Zastanawiam się ostatnio nad czymś, co może brzmiec dziwnie ale przyszło mi to do głowy jak wynosilam worki do smieci. Co się dzieje z energia rzeczy które wyrzucamy? Mam na myśli że jeśli stara kurtka czy zniszczone buty miały nasza energię, to dokąd ona idzie jak lądujemy to do pojemnika? Komuś to się kiedyś rozwijalo w głowie? Bo trochę nie mogę przestać myśleć o takich szafach i piwnicach pelnych gratow które gdzieś tam sobie leżą i zbierają… no co właściwie?
To bardzo konkretne pytanie i cieszy mnie że ktoś je postawił wprost. Rzeczy gromadza energię uzytkownika, to nie jest żadna nowosc. Problem pojawia się wtedy, kiedy ta energia jest stagnujaca, czyli zakleszczona, a nie plynaca. Smieci i graty w domu to często właśnie takie zakleszczone energię - stare emocje, stare sytuacje które nie zostały przepracowane. Wyrzucenie fizyczne samo w sobie nie zwalnia tej energii automatycznie.
No dokładnie, Kapturek to dobrze ujęła. Ja bym dodała że sam akt wyrzucania może być świadomy albo nie. Jeśli wynosisz smieci machinalnie, to ta energia idzie gdzieś w przestrzeń, trochę jak nieodpowiednio zamknięte rytuały. Jeśli natomiast masz intencje, możesz to potraktowac jako rodzaj zamknięcia. Pamiętacie jaki efekt miało u was świadome wyrzucanie starych listow albo fotografii? Ciekawa jestem jak inni do tego podchodza.
Oj, to mi przypomina jak kiedyś wyrzucalam rzeczy po rozstaniu, no i się okazało że nie wystarczylo samo wrzucenie do torby. Siedziałam potem tygodniami z takim uczuciem że coś wisialao w powietrzu. Dopiero jak spalilam pare drobiazgow i poprosilam o czyszczenie przestrzeni to się powoli rozluznialo. Więc chyba ta energia naprawdę gdzieś zostaje, przynajmiej przez jakiś czas? Albo się przyczepia do miejsca.
Zaraz, zaraz. Chwilke. Bo to fajnie brzmi że energia zostaje i że się przyczepia, ale skąd wiemy że to nie jest zwykły efekt psychologiczny? Jak wyrzucasz rzeczy po rozstaniu to jesteś w silnych emocjach, i dobrze że czujesz ulgę po czynnosciach symbolicznych. Ale to może być wlaśnie symbol, a nie praca z rzeczywistym polem energetycznym. Jak to rozróżnić? Bo mnie to naprawdę interesuje, nie ironizuje.
Hmm, troche mnie tu sciaga ta dyskusja bo jestem sceptyczna z natury, ale ten argument z notatnikiem jest ciekawy. Liki, mam jedno pytanie do początku tej rozmowy, bo jeszcze go nie rozumiem do konca: czy mówisz o energii rzeczy, ktore już są bez wartości (zepsute, zuzone), czy też o rzeczach, z którymi mamy emocjonalne polaczenie ale się ich pozbywamy? Bo to chyba dwa różne przypadki?
Według mnie każda rzecz, która miała długi kontakt z człowiekiem, niesie jego ślad energetyczny. Zepsuta czy nie. To nie chodzi o stan fizyczny obiektu. Pytanie co się z tym śladem dzieje po wyrzuceniu - to zależy też od miejsca docelowego. Inne rzeczy dzieja się na wysypisku, inne jeśli oddasz do kogosc albo spalasz.
Więc wypalanie to jest to co to „czyści” definitywnie, tak? Bo slyszalem że ogień służy w wielu tradycjach do oczyszczenia i zamknięcia. Zastanawia mnie czy to działa tak samo na smieci komunalne jak na rzeczy wyrzucane celowo. Bo spalarnie smietnikow chyba palyby całe tony ludzkiej energii jednocześnie, to by było… nie wiem, jakoś dziwnie.
Zastanawiam się czy w tym jest jakaś numerologiczna warstwa. Data wyrzucenia, liczba posiadanych rzeczy… no może to troszke z boku ale energetycznie rzeczy się nakładają. Wiecie, że domy z duza iloscia nagromadzonych gratow mają inaczej używane liczby w adresie niż domy czyste i przewietrzane? Kilka takich porownywalam u znajomych 🙂 To oczywiście nie dowód ale wzorzec był ciekawy.
Ciekawa uwaga z ta numerologia, ale wracajac do sedna: energia w przedmiotach to co innego niz karma miejsca. Wyrzucenie rzeczy poza dom to zmiana pola w pomieszczeniu, ale ta energia nie znika, tylko zmienia lokalizacje. Dlatego w wielu tradycjach klotnie nad przedmiotem albo plakanie przy nim traktuje sie serio, bo emocja sie „wdrukowuje”. Czy ktos tu wyczuwal energetycznie roznice miedzy rzeczami kupionymi nowo a uzywanymi?
