Kolory towarzyszą nam każdego dnia i wpływają na samopoczucie mocniej, niż się wydaje. Chromoterapia, czyli terapia kolorem, wykorzystuje barwy i światło do wspierania równowagi ciała oraz emocji. W nowym artykule wyjaśniamy, na czym polega leczenie kolorem, jak barwy łączą się z czakrami i jak wykorzystać ich moc w domu.
Cały artykuł: Chromoterapia – uzdrawianie kolorem
Zapraszamy do dyskusji – podzielcie się swoimi doświadczeniami z kolorami.
Ostatnio zainteresowałam się chromoterapią i szczerze mówiąc nie wiem, od czego zacząć w domu. Da się coś zrobić prostymi sposobami, bez drogiego sprzętu?
Czytałem gdzieś, że chromoterapia to zwykła pseudonauka i nic za tym nie stoi. Jest w tym w ogóle jakieś ziarno prawdy, czy to tylko moda?
No ale przecież to napewno działa odwrotnie. Czerwony uspokaja, a niebieski pobudza, wogóle każdy to wie. Zawsze jak chce się zrelaksować to patrze na czerwone.
Jestem Skorpionem i od zawsze ciągnie mnie do głębokich granatów i fioletów. Kiedy otoczyłam się tymi barwami w pokoju, faktycznie poczułam się spokojniejsza i bardziej u siebie.
Mój mąż jest bardzo nerwowy po pracy. Przemalowaliśmy jego kąt do czytania na spokojną zieleń i zauważyłam, że wieczorami wyraźnie łatwiej mu się wyciszyć. Drobiazg, a robi różnicę.
A jak to wszystko ma się do czakr? Słyszałam, że każdy kolor odpowiada jakiejś czakrze, ale nie umiem tego poukładać w głowie.
Czekaj, ale serce to chyba czerwona czakra nie? Przeciez serce kojarzy się z czerwienią, moze wam się coś pomyliło conieco.
Dla mnie najbardziej kojąca jest zieleń. Kiedy czuję przebodźcowanie, wystarczy chwila patrzenia na rośliny albo zielony obrazek i napięcie odpuszcza. Ciało samo wie, czego mu trzeba.
Skąd w ogóle wziął się pomysł leczenia kolorem? Ma jakieś korzenie historyczne, czy to wynalazek ostatnich lat?
Jednym z moich ulubionych sposobów jest woda nasłoneczniana. Wystawiam wodę w kolorowym szkle na słońce, a potem piję ją albo skrapiam nią twarz. Prosta rzecz, a dodaje energii.
Do konkretnych barw warto dobrać też kamienie. Czerwony jaspis dla energii, żółty cytryn dla pewności siebie, zielony awenturyn dla serca, niebieski sodalit dla wyciszenia, a fioletowy ametyst dla ducha. Kolor kamienia wspiera tę samą energię co barwa światła.
Moja wnuczka uwielbia kolorowe światełka i od razu widać, jak reaguje – przy niebieskim się uspokaja, a przy czerwonym robi się rozbrykana. Dzieci chyba czują te barwy najbardziej naturalnie.
Psychologia koloru dobrze się z tym zazębia. Ciepłe barwy pobudzają i dodają energii, dlatego sprawdzają się tam, gdzie potrzeba działania. Chłodne uspokajają i sprzyjają odpoczynkowi, więc lepiej pasują do miejsc wyciszenia.
Skoro o tym mowa – jakie kolory najlepiej sprawdzą się w sypialni? Chodzi mi o taki naprawdę dobry sen.
Przemalowałam sypialnię z ciepłej brzoskwini na chłodny błękit i różnica w jakości snu naprawdę mnie zaskoczyła. Zasypiam szybciej i budzę się spokojniejsza.
A jaki kolor wybrać do pracy albo nauki, kiedy potrzebuję się skupić i mieć trochę więcej energii?
To fioletowy napewno jest kolorem energii i sportu, tak jak czerwony. Zawsze mi się kojarzył z siłą i ruchem.
Na co dzień korzystam też ze zwykłych kolorowych żarówek. Wieczorem ciepłe, przygaszone światło pomaga wyhamować, a rano jaśniejsze dodaje wigoru. Tanie rozwiązanie, a nastrój wnętrza zmienia się od ręki.
Ja z kolei uwielbiam kolorowe świece. Zapalam odpowiednią barwę zależnie od tego, czego potrzebuję danego wieczoru – i sam ten rytuał już wprowadza mnie w odpowiedni nastrój.
Jedna ważna uwaga na marginesie: chromoterapia to wsparcie, a nie zamiennik leczenia. Przy poważniejszych dolegliwościach zawsze najpierw lekarz. Kolory świetnie uzupełniają dbanie o siebie, ale niczego nie leczą na siłę.
No właśnie – czy są jakieś przeciwwskazania? Coś, na co trzeba szczególnie uważać przy tej terapii?
Zgadzam się, zdrowy rozsądek przede wszystkim. Traktuję kolory jako miły dodatek do codzienności, a nie cudowny lek. W takim podejściu widzę same korzyści.
A da się połączyć chromoterapię z medytacją? Chętnie spróbowałabym czegoś takiego wieczorami.
Robię tak od jakiegoś czasu. Wyobrażam sobie ciepłe złote światło rozlewające się po ciele i naprawdę czuję, jak napięcie schodzi. Kolor w wyobraźni działa mocniej, niż myślałam.
Wizualizację można wzmocnić kamieniem w tej samej barwie. Trzymasz w dłoni na przykład ametyst i wyobrażasz sobie fioletowe światło – kolor kamienia i obraz w głowie wspierają się nawzajem.
Kolory łączą się też z aurą. Podobno barwy, które nas otaczają i które lubimy, sporo mówią o naszym polu energetycznym. Kiedyś czytałam o tym ciekawy tekst: o aurze.
