no dobra, to może ja się podzielę, bo mam podobny problem i nie wiem już co z tym zrobić...
od jakichś pół roku odwiedza nas jedna osoba, która nosi pierścień Atlantów. i za każdym razem kiedy ta osoba wychodzi, to jakby coś się uruchamia. kasa się kończy zanim zacznie, praca posypała się jak domek z kart, z mężem kłócimy się o byle głupstwo, samochód psuje się non stop, raz po raz, jakby ktoś rzucił klątwę na silnik 🙂 a i zdarzają się takie sytuacje że człowiek myśli „kurde, to mogło się skończyć tragicznie”, na szczęście jakoś cudem wszyscy cali i zdrowi.
ta osoba sama też ma pod górkę, to widać, ale mimo wszystko tego pierścienia zdjąć nie chce. nawet na chwilę, nawet na próbę. rozmawiałam, prosiłam, tłumaczyłam, nic. a wyproszenie jej z domu nie wchodzi w grę z różnych powodów, nie będę teraz wchodzić w szczegóły.
więc pytam, czy ktoś zna jakiś sposób żeby się przed tym ochronic? może ktoś miał cos podobnego i wie jak sobie z tym poradzić? jakaś ochrona dla domu, dla siebie, cokolwiek... będę wdzięczna za każdą podpowiedź
nie chodzi tu właściwie o obronę przed samym pierścieniem... bardziej o zneutralizowanie tego, co on przenosi i uruchamia.
bo są dwie warstwy tych wpływów. jedna zewnętrzna, ktoś, jakaś osoba, kieruje ku nam swoją energię czy intencję. ale to co ważniejsze, i o czym rzadziej się mówi, to warstwa wewnętrzna. nasze własne blokady. podatność na cudze oddziaływanie, zamknięcie na miłość, na zdrowie, na dobrobyt... to jest sedno.
i można to przepracować, naprawdę. wymaga czasu i pewnego wysiłku, ale jest możliwe 🙂
no to sprawa jest w sumie prosta - najlepsza obrona to po pierwsze nie wpuszczać takiej osoby do siebie, jeśli oczywiście mamy taką możliwość. Modlitwa za nią też jest ważna. A co do samej ochrony - żadne złe wpływy tak naprawde nie mogą nas dosięgnąć kiedy jesteśmy w łasce uświęcającej 🙂 do tego potrzebna jest szczera spowiedź, regularna modlitwa i komunia święta. Serio, to działa lepiej niż cokolwiek innego.
i błagam, żadnych świeckich uzdrowicieli, wróżek czy znachorów - oni tylko pogorszą sprawę, naprawdę. Pamiętam jak gdzieś czytałem takie zdanie że Pismo Święte porównuje spowiedź i modlitwę do zbroi i tarczy. i to jest bardzo trafne porównanie - ktoś kto tych narzędzi nie używa, jest wobec złych wpływów kompletnie bezbronny.
Pozdrawiam 🙂