Ja… właściwie tak? Tzn nie jestem pewna czy to wyczuwanie czy sugestia, ale jak kupiłam kiedyś ksiazke z second handu to mialm dziwne uczucie przy czytaniu, jakby czyjas obecność obok. Może głupio to brzmi. A przy nowych ksiazkach tego nie ma. Ale mogę się mylić, sama nie wiem jak to sprawdzić.
Pelagijka, to co opisujesz jest dość typowe i ma swoje wytłumaczenie nawet bez silenia się na mistycyzm. Używane rzeczy mają niekiedy zapach, faktury, jakieś ślady uzywania które mózg interpretuje jako „obecność”. Nie mówię że energia jest niemozliwa, ale zanim ktoś wycznie energetycznie stara ksiazke, warto się zapytać: czy to nie jest poprostu wyobraźnia plus skojarzenia zmyslowe? Bo te dwie rzeczy na prawdę trudno rozróżnić.
Jeśli chodzi o ćwiczenia, to najproszej jest wzisc kilka identycznych pojemnikow, wlozyc do jednego przedmiot z historia osoby która kojarzy Ci się z silna emocja, reszta zostawić puste, i próbować wyczuć który jest który. Bez patrzenia oczywiście. Robiłaś coś takiego? To nie daje pewności naukowej ale przynajmniej daje własne dane do przemyślenia.
To jest akurat sensowne ćwiczenie i sama je robiłam pare razy. Wyniki malam zmienne. Raz trafialm lepiej niż przypadek by przewidywal, raz gorzej. Dlatego nie jestem gotowa mówić że to dowód na energetyczne wyczuwanie, ale też nie mogę powiedzieć że to bzdura. Po prostu nie mam wystarczająco dużo danych z takich testów. Jak wy to badaliscie, ktokolwiek?
Odniosę się jeszcze do smieci bo trochę odplyn- czy ktoś wie co się dzieje jeśli wyrzucimy coś, do czego mielismy bardzo silne negatywne emocje?? Chodzi mi o takie rzeczy po trudnych zwiazakach czy konfliktach. Czy ta energia może gdzieś tam sobie wegetowac na wysypisku i potem oddziaływać na kogoś kto to znajdzie albo kto mieszka obok? Brzmi może trochę paranoicznie ale tak sobie dumam
no i tutaj jest sedno sprawy według mnie. bo energia negatywna w przedmiocie to jedno, ale co się z nią dzieje po wyrzuceniu to zupełnie inna kwestia. wysypisko to nie jest neutralne miejsce, tam się kumuluje masa takich ladunkow. zastanawiam się czy to nie wpływa na okolice wysypisk, ludzi którzy tam pracują etc.
no wlascie, i tu bym zatrzymala te spekulacje. bo pracownicy wysypisk mają powody do gorszego samopoczucia bez żadnej energii - opary, metale ciężkie, stres, ciezka fizyczna praca. nie ma jak odróżnić jednego od drugiego, więc to jest argument nieweryfikowalny. to że coś brzmi logicznie nie znaczy że tak jest
to jest ciekawy argument Kapturek ale trochę pascal-owski, nie? tzn. „nic nie ryzykujesz wierzac” - to nie jest zbyt mocna podstawa do przyjmowania założeń o świecie. rozumiem pragmatyzm ale jednak wolę wiedzieć na czym stoje
hej, wracając do Szafranki bo jej pytanie mnie utkwilo, zastanawiam się czy może wlaśnie ta ilość rzeczy na wysypisku robi jakieś naturalne rozproszenie? tzn. zamiast jednej mocnej energii z jednej rzeczy, masz tysiąc różnych które się mieszają i mogą się po prostu wzajemnie neutralizowac. ktoś o tym myslal?
to jest ciekawe i znam pare osób które tak właśnie twierdza. że masa nierodzajnych energii razem nie sumuje się, tylko się chaotycznie kasuje. ale to zalezaloby od tego czy energię są „koherentne” czy nie. w przypadku wysypiska raczej totalna niekoherencja, więc może coś w tym jest. nie wiem czy to pocieszajace czy nie 🙂
a co z rzeczami wyrzuconymi do recyklingu? pytam szczerze bo to chyba inna sytuacja niz wysypisko, material dostaje nowe życie w sensie fizycznym. czy energetycznie tez sie „resetuje” przez przetopienie albo przerobienie na cos nowego? bo jesli nie to np. butelka z recyklingu może niesc ślad poprzedniego wlasciciela
