Zacznę od tego, czego nie powiedziałaś - ile ma lat to dziecko? Bo przy małych dzieciach, powiedzmy do 6-7 roku życia, lęki nocne to naprawdę bardzo częste zjawisko fizjologiczne i mózg sam to potrafi wyprodukować bez żadnej pomocy z zewnątrz. Natomiast te zasłony mnie interesują. Masz wyczuloną intuicję, że to nie jest przeciąg, skoro to piszesz - co konkretnie widziałaś?
Dodam tylko, że godzina 3 w nocy jest w tradycji parapsychologicznej nazywana godzinę demona albo czarną godziną i faktycznie bardzo wiele relacji o przebudzeniach skupia się właśnie wokół przedziału 3:00-3:30. Nie mówię, że to dowód na cokolwiek, ale wzorzec istnieje. Eleonorka56 masz rację z tym pytaniem o ruch zasłon - to naprawdę kluczowy detal.
Boże, czytam i mam ciarki. Dziękuję, że w ogóle poruszacie ten temat, bo sama przez kilka miesięcy doświadczałam dziwnych rzeczy w domu i nikt nie chciał mnie słuchać. Chciałam zapytać - czy w pokoju dziecka jest jakiś stary mebel, który ktoś przyniósł z zewnątrz? Coś przejętego po kimś, kto już nie żyje?
To z tymi meblami to ważny trop, ale mam pytanie do osoby, która założyła wątek - piszesz, że włosy się wiją. Czyje włosy? Dziecka podczas krzyku, czy twoje własne, jak stoisz przy nim? Bo to są dwie zupełnie różne sytuacje.
Przepraszam, ale muszę powiedzieć to co myślę - zanim sięgniemy po ektoplazmy i czarne godziny, to warto wykluczyć kilka rzeczy przyziemnych. Nieszczelna instalacja gazowa, nawet minimalna, może powodować halucynacje wzrokowe, dziwne wrażenia, niespokojny sen. Okna i drzwi zamknięte nie wykluczają mikroszczelinowych nieszczelności w ścianach. Czy ktoś sprawdzał te pomieszczenia detektorem?
Trochę się gubię w tej dyskusji. Czy ktoś mógłby wyjaśnić co konkretnie miałaby zrobić ta mama jako pierwsze? Sprawdzić instalację gazową, okadzić pokój, zabrać meble - jak to ma wyglądać w praktyce? Bo jak czytam, to każda opcja wydaje się równie prawdopodobna i nie wiem od czego zacząć, jakbym była na jej miejscu.
Zgadzam się z Ulcia90 co do obserwacji, ale mam pytanie - czy przy tych przebudzeniach dziecko na kogoś patrzy? To znaczy, czy jego wzrok jest gdzieś skupiony w konkretnym miejscu w pokoju, czy jest nieobecny, wpatrzony w dal? Bo dzieci podczas lęków nocnych mają zwykle ten charakterystyczny nieobecny wzrok. Natomiast skupienie wzroku na konkretnym punkcie to już zupełnie inna historia.
Czytam to wszystko i mam pytanie, może głupie - jeśli to jest jakiś duch albo obecność, to dlaczego miałby nękać akurat dziecko? Dorośli śpią w tym samym domu i nic? Czy dzieci są z jakiegoś powodu bardziej... widoczne dla takich rzeczy?
Dodam do tego co powiedziała Zenobia - jest też aspekt numerologiczny, o którym rzadko się mówi w takich sytuacjach. Wiek dziecka może mieć znaczenie w kontekście tzw. cykli podatności. Lata 3, 7 i 12 to w wielu tradycjach okresy przejściowe. Dlatego ponawiam pytanie o wiek - to naprawdę nie jest szczegół bez znaczenia.
A ja wróciłabym jeszcze do tych zasłon, bo nikt tak naprawdę nie odpowiedział wprost - jeśli wszystkie okna i drzwi są zamknięte i nie ma żadnego nawiewu, to ruch zasłon jest czymś, co trudno wytłumaczyć fizycznie. Klimatyzacja w pokoju? Wentylacja mechaniczna? Czy to stary dom czy nowe budownictwo? W nowych blokach wentylacja mechaniczna potrafi robić cuda.
Przepraszam, że znowu się wtrącam, ale czy nikt nie zapytał jeszcze o historię tego miejsca? Czy wiadomo, co było wcześniej w tym domu albo mieszkaniu? Bo u mnie okazało się, że poprzednia lokatorka ciężko chorowała i zmarła właśnie w pokoju, który później był sypialnią dziecka. Nie chcę straszyć, ale czasem odpowiedź jest w historii miejsca.
Faktycznie, ten wątek rozrósł się dość żywo, ale założycielki tematu jak nie było, tak nie ma. Mam nadzieję, że nic się nie dzieje i że po prostu nie ma czasu odpisać, a nie że sytuacja się nasiliła. Zostawmy pytania otwarte i poczekajmy - myślę, że wróci.
Cieszę się, że Celestyn to napisał, bo i ja się zaczęłam niepokoić. Mam nadzieję, że sytuacja w domu nie jest gorsza niż opisywała. Ale dopóki nie wróci, może skupmy się na tym, co już wiemy - zasłony, krzyki o tej samej godzinie, włosy. To i tak jest dość dużo materiału do omówienia.
Właśnie, bo ja wciąż myślę o tych włosach. Nikt nie odpowiedział wprost na pytanie Ewuni. Jeśli to włosy dziecka, które się wiją podczas krzyku - to jest bardzo specyficzne. Widziałam coś podobnego opisywanego w jednym opracowaniu o poltergeistach skupionych wokół dzieci. Ale jeśli to włosy mamy - zupełnie inna sprawa. Eleonorka56 ty wspominałaś o odpychającym polu - czy to może działać tak wybiórczo, na jedną osobę w pokoju?
