Znacie to uczucie, kiedy cień zaczyna się wydłużać i nagle zaczyna się dziać coś dziwnego? U mnie to bywa tak że w jednym konkretnym pokoju pojawiają się takie miarowe, rytmiczne odgłosy, jakby od lat ktoś stukał w tej samej chwili... Moja sąsiadka nosi chryzopraz bo podobno pomaga na bezsenność, no i niby tak mówi jakiś podręcznik. U mnie za to sprawdził się indiański łapacz snów i koszmarów, ale ona wciąż nie może zaznać spokoju. Widzę tyle twarzy w tych miejscach, że po prostu rozumiem, dlaczego krzyże stoją tam gdzie stoją. To miasteczko ma swoją historię, na tej górze kiedyś odbywały się egzekucje, jeszcze z czasów średniowiecznych. Koci łby na rynku, stary budynek sądownictwa i tego nikt do dziś nie uporządkował...
Nie mogę patrzeć jak to wszystko niszczeje. Niby modernizują, robią jakiś objazdowy ruch i rynek ma temu służyć, ale po co i dla kogo, tego nikt nie potrafi wytłumaczyć. Zniszczą i tyle. Skąd to wiem? No trudno mi to wytłumaczyć, powiem tylko że po prostu czuję, podobnie jak przy Barbakanie czy krakowskim rynku, tylko że tu te odczucia są wielokrotnie mocniejsze.
No a jeśli chodzi o Tamkę albo tunel pod rzeką w okolicach Świętokrzyskiej, to tam mnie dosłownie ruszyło. Naruszono stare krypty, podobno mnisie, ktoś mi o tym opowiadał. Tam jest mega silne oddziaływanie, szczególnie w tych miejscach gdzie ziemia pamięta...
Co do kart, ważne żeby trafne były karty a nie gry w słowa. Kości rzucone, tylko interpretator do niczego 🙂 stare przysłowie (adres: www . oczary . wordpress . com)
Zwolnione głosy to raczej normalna sprawa... no ale od strony duchowej, coś je jednak rozbiło, może właśnie te fale GSM? Bo oddziaływanie na elektronikę jest całkiem realne, np. o 8 rano kiedy sieć się loguje czuć to nawet na membranie głośników komputerowych, szczególnie jak jednocześnie coś włączasz. Działa to czysto jak elektromagnes.
A tak poza tym, na niektóre pełne godziny moja komórka jakby się sama "budzi"...
Voodoo działa tak jak dawniej, problem w tym że nie we wszystko musimy wierzyć żeby mogło zaistnieć.
Jak ktoś ma coś do dorzucenia do tego wątku to jak najbardziej zachęcam
No nie wiem jak to napisać żeby nie wyjść na wariata ale... u mnie też coś takiego jest. Naprawde nie wiem do końca co tu można powiedzieć otwarcie a czego lepiej nie 😀
Natknęłam się na Karla Denkego ze Stawowej w Ziębicach, który żył w latach 30., ale szczątki ofiar odnajdywano podobno jeszcze do lat 70. Całkiem pasuje do układanki... moja babcia mieszkała w tamtych okolicach właśnie w latach 30., a te rejony są niesamowicie nasycone złą energią. Czy to po ofiarach tamtejszego "Rippera", czy te ślady dawnych zbrodni w Ciepłowodach albo Ząbkowicach, wszędzie coś drga. I to jest bardzo aktywny obszar... na Śląsku naprawdę ciężko spać przy zgaszonym świetle, babcia zresztą też nie mogła tego robić przez całe życie.
Znalazłam poza tym jakieś pamiątki związane z gminą Brzyczyny i informacje o okrutnym mordzie, którego student medycyny dokonał na własnym ojcu. To właśnie stamtąd pochodzi zaginiona Paulina, podejrzewana przez wiele osób, nie tylko przez nas, o "ucieczkę" na drugą stronę.
O, to ciekawe co piszesz o tych okolicach. Mam się zapytać wprost, masz moze jakieś związki z Wrocławiem albo tamtym rejonem? Bo u mnie z kolei najlepiej "odczuwam" starą energię w okolicach warszawskiego ryneczku, stare kamieniczki i klasztory mają w sobie taki ciężar przeszłości, że mówią niejako same za siebie. Mieszkam tu w takiej małej eko-społeczności, kiedyś byliśmy sporą grupą wolontariuszy, teraz nas trochę mniej, ale za to pełno zwierząt i każdy traktowany na równi, dosłownie. Piękne rejony, nie chce się wyjeżdżać z tych parków, wszystko masz za darmo, siłka, biblioteka, internet, i zwierzaki dosłownie śpiewają... przylatują kiedy mają problem, raz miałam ptaka z kłopotami, innym razem gniazdo os. Mam też gniazdo wron, btw, tłumaczonych błędnie jako "kruk" w różnych filmach.
Nie chce się stąd wyjeżdżać, ale i tamte strony, choć może mniej zadbane, mają swój urok, też "Natura 2000", myszołowy, krajobrazowe parki, sarny i jelenie przychodzą na działki po kapustę i czują się jak u siebie. Coś jak Ursynów, ale jednak inaczej.
Co do kaczek... no, raczej Agrykola, nie Żoliborz
