A jeśli wrócimy do mojego brata, bo tam chyba też był taki spokój z zewnątrz przez długi czas. Dopiero jak ona zaczęła awansować, to ta cisza się posypała. Więc czy to znaczy, że właśnie wtedy Lilith się "obudziła" w tej relacji, bo jej energia nagle urosła i nie pasowała już do schematu?
Chcę jeszcze raz wrócić do pytania, które postawiłam na samym początku, bo czuję, że przez te kilkadziesiąt postów znaleźliśmy kawałek odpowiedzi, ale nie całość. Lilith w siódmym nie skazuje nas na wybuch, to chyba już wszyscy tu czujemy. Ale skazuje na to, że prędzej czy później będziesz musiała wybrać, czy się skurczysz, czy nie. I wybuch to tylko wersja, kiedy to kurczenie się dochodzi do ściany. Czy ktoś ma poczucie, że jest inna wersja tej historii, bez ściany?
Myślę, że tak, jeśli partner rozpozna tę dynamikę, zanim ona dojdzie do ściany. Ale to wymaga od niego naprawdę dużo świadomości własnych lęków, bo inaczej nawet nie wie, że reaguje defensywnie. I to jest chyba właśnie to, czego nie da się zapewnić samą pracą z własnym horoskopem.
Ale czy to nie jest trochę... zbyt wygodne? Mam Lilith w siódmym, więc każdy konflikt w związku jest "wpisany w moją energię", a nie wynika z moich własnych błędów? Pytam poważnie, nie złośliwie, bo zastanawiam się, gdzie jest granica między rozumieniem swojego horoskopu a szukaniem wyjaśnienia dla własnych zachowań.
Czytam to i sobie uświadamiam, że właśnie tak to u mnie wyglądało. Drobnostka, jakiś komentarz, który w innym kontekście by mnie nie ruszył, ale po tygodniach tej ciszy, o której pisałam wcześniej, powodował lawinę. I potem czułam, że zareagowałam nieadekwatnie, ale jednocześnie, że wszystko, co powiedziałam, było prawdziwe.
Ja mam głupie pytanie, bo dopiero zaczynam rozumieć te rzeczy. Tranzyt przez dom to znaczy, że planeta przechodzi przez ten obszar nieba i to wpływa na sprawy tego domu? Bo jeśli tak, to jak długo to trwa? I czy można to jakoś sprawdzić wstecz, jak ktoś chce zrozumieć, co się wydarzyło kilka lat temu?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam Lilith w siódmym domu i czytam ten wątek od dawna. Chcę się tylko upewnić, że dobrze rozumiem: ta Lilith w siódmym to jest coś, co się oblicza przez datę urodzenia, prawda? Bo sprawdzałam kilka kalkulatorów online i w jednym wychodzi mi Lilith w siódmym, a w innym w szóstym. Skąd to rozbieżność?
Wracam do tego, o czym pisałam wcześniej, bo ta kwestia tranzytów mnie zatrzymała. Koleżanka, o której mówiłam, miała ten przełom w relacji akurat w czasie, kiedy ona sama zaczęła bardziej świadomie pracować nad sobą. Nie wiem, czy to był tranzyt, ale zastanawiam się: czy ta "praca z Lilith" może kogoś zmienić bez żadnych tranzytów, tylko przez świadomość? Czy astrologia zakłada, że tranzyt jest potrzebny, żeby coś ruszyło?
I to jest chyba ta odpowiedź, której szukałam od początku tego wątku. Że Lilith w siódmym nie skazuje, ale też nie zwalnia z niczego. Tylko nie wiem, czy to mnie bardziej uspokaja, czy bardziej przeraża. 🙂
Mnie to pytanie Gituski zatrzymuje, bo szczerze nie wiem, czy mi się udaje. Mam wrażenie, że rozpoznaję wzorzec, ale już w trakcie kumulacji, nie na początku. I wtedy jakoś nie mogę go zatrzymać, jakbym tylko patrzyła, jak to idzie w złym kierunku.
A czy ktoś próbował to powiązać z konkretnym tranzytem i sprawdzić, czy te okresy kumulacji mają jakiś rytm? Bo jeśli Lilith w siódmym reaguje szczególnie w czasie pewnych tranzytów, to może jest jakaś możliwość przewidzenia, kiedy to okno się otwiera.
Wracam do tego, o czym pisałam wcześniej, bo ta rozmowa o momencie rozpoznania mnie uderzyła. Koleżanka, o której wspominałam, powiedziała mi kiedyś, że zaczęła pisać coś w rodzaju notatek po każdej trudnej sytuacji w związku. Nie terapia, nie dziennik, tylko krótkie zdanie, co ją uruchomiło. I po kilku miesiącach zobaczyła schemat. Czy to nie jest właśnie to wcześniejsze rozpoznawanie, o którym mówiła Gituska?
