no więc od jakiegoś czasu w głowie mi się kręci jedno pytanie - jak wy to wszystko w ogóle znosicie, te zawirowania ostatnich tygodni?
Bo od czasów Chrystusa niby przestaliśmy się bać astronomicznych niespodzianek - smoki przestały pożerać Słońce i Księżyc, to wiadomo. Ale dziś rano, jeszcze przed 8, mój program astro krzyknął mi o połowicznym zaćmieniu Księżyca. Przez chmury i poranne zorze nic nie było widać, ale sam fakt...
Ja od paru dni nie mogłam spać normalnie. Najpierw aktywność wulkaniczna na Krakatau, potem zwierzęta wyły przez chyba cały tydzień, sąsiadka do tego powoli zagazowywała cały budynek swoim nowym Electroluxem, a wreszcie przyszła wstrząsowa kuracja w postaci wybuchu wulkanów we Włoszech na wyspach. Podłoga u nas dosłownie "chodziła" - przy erupcji Krakatau trzęsły się miseczki i kieliszki na ścianie nośnej, to nie był żaden sen.
Przeżyłam już coś podobnego, kiedy zatonęło parę wysp. Wtedy z kotem przez dwa tygodnie nie mogliśmy zasnąć, leżał mi na głowie na poduszkach, a ja używałam ze dwóch. Tym razem też tak się położyłam, myślałam że wstrząsy potrwają długo. A tu okazuje się dzisiaj: eklipsa lunarna w koniunkcji z Saturnem i Plutonem.
Do tego opozycja Słońca, Marsa i Merkurego, plus kwadratujący Uran - klasyczna kombinacja pod wypadki i fatalne zdarzenia. Mnie akurat to jakoś omija, mam jak zwykle swój specyficzny horoskop, chociaż wydałam na to niezłą sumę. Za to bóle w Koziorożcu u mnie bardzo na czasie, i choroba która zaczęła się dziś rano - potraktowałam siebie i "towarzystwo śpiące mi na głowie" antybiotykami razem. Mam poczucie że horoskop znów mi się potwierdza.
Gdyby nie pralka, pewnie nie dałabym rady opanować niebezpiecznie rozwijającego się zakażenia bakteryjnego - bo nie mogłam się zgiąć, jeszcze światło wysiadło...
Gorze, gorze jak mówią.
Kłopoty z komunikacją też były przez ostatnie dni, i ten wybuch na Stromboli 3 lipca - ostrzegano przed sejsmiką, ale jak człowiek nie widzi na własne oczy, to nie wierzy. Ja widziałam zdjecia z satelitów, więc wiedziałam.
Co wy o tym myślicie?
No to już apokalipsa po prostu
moje kwadratury chyba też dziś dają o sobie znać, bo humor mam... powiedzmy że nijaki. wczoraj wieczór był spoko, zakupy wyszły całkiem nieźle, miło spędzony czas, w poniedziałek to i tak sukces. ale dziś od samego rana jakby ktoś włączył burzę gradową i to na full. nowe ciuchy nic nie pomogły, ciśnienie w robocie rośnie z każdą godziną, do tego sezon urlopowy i nikt nie wie co ma robić ani kto za co odpowiada...
byle do urlopu serio
U mnie cos niedobrego sie dzieje... silny nawrót stresu, prawie jak atak paniki, naprawde nieprzyjemne. Serce wali, bezsennosc totalna, mięśnie jak skamieniale, apetyt zero, czuję że organizm jest na granicy wytrzymałości. Zaczęło się wczoraj, a do tego jeszcze pełnia i to zaćmienie... niewesoło. Widać nie jestem tak odporna na stres jak mi sie wydawalo, za dużo rzeczy naraz na mnie spadło. Organizm po prostu wysiadł, albo coś w tym stylu, sam juz nie wiem jak to nazwać. Fatalny moment bo obowiązków teraz mnóstwo. Generalnie czuję się kiepsko. Mam wrażenie, że wilcy mają na mnie oko 🙁
