Hej, mam takie pytanie i trochę nie wiem gdzie indziej zapytać. Chodzi o cmentarze i pracę energetyczną. Wiem, że brzmi dziwnie, ale od jakiegoś czasu czuję że na cmentarzu mam jakiś dziwny dostęp do pewnych energii, jakby łatwiej mi się skupić, coś przepływa przez ręce. Czy to w ogóle normalne? Czy da się tam pracować bioenergoterapeutycznie? I jeszcze jedno - czy można nawiązać połączenie z kimś bez bezpośredniego kontaktu, tzn. wysyłać energie na odległość do osoby która nawet nie wie że coś robimy? Pytam bo mam kogoś bliskiego kto jest ciężko chory i się zastanawiam.
Ojej, to bardzo ciekawe pytanie! Ja się zastanawiałem czy cmentarze mają jakąś specyficzną energię bo zawsze jak tam wchodzę to czuję jakiś chłód i spokój, ale nie wiedziałem czy to tylko psychika czy coś więcej. I to pytanie o pracę na odległość też mnie bardzo interesuje! Super że ktoś to poruszył 🙂
Co do cmentarzy - energia tam jest, to fakt ale trzeba rozróżnić kilka rzeczy. Po pierwsze, cmentarz to miejsce gdzie gromadzi sie dużo emocji ludzkich przez lata, zaloba, milosc, tesknota. To może robic wrażenie skupienia czegos subtelnego. Po drugie, ta energia jest specyficzna i nie kazdy powinien tam pracować bez odpowiedniego przygotowania. Co czujesz konkretnie - cieplo, mrowienie, ciągnięcie? Bo to wazne żeby ocenić co się wogóle dzieje.
No nie wiem, szczerze mówiąc. Zawsze sceptycznie podchodzę do takich rzeczy. Znaczy rozumiem że cmentarz ma specyficzny klimat ale to że coś czujesz w rękach to może być po prostu stres, zimno, albo autosugestia. Nie mówię że niemożliwe, tylko że na litość, sprawdź najpierw czy nie chodzi o zwykłe odczucia fizyczne. A ta praca na odległość do chorego - tu bym był ostrożny. Jeśli ktoś poważnie choruje to nie ma co mu zastępować normalnego leczenia jakimiś energiami wysyłanymi z cmentarza.
To skomplikowany temat i dobrze ze ktos go poruszyl. Cmentarze w tradycji magicznej sa miejscami granicznymi, tzw. miejscami miedzy swiatami. Energia tam faktycznie jest gesta i innego rodzaju niz np. w lesie czy przy wodzie. Ale wlasnie dlatego nie jest to miejsce dla kazdego i nie na kazdy cel. Do bioenergoterapii bym tego nie polecala w standardowym sensie, bo ta energia nie jest uzdrawiajaca w swojej naturze, raczej transformacyjna. Co do polaczenia na odleglosc - to osobna kwestia i nie wymaga cmentarza wogole.
Patrzcie, ja kiedyś byłam na cmentarzu w nocy, nie celowo, po prostu skróciłam drogę i wróciłam do domu z takim dziwnym uczuciem przy sercu, które trwało ze dwa dni. Notowałam to bo porównuję różne doświadczenia. Nie wiem czy to była energia cmentarna czy nerwy, ale coś tam było. I co mnie uderzyło - przy tym uczuciu karty mi wychodziły zupełnie inaczej niż zwykle, jakby coś przestawiło percepcję. Może dlatego czarownice podobno chodziły na cmentarze o północy?
hej, to super temat! ja zawsze czułem coś na starych cmentarzach zwłaszcza tych z XIX wieku, to jest w ogóle inne niż nowoczesne. stary cmentarz ma jakąś głębię którą nowe nie mają. ale to co pisze Bledawa o energii transformacyjnej to mocne, nigdy tak na to nie patrzyłem. pytanie czy da sie w ogóle „kanalizowac” taka energie w stronę zdrowia czy to bez sensu?
Co do polaczenia na odleglosc bez wiedzy osoby chorej - to jest coś co budzi we mnie pewne wątpliwości i chciałbym to rozwinac. Nie chodzi o to czy to działa czy nie, ale o pewien aspekt etyczny. Większość szkół bioenergoterapii mówi o tym, ze praca z czyjąś energią bez jego zgody to wejście w czyjąś przestrzeń bez zaproszenia. To może się odbić nie na osobie chorej, ale na nas. Czy w tym przypadku jest jakaś zgoda tej osoby?
no właśnie ta osoba jest w takim stanie że nie może wyrazić zgody, to jest moja babcia, bardzo stara, praktycznie nie reaguje. dlatego pytam bo chciałabym jakoś pomóc a nie mam jak inaczej. czy to zmienia coś w tej kwestii etycznej?
o matko, to jest piękne i smutne jednocześnie. Rozumiem ten impuls żeby pomóc. Ja sama próbowałam wysyłać energie do mamy jak miała operację i nie wiem czy pomogło ale mi samej się lepiej robiło ze świadomości że coś robię. Ale pytam się - czy do tego trzeba cmentarza? Bo to jakos dziwne łaczyc chorego cżłowieka z cmentarzem energetycznie, nie?
dobra, nie wchodze w to czy działa czy nie, ale to co mówi Bledawa o etyce i o tym zeby nie mieszać energii cmentarnej z uzdrawianiem to akurat ma sens nawet z czysto logicznego punktu widzenia. jeśli zakładamy że takie energie istnieją to skojarzenie semantyczne, że tak powiem, jest po prostu złe. nie wysyłasz choremu babci czegoś z miejsca śmierci. to intuicyjnie złe.
chciałbym dorzucić inny kąt do tej rozmowy. Niezależnie od tego czy jest sie w cmentarzu czy w lesie, połączenie na odleglosc opiera się na intencji i na jakości uwagi którą kierujesz. W pracy z afirmacją i wizualizacją - a to są metody pokrewne - najważniejszy jest stan umysłu nadającego. Cmentarz może zaburzać ten stan poprzez skojarzenia, lęki, emocje. Pytanie do Ulka_64 - czy potrafisz w tym miejscu utrzymać spokojny, czysty stan skupienia, bez rozproszenia przez to co czujesz?
