Wizualizacja twórcza ma opinię techniki dla osób, którym po prostu miło jest pomarzyć. Tymczasem to ćwiczenie wymagające i dość nudne, a jego skuteczność zależy od paru szczegółów, które w popularnych poradnikach zwykle giną.
Cały wpis dostępny tutaj: Wizualizacja twórcza - jak ćwiczyć wyobraźnię, żeby faktycznie działała
wreszcie ktoś napisał, że to jest nudne. bo jest. wszędzie czytam jakie to cudowne, a to zwykła harówka na uwadze
ja probowalem ze 3 razy i nic. moze poprostu nie mam wyobrazni, u mnie w glowie jest ciemno jak wejde do srodka
Ten punkt o wizualizowaniu konkretnej osoby powinien być na początku, wielkimi literami. Połowa problemów z tą techniką bierze się właśnie stąd.
wogóle najlepiej robic to raz w tygodniu ale dlugo, ze dwie godziny. wtedy sie kumuluje. narazie tak robie i jest ok
u mnie działa najlepiej rano przed wyjściem, chociaż wtedy mam najmniej czasu. wieczorem po prostu zasypiam w połowie 😉
Chciałabym dorzucić coś od siebie, bo pracuję z tym od lat. Najważniejsze jest to domknięcie na koniec, ten jeden szczegół, który zostaje na dzień. Bez tego sesja się rozpływa i po godzinie nic z niej nie ma.
mnie w tym tekscie przekonalo to zdanie o tym ze sprawdzanie czy juz zadzialalo psuje cala robote. tak wlasnie robilem i sie dziwilem
próbuję od tygodnia i mam problem z tym, że obraz ucieka mi po jakichś czterdziestu sekundach. wracam, znowu ucieka. to normalne czy robię coś nie tak
u mnie po trzech tygodniach faktycznie pojawiły się w obrazie szczegóły, których nie dodawałam. najpierw pomyślałam, że mi się miesza, a to podobno dobry znak
wracam do wątku, bo przerwałam praktykę na dziesięć dni przez chorobę i teraz nie wiem, czy zaczynać od nowa czy wrócić w miejsce, w którym skończyłam
u mnie to ćwiczenie zaczęło działać dopiero wtedy, kiedy przestałam z niego robić rytuał ze świecami i kadzidłem. usiadłam na krześle w kuchni i nagle poszło
