no więc... przedwczoraj wieczór byłem z koleżanką na takim spotkaniu z tybetańskim mnichem. ona dostała zaproszenie gdzieś na ulicy i stwierdziłyśmy że idziemy. facet miał może z 70 lat, podobno trafił do klasztoru jak miał 5 lat bo spełniał jakies kryteria które tam mają. wykład miał naprawdę ciekawy, mówił o medycynie, podświadomości, rozwoju duchowym...
po wykładzie był czas na pytania więc podeszłyśmy bliżej, był tłok ale jakoś się przepchnęłyśmy. i zanim w ogóle zdążyłem otworzyć usta, mnich spojrzał PROSTO na mnie i powiedział „you'll never die because you were never born”. zamurowało mnie kompletnie. miny koleżanki i reszty ludzi którzy to słyszeli... bezcenne. jak trochę doszedłem do siebie to próbowałem go dopytać o co chodzi ale w ogóle nie odpowiedział. inni też próbowali go podpytać ale zamknął temat.
spotkanie się skończyło, uścisnął ręce i poszedł... i tyle. szukałem potem po różnych stronach z tłumaczeniami czy interpretacjami czegoś takiego, nic konkretnego nie znalazłem. no żyję i oddycham normalnie, ale to zdanie jakoś tak siedzi i nie daje spokoju. ktoś wie o co mogło mu chodzić?
Myślę że to miało wymiar filozoficzny i to chyba sam doskonale czujesz 🙂
No bo tak patrząc na to... facet pewnie miał na myśli żeby głębiej wszystko przeżywać, żeby brać odpowiedzialność za siebie, nie bać sie życia z całym jego dobrodziejstwem inwentarza, znaczy zarówno z tym co boli jak i z tym co raduje. Tak to przynajmniej ja rozumiem.
no wie cie, może po prostu jeszcze nie odkryłaś swojego przeznaczenia, swojej roli tutaj na tej ziemi 🙂 jakby jeszcze się nie „urodziłaś” w pełni, a kiedy już to odkryjesz i zaczniesz działać, to zostaniesz zapamiętana przez pokolenia, staniesz się nieśmiertelna w ludzkiej pamięci... coś jak Kopernik, Pascal czy Skłodowska! Albo chodzi o coś głębszego, o Twoją Duszę, o to konkretne wcielenie które teraz przeżywasz. Kurczę, to jest naprawdę zagadkowe i jedno i drugie... przypadek sprawił że w ogóle poszłaś na ten wykład, a wróciłaś z czymś wyjątkowym, z takim tajemniczym darem i przesłaniem. To nie mogło być bez powodu!
no więc zapytałam te swoje karty co miał ci przekazać i wyszła Pani Lustra
ma być i sojuszniczką i wyzwaniem jednocześnie
chodzi o prawo przyciągania, czyli że ściągasz do siebie to czym jesteś. nie wiem czy wierzysz w takie rzeczy, ale karta mówi co mówi
podobno niektóre sytuacje są z góry wpisane w twoja drogę i służą sprawdzeniu jak mocna jest twoja wiara czy przekonania
no i żebyś nie oceniała, tylko przyjęła to co jest takim jakim jest
pytanie zasadnicze: czy czujesz sie na swoim miejscu? czy jak patrzysz na swoje życie to ci się to podoba? karta sugeruje że odpowiedź leży w szczerym spojrzeniu na siebie. bez owijania w bawełnę, po prostu uczciwie
Moim zdaniem to oznacza, że nie wykorzystujesz swojego wewnętrznego potencjału w zyciu codziennym.
