Siedzę ostatnio nad swoim kartą i nie mogę przestać myśleć o tej progresji. Wenus progresywna zbliża się do mojego Neptuna natywnego i zaczęłam zauważać dziwne rzeczy w tym, jak przeżywam relacje. Jakby wszystko stało się bardziej... rozmyte? Mniej wyraźne, ale za to głębsze. Zastanawiam się, czy ktoś z was przechodził przez Wenus-Neptun w progresji i czy faktycznie zmienia to sposób, w jaki kochamy. Chodzi mi o to, czy to jest trwała zmiana charakteru miłości, czy tylko przejściowy stan. Bo czytałam różne interpretacje i jedne mówią o duchowym wznoszeniu uczuć, a inne ostrzegają przed iluzjami i rozczarowaniami.
Miałam dokładnie tę progresję kilka lat temu i pamiętam to bardzo dobrze. U mnie Wenus progresywna przeszła przez koniunkcję z Neptunem natywnym i przez jakiś czas naprawdę czułam, że zakochuję się w idei człowieka, a nie w samym człowieku. Związek, który wtedy zaczęłam, był piękny na początku, ale Neptun robił swoje - idealizowałam partnera totalnie. Dopiero gdy progresja minęła aspekt dokładny, zobaczyłam rzeczy takie, jakie są. Więc mam mieszane uczucia - czy to duchowe, czy raczej pułapka? Mam wrażenie, że to zależy od tego, jak dojrzały masz Neptun w karcie natywnej.
Czekajcie, nie rozumiem podstaw. Progresja Wenus-Neptun to znaczy, że planeta Wenus w progresji zbliża się do planety Neptun? Czy to chodzi o aspekt między nimi? I jak w ogóle liczyć, kiedy taka progresja jest aktywna - to kwestia dni, miesięcy, lat?
Ale czy ta progresja nie sprawia po prostu, że człowiek staje się bardziej podatny na manipulację w związkach? Czytałem, że Neptun w aspektach do Wenus to zawsze jakieś ofiary, poświęcenia, że ktoś nas wykorzystuje. Może więc to nie jest duchowość, tylko zwykłe zagubienie się w miłości?
Neptun w 7. domu natywnie to faktycznie temat sam w sobie, niezależnie od progresji. Mam kilka pytań, bo to ważny kontekst. Po pierwsze - kiedy dokładnie ta progresja osiągnie punkt szczytowy, czyli orb poniżej 1 stopnia? Po drugie - czy masz jakieś jednoczesne tranzyty Neptuna lub Wenus do kart progresywnej, bo progresje i tranzyty razem mogą mocno wzmacniać temat. I po trzecie, i to mnie najbardziej ciekawi w kontekście wątku - co rozumiesz przez 'miłość duchową'? Bo to pojęcie jest używane bardzo różnie i warto ustalić, o czym w ogóle mówimy, zanim zaczniemy oceniać, czy progresja 'ją aktywuje'.
A jak długo trwa ta progresja konkretnie? Piszecie o latach, ale czy można jakoś przyspieszyć ten proces, żeby szybciej dojść do tej duchowej wersji miłości? Albo odwrotnie - skrócić czas iluzji?
Powiem wam coś ciekawego. Neptun w progresji do Wenus to według mnie też dobry czas na pracę z numerologią związkową - liczba drogi życiowej obu partnerów może pokazać, czy ta duchowa miłość ma podłoże w samej wibracji waszych dat urodzenia. Jeśli masz szóstkę w numerologii, to ta progresja powinna działać na ciebie szczególnie mocno, bo szóstka i Wenus to ten sam archetyp miłości.
Ten 'neptunowy fog' który opisujesz to brzmi jak coś, co można zobaczyć w kartach tarota - taka energia Dwójki Kielichów, ale zamazana. Ciekawi mnie jedno - czy masz teraz też jakieś sny, które mogłyby być związane z tą progresją? Neptun rządzi też snami i podświadomością.
Właściwie chciałam zapytać o coś może trochę z boku, ale chyba pasuje. Ta neptunowa miłość o której piszecie - czy ona może pojawić się w stosunku do kogoś, kto jest niedostępny? Pytam bo czytałam że Neptun lubi nieosiągalne ideały i zastanawiam się czy to nie jest po prostu mechanizm ucieczki od realnych relacji zamiast ich pogłębiania.
Dobra ale jak w ogóle odróżnić czy kocham kogoś neptunowo bo to jest prawdziwa duchowa miłość, czy neptunowo bo uciekam od czegoś? Bo po tym co piszecie, objawia się to tak samo...
Czytam to wszystko i coraz bardziej myślę, że ta progresja brzmi jak coś do przeżycia i przetrwania, a nie do cieszenia się. Czy ktoś może powiedzieć wprost - czy ktokolwiek z was miał tę progresję i wyszedł z niej z czymś pozytywnym, namacalnym?
