Zastanawiam się ostatnio nad czymś co chyba każdy kto pracuje z energią prędzej czy później sobie zadaje - czy jest jakiś kres tego, co bioenergoterapia może zrobić? Mam na myśli nie tyle umiejętności terapeuty, ale samą energię jako taką. Czy ona ma jakieś granice czy to my je nakładamy? Pracuję z czakrami od kilku lat i zdarzało mi się mieć sesje gdzie czułam wyraźny opór, jakby energia po prostu nie chciała dalej płynąć. Nie wiem czy to kwestia blokady u osoby, czy może jednak coś więcej. Co wy myślicie?
Ciekawe pytanie, ale moim zdaniem mieszasz dwie sprawy. Jedno to granice energii jako takiej, drugie to granice mozliwosci terapeuty i jego wlasnych zasobów. To nie jest to samo. Energia jako pole jest nieograniczona z definicji - przynajmniej tak to rozumiem pracujac z tym od lat. Natomiast to, ile jej możemy przepuścić przez siebie albo przekazać komuś - to juz bardzo konkretna granica i ona jak najbardziej istnieje.
a mozna zapytac na jakiej podstawie twierdzisz ze energia jest „nieograniczona z definicji”? to brzmi bardziej jak zalozenie wyjsciowe niz wniosek z czegos. bo jesli tak to kazdą chorobę daloby się wyleczyć, wystarczy przepuscic odpowiednio duzo energii, nie?
Ten opor o ktorym piszesz Lowczyni, to jest bardzo charakterystyczne zjawisko. Ja tez to znam. Czasem jest tak jakby cos stawialo bariere i zadna ilosc pracy nie przesuwa tego dalej. Mialam klientke, przy ktorej zawsze po jakims czasie czulam wyrazne zatrzymanie - jakby sciana. Zastanawiam sie czy to nie bylo zwiazane z jej wlasna wola, moze nieswiadoma blokada. Energia moze i jest rozlegla, ale cialo i umysl osoby przyjmujacej maja swoje wlasne prawa.
ojej, wlaśnie zaczęłam się interesować bioenergoterapią i myślałam że to działa po prostu i już 🙂 a tu tyle komplikacji. Czyli rozumiem że ta energia nie zawsze trafia tam gdzie powinna? Co to w takim razie znaczy dla kogoś kto dopiero zaczyna się z tym bawić?
Siedzę nad tym wątkiem z ciekawością bo szczerze - nigdy nie byłam u bioenergoterapeuty i trochę to traktuję sceptycznie. Ale to pytanie o granice jest naprawdę sensowne. tylko mi się nasuwa inne - skoro energia jest tak nieograniczona i działanie zależy od osoby, to jak w ogóle sprawdzić że bioenergoterapia cokolwiek zrobiła, a nie że człowiek po prostu sam się wyregulował?
hmm, ale placebo to nie jest chyba tak proste jak „nic nie działa”. Czytałam że efekt placebo sam w sobie uruchamia realne procesy w ciele, więc czy ma znaczenie skąd efekt pochodzi? Pytam serio, bo sama nie wiem co o tym myśleć.
mam pytanie trochę z innej strony - czy granica może być też po stronie terapeuty? Znaczy, czy jeśli terapeuta jest zmęczony, ma własne problemy, to energia którą przekazuje jest jakoś gorsza albo jej po prostu mniej? Trochę mnie to niepokoi bo mam umówioną sesję i zaczęłam się zastanawiać czy to ma znaczenie kiedy to robimy i w jakim stanie jest osoba która prowadzi sesję
czekajcie bo się zgubiłam - mówimy że terapeuta przepuszcza energię przez siebie ale jej nie oddaje swojej własnej, tak? To skąd ta energia pochodzi? Bo jak słyszę „przepuszcza przez siebie” to się zastanawiam jak to działa fizycznie, no i czy ktoś może zacząć to robić samodzielnie czy trzeba jakichś lat praktyki?
zanim ktoś zacznie tutaj wykładać teorie o przepływie energii - powiem tylko że w różnych systemach to jest różnie opisywane i nikt tak naprawdę nie ma jednej odpowiedzi skąd ta energia pochodzi 😉 Jedni mówią z kosmosu, drudzy z ziemi, trzeci że to coś własnego ale odnawialnego. Spieranie się który opis jest właściwy mija się z celem. Pytanie Lowczyni o granice jest ciekawsze - i moim zdaniem granica leży głównie w tym co dana osoba jest gotowa przyjąć i przepuścić.
