ooo to mi otwiera oczy! bo ja zawsze siadałam i myślałam "medytuję" i tyle, bez żadnego konkretnego "po co". A tu Paulinka mówi żeby mieć jakiś cel. Czy to znaczy że przez cały czas robiłam to "źle"? Choć z drugiej strony mi i tak pomogły te zajecia ze śpiewu haha więc moze bez znaczenia 😀
nie ma jednego właściwego sposobu. Medytacja bez intencji też jest wartościowa, to nie jest coś złego. Ale kiedy pracujesz z konkretną blokadą, konkretną czakrą, konkretnym tematem emocjonalnym, to intencja bardzo pomaga skierować energię tam gdzie trzeba. Jedno nie wyklucza drugiego.
mam inną kwestie do tej dyskusji. dużo tu piszecie o samodzielnej pracy, medytacji,intencji itd. ale nikt nie wspomina o tym ze blokade gardła Na prawdę dobrze widać też przez pryzmat tego jak ktos funkcjonuje w astrologicznym ukladzie Merkurego. to morze byc dodatkowa wskazówka diagnostyczna. czy ktoś łączył kiedys te dwa systemy?
wróćcie na chwilę do tego co pisała Marcelinka na początku, bo to jest właśnie moja sytuacja. ona mówiła o nauczycielu ktury ją uciszał. ja miałam coś podobnego ale w domu, rodzice zawsze mówili że "dzieci i ryby głosu nie mają". i teraz mam 28 lat i nadal czuję że moje słowa są jakoś mniiej ważne niż innych. to jest ta sama blokada co u Marcelinki?
powiem szczerze że ta rozmowa o dzieciństwie i rodzicach zaczyna mi trochę odpływać od tematu czakr w kierunku psychologii. Co nie znaczy że to nieważne, ale chciałam zapytać - czy ktoś z was ma konkretny przykład jak praca z Vishuddha PRZEŁOŻYŁA SIĘ na publiczne mówienie? Nie na samopoczucie, nie na relacje, tylko konkretnie: stałam/stałem przed ludźmi i coś się zmieniło?
ok więc wracam do tego co napisałam wcześniej, bo widzę że trochę odpłynęliśmy. czy ktoś może konkretnie odpowiedzieć: jak praca z Vishuddha przełożyła się na publiczne przemawianie? Nie ogólnie "poczułam się lepiej", tylko konkretnie - sala, mikrofon, serce wali albo nie wali, co się zmieniło. Bo ta rozmowa o dzieciństwie i terapii jest ok, ale to jest dział o czakrach, nie o psychologii.
ja mogę powiedziec ze swojego doświadczenia, bo to jest wlasnie moj temat. przez jakieś trzy miesiące robiłam codziennie wieczorem krótką medytacje z HM, taka wizualizacja niebieskiego światła w okolicach gardla, dosłownie 15 minut. i po tym czasie zauważyłam ze jak coś mówię na spotkaniach w pracy to nie sprawdzam najpierw w głowie dziesiec razy czy wypada. po prostu otwieram usta i słowa sa. brzmi banalnie ale dla mnie to byl przełom 😛
o matko, Gebda, to jest dokładnie to co czuję!! ten ucisk przed wystąpieniem! nie wiedziałam że to może mieć coś wspólnego z czakrą, myślałam że to po prostu stres. i to jest wlasnie to co poczułam ze śpiewem, ze on jakos ruszył coś w tym miejscu. super że to opisałaś tak konkretnie bo teraz to klika!
a ja mam pytanie bo czytam i czuję że to dotyczy mnie ale trochę inaczej. u mnie nie ma ucisku przed mówieniem, u mnie jest po prostu... pustka w głowie. staję przed ludźmi i słowa znikają. to też może być Vishuddha czy to jest co innego?
wracając do pytania Astralis o konkretne przełożenie na przemawianie, bo to jest naprawdę ważna kwestia. z mojej obserwacji, i mówiłem tu wielokrotnie o tym że medytacja czakrowa rzadko działa jako jedyny czynnik. dziala kiedy jest połączona z praktyka. tzn. medytujesz na gardlo i jednocześnie cwiczysz mówienie. samo siedzenie i wizualizowanie niebieskiego światła bez żadnego wyjscia do swiata to moze dać spokoj wewnętrzny, ale nie odblokuje strachu przed widownią
