmienia optykę dla mnie. nie mówię że przesądza, ale zmienia. w wielu podejściach ten czas to okres kiedy cokolwiek chce przekazać, szuka ostatniego kontaktu przed przejściem. Ozwiena, teściowa lubiła ten ogród? jabłoń tam była od dawna?
ok, to juz jest coś innego. jabłoń posadzona przez teściową, huśtawka pod nią, dwadzieścia dni po odejściu. to nie jest tylko zbieżność w numerach, to jest zbieżność w miejscu które miało dla niej znaczenie. Beryl, czy to zmienia twój rachunek?
zatrzymuję się na tym co Ozwiena napisała, bo to jest nowa informacja i nikt wcześniej o tym nie pytał. jabłoń sadzona przez nią, huśtawka dokładnie tam. to nie zmienia fizyki zjawiska oczywiście, ale to zmienia kontekst w który całość jest osadzona. rozumiem że dla Beryl fizyka zostaje ta sama, ale chyba wszyscy przyznamy że to nie jest bez znaczenia
ojej, właśnie doczytałam o tej jabłoni i dosłownie dostałam gęsiej skórki. to jest coś naprawdę niezwykłego że akurat tam stoi ta huśtawka. dziękuję że to powiedziałaś Ozwiena, to bardzo dużo tłumaczy tego co czułaś
ja mam inne pytanie, trochę z boku. Ozwiena, czy ktoś z rodziny wie o tym zdarzeniu? mąż, dzieci? i jak oni to odebrali, jeśli w ogóle powiedzałaś?
mąż powiedział coś mądrego, nawet jeśli przez zęby. 'lubiła tu być, nic dziwnego że zostaje chwilę' - to jest właściwie wszystko. czy to fizyka czy coś innego, to zdanie ma sens na obu poziomach, nie?
wracam do wątku z nagraniem bo zostało trochę zawieszone w powietrzu. Ozwiena mówiła że jakość nocna jest słaba, ale czy na nagraniu przynajmniej sam ruch huśtawki jest wyraźny? tzn czy widać AMP amplitudę wahań, jak duże były? to by cos mówiło niezależnie od żywopłotu
nie mierzyłam amplitudy, nie wpadło mi to do głowy. ale wracając pamięcią, to nie było duże kołysanie. raczej spokojny, rytmiczny ruch, nie coś gwałtownego. jak gdyby ktoś siedział i delikatnie się bujał a nie jak wiatr który by nią szarpał
spokojny rytmiczny ruch. to jest akurat bardzo konkretny opis. wiatr rzadko daje ten efekt 'ktoś spokojnie siedzi', raczej daje nierówne impulsy. oczywiście to tylko opis z pamięci a nie pomiar, ale jednak
jabłoń, dwadzieścia dni, miejsce które miało dla niej znaczenie, spokojny rytm. Ozwiena, nie wiem co to jest i nie powiem ci że wiem. ale powiem ci że jeśli to coś, to nie jest nic czego się bać. to co opisujesz brzmi jak pożegnanie, nie jak niepokój. i to uczucie wzruszenia, a nie strachu, jest tu chyba ważnym drogowskazem
hej, słuchajcie, ale czy Ozwiena ma zamiar jeszcze czekać na kolejną noc i sprawdzać? bo ta rozmowa trwa od dłuższego czasu i nadal nie ma żadnych nowych danych, tylko analizujemy to jedno zdarzenie w kółko