tylko się wtrącę - czy ta „gotowość do przyjęcia” to nie jest trochę wygodne wytłumaczenie kiedy coś nie działa? Tzn. jak zadziała to znaczy że osoba była gotowa jak nie to była niegotowa. takie kryterium jest odporne na falsyfikację z definicji
No dobra, a czy w ogóle były próby zbadania tych granic empirycznie? Nie mówię o dowodzie że energia istnieje, ale czy ktoś sprawdzał np. jakie schorzenia albo stany reagują lepiej a jakie wcale? Bo może ten kres możliwości da się jakoś zmapować praktycznie, bez rozstrzygania czy energia jest czy jej nie ma
sa badania nad Reiki i podobnymi metodami, wyniki sa mieszane, przy bolu i relaksacji troche cos widac, przy powaznych chorobach - nic przekonujacego. ale te badania maja tyle problemow metodologicznych ze ciezko wyciagnac wnioski w kiedykolwiek ktoras strone. Lobelia zadała sensowne pytanie tylko odpowiedz jest taka ze nikt tego dobrze nie zbadał
Ojej, ale ta rozmowa jest niesamowita! Dziękuję wam wszystkim za te przemyślenia, naprawdę daje do myślenia. Mnie zawsze mówiła znajoma terapeutka że energia nie zna granic, ale teraz widzę że to chyba zbyt duże uproszczenie. Czy ktoś mógłby powiedzieć - jeśli czuję że blokuję energię w sobie jak w ogóle zacząć to rozpoznawać?
ojej, dziękuje za tę odpowiedź Sigilmistrz05, naprawdę! Czyli te badania nad Reiki coś tam pokazują przy bólu ale przy poważnych chorobach już niekoniecznie, dobrze rozumiem? To mnie trochę uspokaja, bo nie wiem czy bym chciała polegać tylko na energii przy czymś poważnym. Ale chciałam zapytać - czy w takim razie bioenergoterapia ma sens jako coś dodatkowego, obok zwykłego leczenia?
na to pytanie Awenturynko odpowiem krotko - tak, jako wsparcie, nie jako zamiennik. I chyba nikt rozsądny nie twierdzi inaczej. Problem zaczyna sie wtedy gdy ktos rezygnuje z lekarza bo „energoterapeuta powiedzial ze da rade”. To jest ta granica o ktorej warto mowic w tym watku - nie tylko czy energia ma swoj sufit, ale tez czy my sami ustawiamy ten sufit rozsadnie.
właśnie to chciałam powiedzieć od początku tego wątku, tyle że inaczej. Kres możliwości nie jest jakimś jednym murem który stoi w tym samym miejscu dla każdego. Dla jednej osoby energia zrobi cuda przy bólu głowy i stresie, dla innej nie ruszy nawet tego. I nie chodzi tylko o wiarę czy gotowość - chodzi o to, z czym ta osoba przychodzi i co ta osoba niesie w sobie od lat.
ale Lowczyni, to nadal jest niefalsfyikowalne. mowisz „zalezy od osoby, od tego co niesie” - okej, ale jak sie mialo powiedziec z gory ze ta energia zadziala czy nie? Bo jezeli nie ma zadnego sposobu zeby to przewidziec zanim sie zacznie, to jak odroznic skuteczna sesje od placebo albo od zwyklego uplywu czasu?
no ale intuicja lekarska jest weryfikowana retroaktywnie przez wyniki,histologie, echo, morfologie. Jak lekarz sie myli, to wyniki to pokaza. a tu co jest tym odpowiednikiem wyniku?
no i to jest sedno. nie mowie ze bioenergia nie istnieje, mowie ze bez zadnego narzedzia weryfikacji nie wiemy czy cos zadziałało przez sesje, przez czas, przez rozmowe z terapeutą, przez sam relaks. i to nie jest atak, to jest pytanie praktyczne dokladnie jak to co Lowczyni zadała na poczatku - gdzie jest ten kres.
hej, ale ja chciałam zapytać o cos zupełnie innego - Komecik napisała wcześniej że terapeuta „przepuszcza energię przez siebie” - czy ktoś może mi to bardziej wytłumaczyć? Bo jak dla mnie brzmi to jakby był takim przewodem elektrycznym 🙂 i zastanawiam sie co się dzieje jak ten „przewód” jest uszkodzony, tzn. terapeuta ma własne problemy?
o właśnie! to samo pytanie zadałam wcześniej i trochę się zgubiłam w odpowiedziach. Lowczyni napisała że dobry terapeuta powinien umieć się odciąć od własnych zasobów ale napisała też „w teorii”. czyli w praktyce to nie zawsze działa i sesja z przemęczonym terapeutą może być poprostu gorsza?
