przepraszam że wchodzę trochę z boku ale mam pytanie do całej dyskusji - czy wy w ogóle zaczęłyście od tytułu tematu? bo ja czytam od początku i mam wrażenie że nikt nie odpowiedział wprost: wiele zainteresowań to czy jest energetycznie ok czy nie? bo cała ta rozmowa o ajnie i viveka jest ciekawa ale... ja mam pięć różnych rzeczy których sie aktualnie uczę i kompletnie nie wiem czy to dobrze czy źle 🙂
właśnie wracam do tematu bo Fluorytka ma rację że trochę odbiegłyśmy. ale myślę że to co wyszło z rozmowy to jest ta odpowiedź - nie ma jednej odpowiedzi. to zależy od tego czy między tymi zainteresowaniami jest jakaś nić, jakaś rzecz ktora je łączy dla ciebie wewnętrznie. pięć rzeczy z nici - spoko energetycznie. pięć rzeczy które się ze sobą kłócą na poziomie wartości albo czasu - to może być problem
ale czemu "kłócą sie na poziomie wartości"? jak zainteresowania mogą sie klocic wartościami? uczę sie programowania i gram na gitarze, to są kompletnie różne rzeczy ale nie wiem jak jedno miałoby kłócić sie z drugim. to brzmi troche jak wróżenie z fusów że "te zainteresowania pasują a te nie"
no ale to co Malwinia pisze to jest zwykła psychologia motywacji, nie? wewnętrzna vs zewnętrzna motywacja. nie trzeba czakr żeby to opisać. przepraszam że jestem taka bezpośrednia ale mam wrażenie że część tej rozmowy to jest tłumaczenie normalnych rzeczy egzotycznym językiem
ta wymiana Franciszki i Zaneczki przypomina mi rozmowę którą miałam z koleżanką która jest psycholożką. powiedziała mi wtedy coś co bardzo mnie uderzyło - że każdy system ktory pomaga człowiekowi sie zatrzymać i popatrzeć na siebie jest użyteczny, niezależnie od tego czy jego metafizyka jest prawdziwa. 🙂 no i od tego czasu inaczej na to patrzę. nie bronie czakr jako faktu, bronie ich jako języka który dla jednych osób działa lepiej niż inne języki
to co Runomira mówi brzmi sensownie, ale jest tam jedno ryzyko które mnie trochę niepokoi. jak przyjmujemy że "każdy system ktory pomaga jest ok", to możemy skończyć z sytuacją gdzie ktoś wierzy w bzdurę ktora mu szkodzi, ale "czuje sie z nią dobrze". skąd wiemy że czakry nie są takim przypadkiem? to jest serio pytanie, nie złośliwe
czytam tę dyskusję i mam wrażenie że wychodzi z niej jeden wniosek który nikt nie powiedział wprost: to nie chodzi o ilość zainteresowań tylko o to jak sie do nich ma. czy to jest ta konkluzja? bo jeśli tak to właściwie to jest zdroworozsądkowe i nie wymaga całej tej aparatury czakrycznej żeby to stwierdzić. nie mówię że to złe, po prostu to zauważam
jest w tym co Achatka mówi sporo prawdy. ale dodałabym jedno - aparatura czakryczna, jak to nazwałaś, robi jedną rzecz której "zdrowy rozsądek" sam z siebie nie robi. ona wskazuje gdzie w ciele sie to odczuwa. i to jest różnica, bo możesz wiedzieć że "masz za dużo" intelektualnie, ale dopiero jak zauważysz że masz stale napięcie w gardle albo ból w okolicach splotu słonecznego, to to jest informacja której nie daje sama myśl "uczę sie za dużo rzeczy"
o matko, nie wiedziałam że czakry można tak konkretnie wiązać z fizycznym odczuciem w ciele. ja zawsze myślałam że to jest bardziej... metaforyczne? to znaczy że jak mam stale ból głowy przy nauce to to może być ajna która mówi że cos nie gra? przepraszam jeśli to naiwne pytanie
aaa super że to powiedziałaś Zdzislawo bo właśnie miałam sie zapytać czy mogę traktować swoje permanentne zmęczenie przy nauce jako znak że moje czakry dolne są zablokowane, ale chyba najpierw powinnam sprawdzić czy po prostu mało śpię 😀 😀
i to jest właśnie ta mądrość w tym wątku która mi sie bardzo podoba - że nie chodzi o to żeby wszystko tłumaczyć czakrami, tylko żeby mieć jeden system więcej do rozumienia siebie. wracając do tytułu: myślę że wiele zainteresowań to jest bogactwo dokładnie wtedy kiedy masz te narzędzia do obserwacji siebie i wiesz kiedy powiedzieć "za dużo". a rozproszenie zaczyna sie tam gdzie ten wgląd zanika i poprostu lecisz z prądem. to moja odpowiedź na pytanie z pierwszego posta 😉
czytam tę rozmowę od dłuższego czasu i mam jedno malutkie pytanie do końca - Uwarowit napisała że "bogactwo zaczyna sie tam gdzie masz narzędzia". ale skąd tych narzędzi sie dostaje? czy to jest cos co sie po prostu wypracowuje samemu przez obserwację jak Zaneczka, czy trzeba jakiegos prowadzenia albo praktyki konkretnej? bo czytam i rozumiem ale niewiem od czego zaczac
wracając do tego co Uwarowit pisała wcześniej o bogactwie zainteresowań - mam takie spostrzeżenie z własnych notatek, bo porównywałam sobie okresy kiedy uczyłam się kilku rzeczy naraz. i wiesz co? za każdym razem kiedy jedno zainteresowanie było mocno zakorzenione w ciele (taniec, gotowanie, coś ruchowego), to reszta jakoś lepiej siedziała. jakby muladhara dawała stabilizację całej reszcie. 🙁 ktoś jeszcze tak to czuje czy tylko ja?
