To ważne zastrzeżenie od Iwetki i warto się przy nim zatrzymać. W astrologii za często zakładamy, że uświadomienie sobie aspektu automatycznie popycha w stronę jego 'wyższej' manifestacji. Ale Pluton w koniunkcji czy kwadracie z Merkurym może dać równie doskonałego demaskatora jak i kogoś, kto wie dokładnie jak zbudować narrację, która zniszczy człowieka. I obie te osoby są tego świadome.
Mam koniunkcję. I mogę powiedzieć tyle, że ta 'scala energia' to jest dobre określenie, bo od zawsze czułam, że Merkury i Pluton we mnie nie walczą że sobą, ale mówią jednym głosem. Problem w tym, że ten głos przez długi czas nie wiedział, dokąd idzie. To nie był konflikt, raczej... zbyt duże natężenie prądu bez bezpiecznika.
Modrzewka, to metafora z bezpiecznikiem jest naprawdę trafna. I to jest chyba różnica między twardymi a miękkimi aspektami w praktyce - przy twardych napięcie jest wyraźne i pcha do działania, przy koniunkcji można żyć latami z tym natężeniem i nie wiedzieć, że coś jest inaczej niż u innych. Bo nie boli, po prostu jest.
Przepraszam, że się wtrącam z podstawowym pytaniem, ale skoro mówimy o tym że aspekt działa niezależnie od świadomości - to czy da się jakoś sprawdzić u siebie, że się go ma? Bez patrzenia w horoskop, mam na myśli. Czy są jakieś sygnały z zewnątrz, od ludzi?
Wracając do tytułowego pytania, bo mi się kręci w głowie: czy po tej dyskusji słowa naprawdę mają dla nas moc transformacji, czy to my transformujemy przez doświadczenia związane że słowami? Bo to są dwa różne mechanizmy i nie jestem pewna, które z nich tu omawiamy.
Tak, i to jest chyba odpowiedź na tytułowe pytanie. Słowa mają moc transformacji - ale nie jak guzik który wciskasz. Raczej jak coś co wprawiasz w ruch i nie wiesz do końca gdzie dotrze. Czarodziej to ktoś kto wie że wprawia to w ruch. Manipulator twierdzi że wie gdzie dotrze. A prawda jest że nikt nie wie.
Czytam tę dyskusję od początku i dopiero teraz coś kliknęło. To rozróżnienie Chalcedonki między czarodziejem a manipulatorem - że jeden wie że wprawia coś w ruch, a drugi twierdzi że kontroluje - to chyba najbliższe temu, co czuję intuicyjnie w temacie Plutona i Merkurego. Ale mam jedno pytanie: czy w praktyce da się w ogóle zawsze wiedzieć, po której stronie tej granicy się stoi?
To co Iwetka mówi o czasie rzeczywistym jest kluczowe. Transformacja przez słowa rzadko wygląda jak świadomy zaklęty gest. Częściej wygląda jak coś powiedziałaś, ktoś zmilczał, i dopiero po miesiącu okazuje się że w tym milczeniu coś się w nim przewróciło. Albo odwrotnie - w tobie. Pluton jest właśnie taki - działa z opóźnieniem.
Kinia, przy koniunkcji to opóźnienie jest jeszcze bardziej niewidoczne, bo nie czujesz momentu 'wystrzału'. Dla mnie sygnałem stały się dopiero wzorce - kiedy zaczęłam zauważać że pewne typy rozmów zawsze kończą się tym samym efektem u drugiej osoby. Nie jedna sytuacja, ale seria. To wtedy zaczęłam podejrzewać że to nie zbieg okoliczności.
To ciekawe co Modrzewka mówi o wzorcach. W astrologii często mówimy że jeden tranzyt to nie dowód, a dopiero powtarzający sie motyw mówi coś o natywnym aspekcie. Czyli świadomość aspektu Pluton-Merkury zaczyna sie od obserwacji powtórzeń, nie od jednorazowego zdarzenia. Czy ktoś z was miał jakiś konkretny wzorzec który go 'zdradził'?
Runmistrz, ale czy to kryterium jest wystarczające? Mogę czuć pełną odpowiedzialność za słowa i mimo to używać ich żeby kogoś uformować pod swój interes. Odpowiedzialność nie wyklucza złej intencji - ona tylko oznacza że wiem co robię. A wiedza bez etyki to jest właśnie klasyczna plutonowa pułapka.
Czytam tę dyskusję i mam wrażenie, że wszyscy zakładają że osoba z tym aspektem w ogóle chce go 'pracować'. A co jeśli ktoś po prostu... nie jest zainteresowany? Czy aspekt działa niezależnie od tego, czy poświęcamy mu uwagę? Bo jeśli tak, to praca nad nim to nie opcja, tylko konieczność, żeby nie robić szkód.
Druidka, jeszcze jeden sygnał: milczenie. Kiedy nie mówisz czegoś co 'wisiało w powietrzu', ludzie to czują równie mocno jak gdybyś powiedziała. To znaczy twoje plutonowe 'nie-słowo' też jest komunikatem. Znajoma powiedziała mi kiedyś że moje milczenie w jednej konkretnej chwili zmieniło jej decyzję życiową bardziej niż cokolwiek co powiedziałam wcześniej. To mnie wtedy mocno wzięło. Może ktoś ma pod ręką literaturę, która ujmuje to inaczej.