Zatrzymajmy się przy tej elektryczności statycznej, bo to jest ważne. W kilku udokumentowanych przypadkach poltergeistowych - mam tu na myśli opracowania Rollanda i Baugha z lat osiemdziesiątych - rzeczywiście mierzono podwyższone ładunki elektrostatyczne w pokojach, gdzie dochodziło do zjawisk. Ale elektryczność statyczna może mieć też zupełnie prozaiczne przyczyny. Syntetyczna pościel, wykładzina, suche powietrze zimą. Zanim pójdziemy w kierunku manifestacji - wie ktoś z czego jest pościel i podłoga w tym pokoju?
Dobra, przepraszam, że wchodzę z tym pytaniem, ale - Zenobia, skąd masz te opracowania? Pytam serio, bo chciałabym poczytać. Zawsze jak próbuję szukać czegoś w miarę poważnego na ten temat, to trafiam albo na tabloidy, albo na rzeczy po angielsku, których nie rozumiem za dobrze.
Mam wrażenie, że ta dyskusja trochę utknęła, czekając na założycielkę. Ale jest jedna rzecz, o której nie rozmawialiśmy w ogóle - ta sama godzina. To dla mnie najbardziej zastanawiający element. Przypadkowe zjawisko paranormalne nie trzyma się harmonogramu. Albo to lęki nocne z neurologicznym podłożem, albo coś, co ma wyraźny rytm. Co może powodować taki rytm?
Powiem szczerze - ta dyskusja kręci się w kółko, bo nie mamy podstawowych danych. Ale jest jeszcze jedna rzecz, o której nikt nie wspomniał. Karty mogą pokazać naturę obecności, jeśli w ogóle obecność tu jest. Nie mówię, że to jedyna droga, ale rozkład intencyjny wokół pytania o dziecko i pokój dałby przynajmniej kierunek - czy mamy do czynienia z czymś, co wymaga działania, czy czymś, co samo przejdzie. Czy ktoś z was próbował to podejść przez tarot?
Słucham tej rozmowy i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem, że tarot i numerologia to wasze narzędzia i macie prawo ich używać. Z drugiej - ta mama, jak wróci, może być przestraszona i zdezorientowana. I pierwsza linia wsparcia nie powinna być rozkład kart, tylko lekarz dla dziecka i technik od instalacji dla domu. Czy nie ryzykujemy, że damy jej fałszywe poczucie bezpieczeństwa albo niepotrzebnie ją przestraszymy?
Właśnie, bo ja się zastanawiam - czy to musi być wszystko powiązane? Może dziecko ma lęki nocne z zupełnie normalnych powodów, a te zasłony to coś osobnego? Nie muszę wiedzieć, że to jedna przyczyna wszystkiego, prawda?
Czytam od dłuższego czasu i jest jedna rzecz, która mi nie daje spokoju. Piszecie o historii miejsca, o meblach, o instalacji. Ale nikt nie zapytał o to, czy coś zmieniło się w życiu tej rodziny przed pierwszym takim epizodem. Przeprowadzka, śmierć kogoś bliskiego, duże napięcie w domu. Czasem dzieci są jak sejsmografy - reagują na coś, czego dorośli nie chcą zobaczyć.
Jest coś, o czym chyba wszyscy myślimy, ale nikt wprost nie powiedział. Jeśli ta mama wróci na forum i zobaczy dwadzieścia kilka postów z pytaniami, interpretacjami, rozkładami tarotowymi i sugestiami o nawiedzonej historii miejsca - to może ją to przytłoczyć bardziej niż pomóc. Może powinniśmy zebrać te pytania w jakiś sensowny porządek? Nie odpowiadać na wszystko naraz, tylko dać jej możliwość odpowiedzi krok po kroku?
Mam taką nadzieję, że ona w ogóle tu jeszcze jest i czyta, tylko nie odpowiada. Może się boi pisać. Albo jest zmęczona. Jak się nie śpi przez kilka tygodni przez strach o dziecko, to nie ma się siły na forum. Jeśli czytasz - napisz choć jedno zdanie. Wiek dziecka, która godzina, cokolwiek. Czekamy i nikt tu nie ocenia.
Właśnie to miałem na myśli wcześniej i się cieszę, że Zenobia to wróciła. Bo ta dyskusja poszła w kierunku zasłon i elektryczności, a godzina to jest rdzeń. Jeśli budzi się zawsze o tej samej minucie, to nie jest przypadek ani lęk nocny. Lęki nocne mają okno czasowe, nie punkt precyzyjny.
Zgadzam się z Ninką. I dodam, że pytanie o dokładną godzinę to nie jest tylko numerologia czy moja działka. To jest po prostu dobra obserwacja. Bez tego każda interpretacja - moja, Zenobii, Celestyna - jest strzelaniem w ciemno.
Słuchajcie, a czy dziecko pamięta cokolwiek po przebudzeniu? Bo to jest coś, o czym nikt jeszcze nie mówił. Jeśli rano nie pamięta nic, to jedna sprawa. Jeśli mówi, że coś widziało albo słyszało - to chyba jednak inna, nie?
To co pisze Kryska jest bardzo trafne i tu wchodzi zupełnie inny wymiar - psychologiczny. Dziecko, które widzi przestraszoną mamę, samo się nakręca. To błędne koło. I to nie wyklucza żadnego zjawiska, ale mówię, żebyśmy mieli całość obrazu. Sama reakcja rodzica na epizod może przedłużać epizody.