Nurtuje mnie pytanie do całego wątku bo mnie to trochę kręci w kółko. Piszecie o energii cmentarnej jakby to był jasny, zdefiniowany byt. Skąd wiadomo że to nie jest po prostu nasza projekcja na specyficzne miejsce? Cmentarz = cisza, powaga, dużo osób modliło się tam przez lata, może to tylko zbiorowe skojarzenie które my wzmacniamy własną obecnością? Nie mówię że niemożliwe, pytam czy ktoś ma jakieś doświadczenie które odróżniałoby to od autosugestii.
dobra, ale wracając do pytania Petronelki - to jest właśnie sedno problemu. Skąd mamy wiedzieć że mamy do czynienia z energią cmentarną a nie z własną projekcją? I jeśli nie potrafimy tego rozróżnić, to jak w ogóle możemy mówić o świadomej pracy z tym miejscem? To nie jest złośliwość, naprawdę pytam
To nie jest kwestia pewnosci - to jest kwestia praktyki. Nikt kto zaczyna nie wie od razu co jest czym. Uczysz sie rozpoznawac swoje wlasne stany, swoje projekcje, i dopiero na tym tle zaczynasz widziec co do ciebie nie nalezy. To trwa. I tak, mozna sie mylic.
Petronelka mówi coś ważnego. Cmentarz to jedno z tych miejsc gdzie twoj własny bagaz emocjonalny jest tak aktywny że filtrowanie tego co twoje od tego co zewnętrzne jest szczególnie trudne. Dlatego nie polecam go jako miejsca pracy dla osób które nie mają dużego doświadczenia w obserwacji własnych stanów. Nie dlatego ze jest niebezpieczny, tylko dlatego że jest trudny metodycznie
a jak wogóle się tego uczy? to znaczy tej obserwacji własnych stanów? bo brzmi jak coś co wymaga lat a nie miesięcy
próbowałam raz po prostu siedzieć i myśleć o niej bardzo intensywnie, z intencją żeby jej było lepiej, i nie wiem czy to cokolwiek ale mi było jakoś lżej potem. ale właśnie byłam wtedy przy starym kościele a nie na cmentarzu, i teraz myślę czy miejsce w ogóle ma znaczenie czy to tylko intencja się liczy
to jest akurat sensowne pytanie. bo jeśli mechanizm to tylko intencja i skupienie, to miejsce jest bez znaczenia. a jeśli miejsce ma znaczenie to znaczy że albo zbieramy coś z otoczenia albo miejsca jakoś wzmacniają sygnał. to są dwa całkowicie różne modele i nie można ich traktować wymiennie
Magus tym razem trafia w sedno. Miejsce moze dzialac jako wzmacniacz albo jako zrodlo, i to nie jest to samo. Przy osobie chorej i starszej - wzmocnienie intencji wlasnej z miejsca spokojnego, czystego, to jest bezpieczna opcja. Pobieranie czegos z cmentarza i przekazywanie dalej - to zupelnie inny protokol i zupelnie inne ryzyko 😉
ryzyko dla kogo? dla babci czy dla Ulki? bo chyba ważne rozróżnienie, nie? mam na mysli czy Ulka może sama coś złapac czy to babcia może dostac nie to co chciała
ojej to brzmi poważnie. a jak w ogóle sprawdzić czy się jest nośnikiem w tym sensie? to znaczy czy przekazuję coś swojego czy tylko przewodzę intencję? bo szczerze to nigdy o tym nie myślałam w tych kategoriach
to jest jedno z trudniejszych pytan w bioenergoterapii i uczciwa odpowiedź brzmi - nie wiesz tego pewnie, zwłaszcza na poczatku. dlatego mówi się o konieczności uziemienia i oczyszczenia przed i po pracy. to nie jest liturgia dla zabawy, to jest bufor
a jak wygląda to uziemienie praktycznie? słyszałem różne rzeczy, że wizualizacja korzeni, że kamienie, że spacer boso. cokolwiek z tego działa czy to żaden efekt?
Magus racja, ale czy to ma znaczenie jeśli efekt jest ten sam? szczerze pytam bo to jest dla mnie jedno z tych miejsc gdzie sceptycyzm i praktyka mogą się spotkać - nie musisz wiedzieć mechanizmu żeby metodę stosować
tak, zgadzam się, ale mam problem gdy ktoś metodę opartą na nieznanym mechanizmie stosuje na chorym człowieku bez jego wiedzy. to jest dla mnie inna kategoria niż własny relaks po sesji na trawie.
Magus, nikt tu nie mowi zeby zastepowac leczenie. Ulka nie mowi ze odwiezie babcie od lekarzy i bedzie tylko wysylac energie. To wsparcie, nie alternatywa. To wazne rozroznienie i szkoda ze musimy to co chwile powtarzac w takich dyskusjach
