No właśnie, bo ja to widzę bardzo często — ktoś mówi "tropikalnie jestem Rybą, więc czuję głęboko" i jednocześnie "siderycznie jestem Wodnikiem, więc trzymam dystans" i oba opisy pasują bo... oba pasują do każdego człowieka w różnych sytuacjach. I gdzie tu w ogóle jest Wenus?
To jest argument z filozofii nauki i jest uczciwy. Ale czy astrologię powinniśmy testować tak samo jak hipotezę empiryczną? Mam wrażenie, że to może być zły poziom analizy. Nie mówię, że Florka się myli — pytam, czy to w ogóle właściwy zestaw narzędzi do oceny.
Dokładnie to samo sobie teraz uświadamiam. Kiedy wróciłam do tropikalnego po sideryckim, powiedziałam sobie, że tamten mi "nie pasował". Ale moze nie chodziło o to, że nie pasował — może chodziło o to, że pokazywał coś, z czym nie byłam gotowa się spotkać.
Ale właśnie — to może być klucz do całego pytania o precesję. Może system sideryczny nie jest bardziej "prawdziwy" astronomicznie i tyle, ale też bardziej... niekomfortowy? Trudniejszy do przyjęcia? I może dlatego zachodni astrologowie trzymali się tropikalnego — bo on jest bardziej psychologicznie miękki?
A ja sie tu zatrzymuję, bo wchodzimy w stereotypy płci. dlaczego Baran miałby być trudniejszy dla kobiet? Może akurat dla mężczyzny Wenus w Baranie w sideryckim byłaby wygodna, a w tropikalnym Byk — niekomfortowy bo oczekuje stabilności, której on nie daje?
Właśnie, to ciekawe — czy precesja działa na nas inaczej zależnie od tego, do jakiego opisu byliśmy wychowywani? Tzn. jeśli kobieta od lat słyszała, że jest Byk-Wenus i kocha spokojnie, to przejście na sideryczny jest dla niej większym wstrząsem niż dla kogoś, kto nigdy specjalnie się z astrologii nie budował?
I to nas prowadzi z powrotem do precesji jako zjawiska bo ona jest właśnie taką "zmianą narracji" na poziomie kosmicznym. Niebo naprawdę się przesunęło przez te tysiące lat. Pytanie które zadała Frydka na początku, jest więc głębsze niż myślałem — nie tylko "który system" ale: czy wogóle jesteśmy gotowi aktualizować opowieść o tym, jak kochamy?
Myślę, że to stało sie dlatego, że precesja to nie jest tylko temat techniczny. Jak Wenus zmienia znak przez ayamshę, to zmienia się opis tego, jak kochasz. A jak zmienia się opis, to zaczyna się pytanie — czy opis mnie tworzy, czy tylko opisuje? I wtedy już jesteś w środku siebie, nie w astronomii.
Kurczę! to jest ważne, co mówisz, ale ja bym jednak nie porzucała wątku astronomicznego tak szybko. Bo jeśli mówimy ze sideryczny jest trudniejszy, bo bliższy prawdziwemu niebu — to jest twierdzenie, które można sprawdzić albo zakwestionować. A jeśli porzucamy ten poziom i zostajemy tylko przy "co mi to mówi o sobie", to tracimy cokolwiek, co odróżnia astrologię od czystej projekcji. I wracamy do pytania Florki z wcześniej.