Też miałem coś podobnego i powiem, że numerologia to potwierdzała. Rok osobisty dziewiątka to czas domknięć, a jak na to nałożyłem tę neptunową energię, to wszystko się ułożyło w spójny obraz. Jola, a jaką miałaś wtedy liczbę roku osobistego?
Przepraszam że wchodzę, ale jestem trochę zagubiona. Ta cała progresja Neptun-Wenus, to ona dzieje się u każdego, czy tylko u niektórych ludzi? I czy można jakoś z zewnątrz zobaczyć, że ktoś jest pod jej wpływem? Pytam bo zastanawiam się czy ktoś z moich bliskich to przechodzi, bo zachowuje się dziwnie w kwestii miłości ostatnio.
Czytam wasze odpowiedzi i wróciłam do pytania Teodora. Muszę przyznać, że sama się zastanawiałam czy to jest coś 'do przeżycia'. Ale po tej rozmowie myślę, że źle postawiłam pytanie w tytule wątku. Może nie chodzi o to, że miłość 'staje się duchowa', tylko że mamy szansę zobaczyć gdzie była tylko iluzją. I to jest może ważniejsze.
Ta osoba o której pytałam... no właśnie, zachowuje się jakby żyła trochę obok rzeczywistości. Zakochana w kimś, kto wyraźnie nie odwzajemnia w tym samym stopniu, ale ona jakby tego nie widzi albo nie chce widzieć. Czy to brzmi jak ta neptunowa energia?
Właśnie o tym myślę od jakiegoś czasu. Bo to co opisuje Stokrotunia o swojej znajomej - to jest dokładnie to co ja robiłam. I nikt z zewnątrz by mnie nie przekonał, że coś jest nie tak. Przekonały mnie dopiero moje własne zapiski, kiedy je czytałam z dystansem. To trochę przerażające, jak bardzo ta energia potrafi zamknąć cię w bańce.
Dobra, ale jak długo to trwa? Bo czytam i mam wrażenie, że mówicie o latach. Nie ma jakiegoś sposobu żeby to przyspieszyć albo przynajmniej skrócić ten czas mgły?
Mam pytanie do całej dyskusji, bo siedzę i czytam. Piszecie o tym że Neptun zamazuje percepcję - ale czy to nie jest też trochę ten moment kiedy człowiek jest otwarty na coś głębszego? Bo może ta mgła to nie jest tylko utrudnienie, tylko próg?
Norbert, to co napisałeś to ciekawe ujęcie, ale mam z nim problem. Bo można to powiedzieć o każdym trudnym doświadczeniu - że jest progiem. Pytanie brzmi: co konkretnie ten próg otwiera w kontekście Wenus i miłości. I tu wracam do tytułu wątku - czy to naprawdę jest coś co zmienia naszą zdolność kochania, czy tylko nas przetrzepuje i tyle?
Spinel, to jest właśnie to pytanie które mnie nurtuje od początku tego wątku. Jak można odróżnić 'zmieniła mnie ta progresja' od 'zmieniłam się sama, a progresja akurat była w tle'?
Właśnie - i to jest ta rzecz która mnie gryzie. Bo czytam wasze posty i widzę dwa wzorce. Albo ktoś mówi że ta progresja go czegoś nauczyła, albo że był w mgle i dopiero po czasie rozumiał co się działo. Ale żadna z was nie opisała momentu kiedy to się dzieje - kiedy tak naprawdę coś się zmienia z miłości warunkowej na coś głębszego. Jak to wyglądało u was w środku?
Spinel, to jest naprawdę trudne pytanie bo ten moment nie wyglądał jak moment. Pamiętam że przez długi czas czułam że kocham kogoś 'za dużo' i że to jest właśnie ta głębokość. A potem zrozumiałam że to nie była głębokość tylko brak granic. Te dwie rzeczy potrafią wyglądać identycznie od środka.
Dobra ale jak mam to rozpoznać na bieżąco, a nie po fakcie? Bo znowu wychodzi że wszystko rozumiesz dopiero jak już minęło. To chyba nie o to chodzi.
Ale czy to nie jest zbyt subiektywne? Bo ktoś w środku iluzji powie że rośnie, prawda? Neptun przecież właśnie na tym polega że zniekształca percepcję. Jak masz sprawdzać percepcją to czego percepcja jest zniekształcona?
To co pisze Norbert jest rzeczywistym problemem przy tej progresji. Neptun zaburza nie tylko to co widzisz, ale też to jak oceniasz to co widzisz. Więc każde 'sprawdzam siebie' też jest przez niego filtrowane. Nie jestem pewien czy dziennik to w pełni rozwiazuje, ale nie mam lepszego pomyslu.
A przepraszam że wrócę do kamieni - czy jest jakiś kamień który akurat przy tej progresji pomaga z tą właśnie kwestią rozróżnienia? Nie żeby usunął wpływ Neptuna, rozumiem że to niemożliwe, ale żeby pomagał zostać bardziej uważną?
